21 kwietnia 2015

Zarzuty rzecznika odpowiedzialności zawodowej za pomyłkę przy in vitro

M.in. niewłaściwie podpisane próbki z materiałem genetycznym miały być przyczyną pomyłki podczas zabiegu in vitro w klinice w Policach. Osobom odpowiedzialnym rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie postawił zarzuty. Zastrzegł przy tym, że tylko sąd lekarski może w tym postępowaniu wydać wyrok. Polska wciąż nie wdrożyła obowiązujących w UE norm bezpieczeństwa i jakości przy zabiegach in vitro.

W ub.r. wskutek błędu przy zabiegu zapłodnienia in vitro w klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego pacjentka urodziła nie swoje dziecko. Nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, miało zostać połączone z komórką innej kobiety. Dziecko urodziło się z wadami genetycznymi. 21 kwietnia o wynikach swojego postępowania w tej sprawie poinformował na konferencji prasowej rzecznik odpowiedzialności zawodowej w OIL w Szczecinie prof. Jacek Różański.

Warto zwrócić uwagę, że dopiero niedawno polski parlament zaczął prace nad ustawami dotyczącymi regulacji zabiegów in vitro. Trochę późno, zważywszy, że pierwszy raz Polska miała obowiązek wdrożenia postanowień dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Europy 7 kwietnia 2007 roku. Dyrektywa zawierała regulacje dotyczące norm jakości i bezpiecznego oddawania, pobierania, testowania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania i dystrybucji tkanek oraz komórek . Od września 2007 roku zaczęła obowiązywać jeszcze bardziej szczegółowa dyrektywa unijna w zakresie wymagań dotyczących możliwości śledzenia, powiadamiania o poważnych i niepożądanych reakcjach i zdarzeniach oraz niektórych wymagań technicznych dotyczących kodowania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania i dystrybucji tkanek i komórek ludzkich. Dyrektywy później jeszcze się zmieniały, zaś Polska wciąż nie wprowadzała stosownego ustawodawstwa.

- Przepisy unijne zostały uchwalone, aby zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne przeprowadzania zabiegów in vitro w tych państwach, które dopuszczały tę procedurę. To dyrektywy dotyczące bezpieczeństwa zdrowia publicznego – podkreśla prof. Eleonora Zielińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakie są dotychczasowe ustalenia prof. Różańskiego? Doszedł m.in. do wniosku, że procedury stosowane w klinice wspomaganego rozrodu były zbyt ogólne, nie było wyraźnych przepisów dotyczących znakowania probówek z komórkami jajowymi. Nie było także systemu kontroli nad pracą laborantów, tymczasem w placówkach tego typu na świecie standardem jest wzajemna kontrola laborantów.

Prof. Różański przypomniał, że w 2013 r., Ministerstwo Zdrowia ogłosiło program leczenia niepłodności in vitro i nastąpił proces przystosowywania laboratorium do wymagań resortu. Oceniając opracowane przez placówkę procedury, zaznaczył, że w jego opinii wydaje się prawdopodobne, że procedury były zbyt ogólne i mało szczegółowe; np. sposób pobierania komórek jajowych, w którym brak jest konieczności opisania probówek.

- System do etykietowania próbówek, które miały być zamrażane nie został wprowadzony do dziś – podkreślił.

Jak zaznaczył, dodatkowym czynnikiem, który mógł mieć wpływ na popełnienie błędu, było niepożądane zdarzenie, medyczne, które miało miejsce w tym dniu, polegające na nieprawidłowej reakcji na wszystkich podłożach, na których były wykonywane zabiegi. Choć zdarzenie to było zgłoszone przez laboranta, podjęto decyzje o dalszym procedowaniu, a sytuacji nie opisano w żadnej dokumentacji.

- Jest tu cały zbieg okoliczności, które sprzyjają powstaniu błędu; nie wiemy, która dokładnie do niego doprowadziła – podkreślił prof. Różański. – Niewłaściwa identyfikacja materiału biologicznego plus jego stłoczenie na małej przestrzeni to dwa decydujące momenty, które doprowadziły do wystąpienia błędu – ocenił.

Jak poinformował prof. Jacek Różański, dane dotyczące osób, które mają zarzuty, ani liczba tych osób czy sama treść zarzutów nie będą upublicznione.

Prof. Różański zapowiedział, że teraz osoby podejrzane o dopuszczenie się zaniedbań mają czas na zapoznanie się z zarzutami i ewentualne ustosunkowanie się do nich; mogą wskazać nowe dowody czy świadków lub powołać swych biegłych.

- Dopiero potem może zapaść decyzja o skierowaniu sprawy do sądu lekarskiego, który może orzec o ich winie – podkreślił.

Sprawą zajęła się też Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód. Jak powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Jacek Powalski, prowadzący sprawę prokurator wystąpił o zwolnienie z tajemnicy lekarskiej lekarzy pracujących w klinice. Dopiero po uzyskaniu tego zwolnienia i przesłuchaniu personelu placówki zostanie powołany biegły, który opracuje opinie dla prokuratury.

Obecnie śledczy zbierają dokumentację i analizuje ją. Wystąpią też do Okręgowej Izby Lekarskiej o udostępnienie zebranego przez nią materiału.

- Do jego udostępnienia Izba jest zobowiązana – mówił prof. Różański dziennikarzom.

Klinice, w której miało dojść do błędu podczas zapłodnienia pozaustrojowego wypowiedziano umowę w zakresie rządowego programu in vitro. Została też na nią nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara finansowa – 10 proc. wartości kontraktu, w tym przypadku to 76 tys. zł.

1 lipca 2013 r. rząd uruchomił trzyletni program refundacji in vitro. Skorzystało z niego ok. 10,5 tys. par; urodziło się dzięki niemu ok. 1200 dzieci.

9 kwietnia br. do dalszych prac w komisji zdrowia Sejm skierował dwa projekty ustaw dotyczących stosowania metody zapłodnienia in vitro – rządowy oraz jeden z projektów SLD. Komisja ma zakończyć prace nad nimi do 9 czerwca.

PAP/Justyna Wojteczek

Forum dyskusyjne - napisz komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Archiwum

Wszystkie kategorie