18 października 2007

Język nasz giętki – Zwodnicze podobieństwo wyrazów

Język polski nie znosi powtórzeń, dlatego ze względów stylistycznych chętnie korzystamy z możliwości wymiennego stosowania wyrazów o podobnym znaczeniu, ale różnym wyglądzie i brzmieniu. Trzeba jednak pamiętać, że polszczyzna ma bardzo mało synonimów, czyli wyrazów identycznych co do znaczenia. Prawie wszystkie są wieloznaczne, a przy tym ich znaczenia różnią się co najmniej jakimś odcieniem, na przykład ekspresją, emocjonalnością, przydatnością w konkretnym typie tekstu.
Najłatwiej wykazać to na przykładzie spójników. Wyraz by, choć znaczy to samo co aby, jest nacechowany pewną pompatycznością, a aby jest mniej emfatyczny od by, ale wciąż bardziej oficjalny niż żeby, najbardziej uniwersalny i mający zastosowanie we wszystkich wypowiedziach. Dlatego zaleca się używanie żeby. Wyraz jest nie tylko „nadęty”, ale i bardzo oficjalny, więc styliści radzą całkowitą z niego rezygnację na rzecz spójnika że, nawet przy powtórkach w zdaniu. Podobnie jest z gdy i (lepszym) kiedy, lecz i (lepszym) ale i wieloma innymi.
Zawierające się w odcieniach stylu różnice znaczeniowe są jednak subtelne. Inaczej jest z wyrazami, które są podobne tylko częściowo i zawierają znaczenia także zupełnie odrębne. Na przykład wierzchołek i szczyt. Na pierwszy rzut oka znaczą to samo, ale po analizie przekonujemy się, że mają ledwie jedno znaczenie wspólne: ‚to, co znajduje się w najwyższym punkcie obiektu’.
Wierzchołek to przecież także: ‚geogr. najwyższa część wzniesienia, górująca nad niższymi szczytami’, a nawet ‚najwyższa część szczytu’, ‚biol. wzrostowa część rośliny (niekoniecznie położona najwyżej)’, ‚część góry lodowej wystająca nad powierzchnię wody (a więc niekiedy wręcz olbrzymia)’ itd.
Szczyt to również: ‚polit. spotkanie przywódców państw’, ‚archit. trójkątne zwieńczenie ściany budynku’, ‚każdy z dwóch krótszych boków stołu’, ‚nasilenie jakiegoś zjawiska, stanu lub cechy’, ‚pora, w której najwięcej ludzi korzysta ze środków komunikacji’, ale i paradoksalnie ‚geogr. najwyższa lub końcowa część wierzchołka’ etc.
Są to więc wyrazy podobne tylko w pewnym punkcie pól znaczeniowych.
Tę właściwość dostrzegamy w synonimicznych zestawieniach niemal wszystkich wyrazów. Trzeba mieć na to baczenie, bo łatwo użyć niewłaściwego zastępnika. W jednej z gazet przeczytałem: Wielkanoc jest najważniejszym świętem chrześcijańskim – uważa Prymas. Dziennikarz, zniechęcony powtarzaniem się wyrazów mówi/powiedział, zastosował tu quasi-synonimię i zastąpił je słówkiem uważa. Nie dostrzegł, że ma ono także znaczenia, które z mówić/powiedzieć się nie pokrywają, za to sugerują absurd, a więc że ‚prymas nie jest pewien co do ważności Wielkanocy’. Znaczenia drugoplanowe mają tę przykrą cechę, że chętnie się wybijają, a wypowiedź czynią nieporadną lub nieprawdziwą.

Piotr MLDNER-NIECKOWSKI
http://www.lpj.pl

Archiwum