7 listopada 2005

Zapożyczenia i znaczenia

Zapożyczenia są zjawiskiem normalnym – akceptuje się je najczęściej wtedy, kiedy w języku rodzimym nie ma odpowiednich nazw lub brakuje synonimów. Na tej zasadzie do języka polskiego przedostały się tysiące wyrazów obcych, które obecnie uważamy za własne. Przykładem niech będzie angielski weekend, który zadomowił się w latach 40. XX w., ponieważ językowi polskiemu brakowało jednowyrazowej nazwy ‚końcowych dni tygodnia prawnie wolnych od pracy’. Proces zapożyczania jest ciągły i konieczny, bo stale pojawiają się nowe rzeczy i pojęcia.
Nieraz jednak zapożyczenia bywają nietrafne i niepotrzebne, a dotyczy to nie tylko wyrazów, ale i ich znaczeń. Kiedy między Wielką Brytanią a Argentyną toczyła się wojna o wyspy Falklandy (Malwiny), pewien dziennikarz przetłumaczył z serwisu francuskiego, że „jest to walka o suwerenność nad Falklandami”. Prasa bezkrytycznie przedrukowała te słowa i niektórzy byli gotowi uznać, że suwerenność (‚niezależność’) znaczy ‚panowanie’. Na szczęście ustało używanie tego słowa w znaczeniu, które jest właściwe tylko językowi francuskiemu. Rzeczownik suwerenność został niegdyś utworzony z zapożyczonego wyrazu suweren (‚niezależny władca’) w celu zwiększenia liczby synonimów słowa niezależność (panowania), ale nie panowanie.
Od lat modne jest wyrażenie póki co, które – o zgrozo – się spodobało, bo upraszcza język. Prof. Jan Miodek pisze, że ten natrętny rusycyzm jest zapożyczeniem szczególnie groźnym, ponieważ niszczy bogatą synonimię rodzimą. Póki co jest używane zamiast: tymczasem, na razie, teraz, w tej chwili, obecnie, dzisiaj (dziś), jeszcze, dotychczas, do dzisiaj (do dziś), do tej pory, chwilowo, przejściowo.
Modne jest też słowo plagiaryzm, powtórnie zapożyczone z angielskiego (plagiarism). Od dwustu pięćdziesięciu lat mamy w polszczyźnie wyraz plagiat, który przekształciliśmy z francuskiego. Nie ma już więc potrzeby nadawania mu dziwacznej formy
anglopodobnej.
Prof. Jan Kwoczyński w liście do mnie pisze, że niektórzy błędnie przekładają wyrażenie gold standard (‚parytet złota’, czyli ‚podstawa do porównań’)
na „złoty standard”, uważając wyraz gold za przymiotnik, mimo że jest tu rzeczownikiem. Zdanie „Lek ten jest złotym standardem” po polsku nie ma sensu
i powinno brzmieć: „Lek ten jest podstawą do porównań [z innymi lekami]”. Równie złym przekładem jest „złoty środek”, bo wyraz „środek” przyjmuje znaczenie preparatu leczniczego. Prof. Kwoczyński
zwraca uwagę, że takie fałszywe przekłady, zmieniające znaczenie wyrazów, są szkodliwe, ponieważ zmieniają podstawy myślenia medycznego. Ü

Piotr Müldner-Nieckowski
e-mail: pmuldner@bibl.amwaw.edu.pl

Archiwum