1 stycznia 2003

Trudna równowaga

Szpital Kliniczny im. ks. Anny Mazowieckiej na Karowej. To już 90 lat. Wyremontowane sale i żadnych długów. Zdarzyło się, że zamrażano tu na trzy lata podwyżki, ale restrukturyzacja nie wiązała się na razie ze zwalnianiem personelu. „To dowód na to, że można prowadzić szpital i nie popaść w długi” – mówił w czasie wizyty w tej placówce minister zdrowia, Mariusz Łapiński.

Wychodzimy na swoje dzięki ogromnej pracy całego personelu” – mówi dyrektor szpitala, Tadeusz Trędota. „I dzięki brakowi limitów na położnictwo” – dodaje. „Karowa” jest w stanie prowadzić normalną grę rynkową. Dyrektor tłumaczy, że o pacjentkę rzeczywiście się tutaj walczy, a dobra opinia o szpitalu roznosi się przede wszystkim „pocztą pantoflową”. Efekt? Nie zawsze można przyjąć wszystkie chętne pacjentki. „Wykorzystanie łóżek wynosi ok. 90 proc. Więcej nie można ze względu na bezpieczeństwo” – tłumaczy kierownik Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa, prof. Krzysztof Czajkowski. Zdarza się więc, że kobiety są odsyłane do innych szpitali w mieście. „Oczywiście, dotyczy to tylko tych porodów, które można przeprowadzić gdzie indziej. Jesteśmy przecież szpitalem klinicznym, z trzecim stopniem referencyjności” – dodaje.
Tym, co najbardziej uderza po przekroczeniu progu szpitala, jest… brak charakterystycznego zapachu. „Na rynku jest tyle produktów do odkażania, że nie ma żadnego powodu, by kupować te kojarzące się z chorobą. Środków z chloraminą nie używamy już od lat” – mówi dyrektor Trędota. Na dobre samopoczucie pacjentek wpływa też wygląd sal i korytarzy. Tutaj wszędzie jest jasno, ściany są odmalowane na kolorowo, gdzieniegdzie wiszą obrazki. Sale porodowe zamiast numerów mają nazwy: „słonecznikowa”, „wrzosowa”, „sosnowa”. „Przyjemniej rodzić ‚w słonecznikowej’ niż ‚na czwórce’. Poza tym nikt nie chciał leżeć pod trzynastką” – tłumaczą pielęgniarki.
Kilka lat temu przebudowano oddział patologii ciąży. Wcześniej pacjentki leżały w salach w stałym składzie. Teraz pomieszczenia są mniejsze, z wydzieloną częścią wspólną, gdzie można posiedzieć na kanapie i pooglądać telewizję. „Słyszałem ostatnio, jak jedna z kobiet mówiła swojemu mężowi, żeby się nie martwił, bo czuje się tu jak na wczasach” – dodaje Trędota. Ma to też swoje znaczenie terapeutyczne. „Na tym oddziale pacjentki leżą długo i ważny jest, także dla ich zdrowia, komfort psychiczny” – mówi prof. Czajkowski. Przy takim rozplanowaniu pomieszczeń nie są one skazane tylko na towarzystwo, które im przypadnie w sali; mogą znaleźć sobie koleżanki, z którymi będą rozmawiać – nie tylko o chorobach i możliwych komplikacjach ciąży. Lekarze są przekonani, że dobra kondycja psychiczna pacjentek jest jedną z wielu przyczyn, które wpłynęły na skrócenie czasu pobytu w szpitalu. Obecnie wynosi on 4,3 dnia; jeszcze pięć lat temu był dwa razy dłuższy.
Kontrakt z kasą chorych pokrywa ok. 90 proc. wszystkich wydatków szpitala. Dlatego przygotowano tu również ofertę na produkty niekontraktowane przez kasę chorych, np. badania profilaktyczne. „Nasi lekarze przygotowali pakiety badań, adresowane do poszczególnych grup pacjentów. Na przykład do kobiet po czterdziestce. Badania te są płatne, ale ceny są konkurencyjne w stosunku do tych, które proponują spółdzielnie w Warszawie” – mówi dyrektor. Poza tym cieszą się zainteresowaniem, bo wykonuje je personel szpitala klinicznego. Organizowane są tak, że wszystkie badania można zrobić w jednym miejscu, w jeden dzień. Nie tylko pacjentki wykupują pakiety profilaktyczne. Coraz częściej na opłacenie takiego prezentu dla swoich pracowników decydują się warszawskie firmy. A jeśli ktoś do poradni trafia po raz drugi, dostaje 20 proc. zniżki.
Pacjentki dopłacają też za to, co jest ponadstandardowe: obecność przy porodzie wybranej, ulubionej położnej, za jednoosobową salę, znieczulenie bez wskazań medycznych. „Ale już za porady psychologa, rehabilitację czy masaże pacjentki nie płacą. Natomiast od chwili wyjścia, jeśli dalej chcą korzystać z tych usług, są one już płatne” – dodaje Trędota.
„Najważniejsza jest równowaga. Jeśli w szpitalu względy medyczne przeważają nad finansowymi, to popada się w długi. Jeśli finansowe górują nad medycznymi, grozi prokurator” – mówi dyrektor. Jeszcze przed wprowadzeniem reformy służby zdrowia i przed usamodzielnieniem się szpitala zrobił zebranie pracowników i zapowiedział, że przez najbliższe trzy lata żadnych podwyżek nie będzie. Trzeba walczyć o miejsca pracy. „Pod koniec tego okresu ludziom było już bardzo ciężko, ale wytrzymali. I opłacało się. Pensje mamy tu wyższe niż gdzie indziej w Warszawie” – dodaje Trędota. W czasie ostatnich strajków w służbie zdrowia nie było żadnych protestów na Karowej. Bez zakłóceń wypłacono też uchwaloną przez Sejm słynną „podwyżkę 203″.
Ostatnie lata to rozszerzenie listy usług medycznych: pojawiła się poradnia dla dziewcząt i poradnia nietrzymania moczu. Przesunięto tam personel, który inaczej trzeba by zwolnić. Poza tym nowe poradnie dały szpitalowi pieniądze. Przed usamodzielnieniem w Specjalistycznej Poliklinice udzielano 12,5 tys. porad; po nim 42 tysiące rocznie. Wcześniej odbierano 2,4 tys. porodów; teraz 3,5 tysiąca. Ograniczenia liczby personelu nie było.
Ludzie lepiej pracują, gdy mają zapewnione minimum bezpieczeństwa. I ma to bezpośrednie przełożenie na sytuację pacjentek, które w takim szpitalu jak nasz mają do czynienia przede wszystkim z personelem średnim” – mówi zastępca dyrektora ds. pielęgniarstwa, Elżbieta Gąsior.
Z okazji 90-lecia szpital zorganizował wyjazd integracyjny dla pracowników na tablicy w korytarzu można obejrzeć zdjęcia członków dyrekcji chodzących na szczudłach czy rzucających workami z sianem. Podobny wyjazd ma zakończyć jubileuszowy rok. „Poza tym nie ma problemów, żeby pojechać na jakieś sympozjum naukowe czy szkolenia. Są na to pieniądze” – mówią lekarze. Z takiej formy rozszerzania wiedzy mogą też korzystać pielęgniarki i personel finansowy. Duża grupa pracowników zaczęła studia, które dofinansowuje im szpital.
„Integruje też zdobywanie norm jakości. Mamy już certyfikat akredytacyjny, teraz staramy się o spełnienie norm ISO w zarządzaniu jakością i zarządzaniu środowiskiem. Do kwietnia powinniśmy spełnić wymagania, i to na całym terenie szpitala. Z jednej strony to wyzwanie, z drugiej – wygoda, bo ludzie wiedzą, że to, co robią, jest prawidłowe od strony formalnej” – dodaje prof. Czajkowski.
Lekarze tłumaczą, że zasady rynkowe są też prowadzone wewnątrz szpitala: jeśli któraś klinika chce wprowadzić u siebie nowy sprzęt, to musi przygotować biznesplan: pokazać, jak często ten sprzęt będzie wykorzystywany. Część badań bardziej opłaca się wykupić w innych placówkach, na przykład tomografię komputerową albo oznaczanie niektórych przeciwciał. „U nas robilibyśmy ich 10-15 rocznie. Nie opłaca się kupować sprzętu i szkolić ludzi” – tłumaczy Trędota. W szpitalu działa system komputerowy, który liczy, ile jakich usług się wykonuje. Wiadomo wtedy, które poradnie są naprawdę potrzebne. Łatwiej też policzyć koszty. Zrezygnowano więc z prowadzenia pralni, ale zostawiono kuchnię: wykupywanie posiłków w firmie pozaszpitalnej było po prostu nieopłacalne, tym bardziej że żywienie jest jednym z elementów terapii.
Po wprowadzeniu systemu komputerowego okazało się też, że najwięcej wydaje się w szpitalu na usługi dla pracowników, ich rodzin i znajomych. Teraz pracownicy płacą za usługę niezleconą przez lekarza (nieobjętą ubezpieczeniem). Mają jednak zniżki, zgodne ze specjalnie opracowanym cennikiem.
Oszczędności przyniosło też wprowadzenie zasady, że pracownicy płacą za prywatne rozmowy telefoniczne. Już pierwszy rachunek po wprowadzeniu tego systemu był o 60 proc. niższy niż zazwyczaj.
Mniej więcej pięć lat temu w szpitalu na Karowej rozpoczęto szczegółową analizę kosztów zużycia sprzętu jednorazowego, materiałów opatrunkowych, leków, żywienia, robocizny. Potem zaczęto to zużycie odnosić do liczby wykonanych procedur medycznych – powstały pierwsze wyceny świadczeń. Zaangażowany był w ten proces niemal cały personel szpitala. Od podstaw opracowano receptariusz szpitalny, ustalono ścisłe zasady zamawiania leków spoza receptariusza. Uporządkowano kwestię antybiotykoterapii: lekarze zlecają antybiogramy przed podaniem leku. Większa liczba badań mikrobiologicznych wyeliminowała podawanie antybiotyków „w ciemno”. Od 1999 r. szpital jest w stanie, dzięki systemowi komputerowemu, podać dokładny koszt leczenia i pobytu każdego pacjenta.
Plany? Jest kilka pomysłów, ale na razie ich nie zdradzamy. Takie są zasady konkurencji – odpowiada dyrektor. Wykupem usług w szpitalu interesują się m.in. zachodnie firmy ubezpieczeniowe, które czekają na otwarcie naszego rynku ubezpieczeń na podmioty prywatne. Trzeba dokończyć remonty: czekają one Klinikę Endokrynologii Ginekologicznej, Oddział Patologii Noworodka, Blok Operacyjny. „To już chyba tak jest, że my zawsze będziemy coś remontować i unowocześniać. Ale takie są wymagania współczesnej medycyny” – podsumowuje Trędota.

Sylwia Szparkowska

Archiwum