21 grudnia 2015

PES: zbyt wielu lekarzy go nie zdaje

pap_20041112_0AX

„Pogrom” – tak niektórzy określają wynik egzaminu specjalizacyjnego z anestezjologii i intensywnej terapii w jesiennej sesji 2015. Na 105 osób, które przystąpiły do egzaminu, zdało sześć; jeśli chodzi o oceny, nie było ani jednej czwórki, o piątce nie wspominając. Pytań o przyczyny takiej sytuacji jest wiele, ale prostych odpowiedzi nie ma.

Jeśli chodzi o proporcje zdających do „oblewających” Państwowy Egzamin Specjalizacyjny w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, w poprzednich sesjach było trochę lepiej, ale i tak zaznaczył się niepokojący trend. W sesji wiosennej tego roku do egzaminu przystąpiło 89 lekarzy, zdało – 27 (jedna ocena „dobra”, żadnych „bardzo dobrych”), w 2014 roku w sesji jesiennej zdawało 146 osób, zdało – 37, wiosennej – 75 osób przystąpiło do egzaminu, zdało – 29.

Dla porównania: w ostatniej sesji do egzaminu z chorób wewnętrznych przystąpiło 268 osób, zdało 168, było sporo ocen dobrych i bardzo dobrych. Do egzaminu z chorób zakaźnych przystąpiło 18 osób, zdało – 7.

- Sytuacja jest niepokojąca. Tej sprawie należy się bardzo dokładnie przyjrzeć i wysnuć wnioski. Jednak można to zrobić na podstawie rzetelnej analizy przyczyn sytuacji. Nie można pozwolić sobie na wnioski pochopne. Na razie możemy jedynie formułować hipotezy – podkreśla prezes Polskiego Towarzystwa Intensywnej Terapii Interdyscyplinarnej prof. Rafał Niżankowski.

Wnioskiem pochopnym może się okazać teza, że lekarze byli nieprzygotowani, ale także i teza przeciwna, że egzamin został źle opracowany.

- Lekarze przez cały tok studiów są trenowani do zdawania egzaminów. Takiego pogromu, jak w przypadku ostatniej sesji egzaminu specjalizacyjnego w anestezjologii, nie można wytłumaczyć tylko nieprzygotowaniem do egzaminu – uważa dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Uczelni Łazarskiego i specjalista anestezjologii i intensywnej terapii.

Prof. Niżankowski podkreśla, że niezbędne jest porównanie zmian w treściach egzaminacyjnych i programie kształcenia. Dodaje, że ważna jest też odpowiedź na pytanie czy sposób formułowania pytań nie powodował kłopotów z ich rozumieniem np.  jak duży był odsetek pytań z podwójnym zaprzeczeniem, jaka była skala trudności pytań, jaką historię mają lekarze, którzy przystąpili do tego egzaminu w tej sesji itd.

Wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie prof. Romuald Krajewski zwraca uwagę, że w tej sesji do egzaminu z anestezjologii podeszło sporo osób, które wcześniej nie zdały europejskiego egzaminu z tej dziedziny. Akurat w tej specjalizacji wiele osób wybiera egzamin europejski.

– W tej dziedzinie większość lekarzy podchodzi do egzaminu europejskiego, polski traktując jako poprawkowy. Może ci, którzy go nie zdali, podeszli do polskiego i znowu im się nie udało – mówi.

Dr Gryglewicz przyczyn „pogromu” upatruje raczej w trudności pytań.

- Z pewnością trzeba je przeanalizować. Uważam zresztą, że trudność pytań powinna być weryfikowana jeszcze przed egzaminem – mówi dr Gryglewicz.

Prof. Krajewski przypomina, że są obiektywne mierniki trudności pytań. I zwraca uwagę, że tworzenie dobrych pytań testowych wymaga zarówno pracy, jak  i pieniędzy. A tych ostatnich brakuje.

Zdaniem reaktywowanego niedawno Porozumienia Rezydentów stopień trudności pytań Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego wykraczał poza ramy obowiązujących programów specjalizacji. W piśmie do Ministerstwa Zdrowia, w którym domagali się interwencji ministra, młodzi lekarze skrytykowali formę pytań testowych (np. podwójne zaprzeczenia) oraz „pytania oparte na pojedynczych doniesieniach i opiniach, a nie ugruntowanej i potwierdzonej wiedzy”. Zaznaczyli, że wiele pytań „wydaje się być układanych na podstawie podręczników i publikacji, które nie znajdują się w spisie obowiązującej do specjalizacji literatury”.

- Cierpliwie czekamy na odpowiedź resortu – mówi lider Porozumienia Damian Patecki.

Rezydenci mają postulaty. Chcieliby na przykład wprowadzenia możliwości zdawania egzaminu specjalizacyjnego na rok przed ukończeniem specjalizacji.

– To są często życiowe problemy poszczególnych osób. Lekarz, który skończy szkolenie w terminie, musi czekać na sesję; może to trwać trzy, cztery miesiące. Po tym czasie nie zawsze jest możliwe odpowiednie przygotowanie się do egzaminu albo wręcz przystąpienie do niego – mówi Damian Patecki.

Inne postulaty rezydentów to odstąpienie od wymogu uzyskania minimum 60 proc. poprawnych odpowiedzi w przypadku niezdania egzaminu przez więcej niż 25 proc. zdających, na rzecz obliczania wyników wg krzywej Gaussa, wskazanie podręcznika i literatury, na podstawie których układane są pytania, wreszcie – ujawnienie po egzaminie pytań egzaminacyjnych wraz z kluczem odpowiedzi (o czym więcej niżej).

Postulaty rezydentów poparła Polska Federacja Szpitali.

A może jest problem ze szkoleniem?

Prof. Rafał Niżankowski zastanawia się, czy w procesie szkolenia specjalizacyjnego nie jest marnowany wysiłek.

– W Polsce jest tak, że jest trudne wejście do systemu szkolenia, potem jest kilka lat spokoju podczas odbywania specjalizacji, i na końcu znowu trudność – egzamin. W systemie amerykańskim nie marnuje się ani jeden miesiąc odbywania szkolenia specjalizacyjnego – mówi.

Nie ukrywa, że na początku lat dziewięćdziesiątych próbował w Polsce wprowadzić amerykański model kształcenia podyplomowego, głównie w medycynie rodzinnej. Jednak po wstępnych próbach, w związku z kolejnymi reformami systemu opieki zdrowotnej, ostały się tylko niektóre elementy tamtego modelu: m.in. pojęcie rezydentury czy niezależna instytucja egzaminująca – obecnie Centrum Egzaminów Medycznych (pierwotnie Krajowa Rada Egzaminów Medycznych).

W systemie amerykańskim rezydent nieustannie walczy o to, by kontynuować szkolenie i jest sprawdzany na niemal każdym kroku z wiedzy i umiejętności, zaś placówki szkolące, by móc mieć  przywilej kształcenia specjalizacyjnego (i wynikające z tego niemałe pieniądze i prestiż), muszą konkurować między sobą, proponując programy, układy zajęć oraz sposoby weryfikacji zapewniające bardzo wysoki poziom szkolenia.

- My zaś toniemy w biurokracji – mówi profesor. – Zamiast nowatorskich programów mamy jednolitą urzędniczą ankietę wypełnianą przez wszystkich chcących prowadzić szkolenie specjalizacyjne.

Wskazuje, że bywa, iż w ankiecie podmiotu ubiegającego się o przyznanie miejsca specjalizacyjnego, najważniejsze jest wpisanie poprawnej (to jest pełnej) nazwy szpitala. Sprawy merytoryczne są zdecydowanie mniej istotne.

Damian Patecki chciałby zaś systemu szwedzkiego, w którym do egzaminu specjalizacyjnego można, ale nie trzeba podejść, by uzyskać tytuł specjalisty. Specjalistą zostaje bowiem ten, który zrealizuje odpowiedni program kształcenia i wykaże się odpowiednią praktyką kliniczną.

Pytania PES są (wciąż) tajne

Ministerstwo Zdrowia wystąpiło do Centrum Egzaminów Medycznych o zajęcie stanowiska w sprawie wyników PES w sesji jesiennej 2015 r.

Na ironię zakrawa jednak fakt, że w państwie, w którym obowiązują przepisy dotyczące dostępu do informacji publicznej, nie można upublicznić pytań egzaminacyjnych. A nie można, bo zakazuje tego ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty.

Naczelna Rada Lekarska wystąpiła latem tego roku do Trybunału Konstytucyjnego domagając się stwierdzenia niezgodności z Konstytucją tych przepisów. Ze stanowiskiem Rady zgodził się Prokurator Generalny. Jego zdaniem zaskarżone przez NRL przepisy ograniczające dostęp do pytań egzaminacyjnych naruszają Konstytucję.

Niedawno zmienił się minister; jest nim teraz Konstanty Radziwiłł, który w czasie składania wniosku do TK pełnił funkcję sekretarza NRL. Można więc żywić nadzieję, że rozprawa w tej sprawie przed Trybunałem nie odbędzie się, i to nie dlatego, że z przyczyn politycznych Trybunał na razie tkwi w sytuacji patowej.

Justyna Wojteczek

Tagi: , , , , , , ,

Forum dyskusyjne - napisz komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Archiwum

Wszystkie kategorie