7 grudnia 2009

Propedeutyka medycyny Stefana Krusia

Niedawno ukazał się zbiór słynnych felietonów profesora Stefana Krusia*, a już ten tom jest wyczerpany. Widocznie nakład był niewielki. Czas, aby ktoś stanowczo pomyślał o dodruku.
Profesor, znany patomorfolog, z którego książek wszyscy uczyliśmy się do specjalizacji, prowadził zajęcia niestandardowo. Na jego wykłady przychodziły tłumy, żeby posłuchać nie tylko encyklopedycznych wiadomości z tak zwanego zakresu, ale przede wszystkim dowiedzieć się o medycynie i praktyce lekarskiej tego, czego nie ma w żadnym podręczniku. Zawsze były to raczej opowieści o patomorfologii i medycynie w ogóle, niż kostyczne wyliczanki, z których składały się wykłady innych nauczycieli. U Krusia zawierały nawiązania do poezji, muzyki, plastyki, ale i zdarzeń historycznych, czasem faktów pozornie zupełnie prywatnych. Przykuwały uwagę słuchaczy niczym najlepszy spektakl. Stefan Kruś umiał wskazywać ścisłe związki ludzkiego charakteru i świata uczuć z rzetelną wiedzą i logicznym myśleniem w taki sposób, że każdy, kto się z jego słowem zetknął, stawał się lepszy i mądrzejszy jako przyszły lekarz.
Potem te wykłady przyjmowały postać felietonów i były drukowane między innymi w „Polskim Tygodniku Lekarskim” (PTL) i „Nowym Medyku” pod żartobliwym nagłówkiem „Obywatelu Redaktorze (K. I. Gałczyński, koniec cytatu)”. Chwała profesorowi Janowi Tatoniowi, redaktorowi naczelnemu PTL, że pewnego dnia, na początku lat 80., przyniósł do redakcji maszynopis pierwszego odcinka i zaproponował druk. Od tamtego czasu czytanie czasopisma rozpoczynało się właśnie od felietonu Krusia. Niejeden lekarz powrócił wtedy do młodzieńczych lektur poetyckich, niejeden zrozumiał, jak wiele tracił, zapominając o nich, niejeden nareszcie zrozumiał sens tych lektur, ich treść, piękno i – co najważniejsze – mądrość, która każe nieustannie otwierać oczy na świat.
Pisze profesor: „Konsekwencje zasklepiania się w literaturze [fachowej] nie są może groźne, ale (…) nie da się tego powiedzieć o przesadnej specjalizacji w obrębie medycyny. Może dlatego wielu lekarzy przekracza granice nie tylko specjalności, ale wręcz zawodu i zajmuje się dodatkowo czymś innym (…) Śliczna Lady Glencora z „Sagi rodu Palliserów” to w rzeczywistości lekarka, zbierająca nagrody za osiągnięcia w pediatrii. Dr Czechow leczył nie ludzi, ale społeczeństwo, doktor Żeleński-Boy podarował nam literaturę francuską”. Można by do tego zestawu dodać listę nie kilku, nie setek, ale tysięcy lekarzy, którzy mieli sukcesy nie tylko ściśle lekarskie, ale także w wielu innych dziedzinach, od literatury począwszy, na filmie, muzyce, technice i polityce skończywszy.
Książka Stefana Krusia – osobista, pisana językiem zwyczajnym, swobodnym, ale także pięknym i bogatym, z humorem i poważnie – przypomina, jak wiele dają nam studia lekarskie i jak bardzo możemy być dumni z tego, że odmieniły nasz sposób patrzenia na to, co ludzkie.
Dowiadujemy się z niej, dlaczego warto być lekarzem właśnie dzisiaj, kiedy wszystko, co nas otacza, jest sprowadzane do komercji i kultury obrazkowej. Dla studentów i lekarzy powinna być lekturą obowiązkową. Podnosi na duchu. Jest na czasie. Czyta się znakomicie.

* Stefan Kruś, Wiecznym piórem. Na przekór I. Wyd. www.na zdrowie.pl, Warszawa 2008, s. 306.

Piotr MÜLDNER-NIECKOWSKI

Archiwum