2 lutego 2006

SMS z Krakowa

VIII Krajowy Zjazd Lekarzy powierzył stanowisko Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej dr Jolancie ORŁOWSKIEJ-HEITZMAN z Krakowa, byłemu Okręgowemu Rzecznikowi tamtejszej OIL w poprzednich dwóch kadencjach, a zarazem przewodniczącej Konwentu Okręgowych Rzeczników.

Kim jest Jola?

Na wprost okien ponurego dziewiętnastowiecznego gmaszyska Katedry Patomorfologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, po drugiej stronie ulicy widać nomen omen potężny szyld „Zakład Pogrzebowy ‚Lilia'”. Obok jest „szmateks”, z tyłu pogotowie ratunkowe.
W tym to otoczeniu Doktor Jola, obecnie legitymująca się tytułem specjalisty II stopnia z patomorfologii, spędziła 29 lat swojej pracy zawodowej.
„O czym ty w ogóle chcesz pisać? – pyta zirytowana. Sąsiadów się nie wybiera. Ja zresztą tego nie widzę, siedzę tyłem do okna” – i to jest właśnie jej charakterystyczny sposób reakcji. Na każdą niedogodność trzeba znaleźć radę.
Urodziła się w Jarosławiu, „w jednym z dawnych Grodów Czerwieńskich, na Rusi Czerwonej” – podkreśla. Było to niewielkie miasteczko nad Sanem, po wojnie liczyło 18 tys. mieszkańców. Mama była pediatrą, ordynatorem oddziału w miejscowym szpitalu, tata
– lekarzem weterynarii, a zarazem inżynierem rolnictwa, prowadził laboratorium w szpitalu psychiatrycznym. Obie te specjalności wpłynęły na jej wybór drogi życiowej. Jedynaczka, od dzieciństwa „przesiąkła” szpitalem oraz emocjami płynącymi z postrzegania życia pod laboratoryjnym mikroskopem. Świadectwo maturalne otrzymała z „czerwonym paskiem”.
Wybór Krakowa jako miejsca studiów był oczywisty, tam studiowali rodzice. Choć zamieszkała na stancji, od razu dał znać o sobie jej niepospolicie żywy temperament, dla którego Zrzeszenie Studentów było znakomitym ujściem. Organizowała obozy dla „pierwszoro-czniaków” w Laskowej, kiermasz
„Od żaczka do przedszkolaczka”, akcję „Lato”, jej klubem były „Jaszczury”, jej drugim domem – siedziba Rady Okręgowej w Rynku Głównym. Z tych lat pozostał jej krąg przyjaciół, rozproszonych już po świecie, ale wciąż bliskich.
Dyplom uzyskała w 1977 r., chciała zostać neurologiem, ale jedyne wolne miejsce stażowe było u prof. Anny Urban na patomorfologii, i nigdy tego zrządzenia losu nie żałowała. Prowadzi zajęcia dydaktyczne na medycynie, stomatologii, na Wydziale Fizyki i Techniki Jądrowej AGH – lubi to. Uwielbia swojego szefa, prof. Jerzego Stachurę, i nie ma w tym stosunku nic lizusowskiego. Profesor jest bowiem osobowością niepodatną na umizgi, bezwzględny w egzekwowaniu powinności zawodowych, a zarazem postrzegający świat z filozoficznym dystansem mędrca.
Do samorządu lekarskiego Jola trafiła w 1993 r., wybrana na delegata na Okręgowy Zjazd. Niepoślednią rolę odegrał w tym zmarły przed kilkoma miesiącami dr Zbigniew Żak, którego ujmująca bezpośredniość wręcz ją zafrapowała, także w trakcie czterech lat stykania się z nim na posiedzeniach społecznych rad lekarskich. Dalsza droga „samorządowa” Joli jest znana, dwukrotnie Okręgowy Rzecznik, obecnie Naczelny.
Jeszcze kilka szczegółów zasługuje na podkreślenie. Ot choćby ten, że podczas wszystkich wyborów „zjazdowych” z reguły otrzymywała największą ilość głosów, mimo „prokuratorskiej” poniekąd roli i niewyparzonego języka. Albo ten, że świetnie się sprawdza medialnie, jest wyraźna, odważna, nie pozwala sobie odebrać głosu. Lub wreszcie ten, że ma zakodowany głęboko instynkt sprawiedliwości i nie waha się wyrąbać prawdy prosto w oczy.
„Jolu! Jakie masz wady?”. „O Boże, jestem emocjonalna, najpierw mówię,
a potem myślę. Jestem uparta do bólu, a potem żałuję. Dość – co to spowiedź?”. „A zalety?”. „Koledzy twierdzą, że nie mam żadnych. No, może życzliwość wobec ludzi, koleżeńskość”. „A co szczególnie cenisz u innych?”. „Uczciwość, jasne stawianie spraw, umiejętność przyznania się do błędów. Nienawidzę głupoty, kluczenia, zakulisowych podchodów”.
Czy w klimacie naczelnego urzędu jest miejsce dla takich osobowości? – trudno przesądzić. Ale też Rzecznik nie musi być specjalnie spolegliwy. Ü

Cyrulik z Rynku Głównego

Archiwum