6 sierpnia 2012

‚Wstęp wzbroniony’ czy ‚Wyjścia nie ma’

Tadeusz Tołłoczko

Największe niebezpieczeństwo związane z decyzjami wszelkich komisji bioetycznych dostrzegam w dominacji utylitaryzmu i prawa stanowionego przez władzę nad zasadami etycznymi. Pamiętajmy, że jedna mylnie podjęta decyzja etyczna to jak jedna łyżka dziegciu psująca całą beczkę miodu, ale jedna łyżka miodu nie zmieni właściwości całej beczki dziegciu. Nawet prawidłowo ocenione prawdy cząstkowe nie świadczą, że całość przedstawianego problemu wyraża pełnię prawdy. Wszyscy wiemy z doświadczenia, że najtrudniej dyskutuje się z tymi, którzy mają tylko „trochę racji”.

W dyskusjach o etyce trzeba zająć jednoznaczne stanowisko. Albo reprezentuję zasady utylitaryzmu, albo zasady etyczne, tak by nie mieć problemu ani z łyżką dziegciu, ani z łyżką miodu. W przeciwnym wypadku ujawniający się fałsz polega na dopasowywaniu argumentów do pierwotnie przyjętego założenia.

Życie
Sens i nieporównywalna z niczym innym wartość ludzkiego życia nakazuje mi uznać, że każde życie należy darzyć szacunkiem, nie wolno pozbawiać go godności, bo jest po prostu świętością. Moja chirurgiczna życiowa droga w tym przeświadczeniu mnie tylko utwierdzała.
Nawet w USA wprowadzony został w 1984 r., przez prezydenta R. Reagana, Dzień Świętości Życia. Świętość życia od wieków wyraża V przykazanie Dekalogu – „Nie zabijaj”. Wielkość człowieka docenił już Seneka, pisząc „Homo homini res sacra”. („Człowiek człowiekowi rzeczą świętą”). W różnych religiach, kulturach i epokach obowiązuje generalny nakaz moralny „nie zabijaj”, chociaż podstawy światopoglądowe tych zasad bywają całkiem odmienne. Mówiąc natomiast o godności, nie należy mylić pojęć godnego i wygodnego życia.
Życie ludzkie jest własnością danej jednostki. Myślę więc, że uzurpowanie sobie prawa do decydowania o życiu i śmierci tej jednostki jest postępowaniem niemoralnym i zawsze bezprawnym (poza przypadkami wojennymi). Życie ludzkie jest podstawową wartością i do tej wartości wszyscy jesteśmy równouprawnieni.
Może się zdarzyć, że jakiś komitet kierujący się zasadami utylitaryzmu przyzna sobie prawo wydawania opinii czy rekomendacji do traktowania istoty ludzkiej jak przedmiotu, jednak nie może wówczas w swej nazwie zawierać słowa „etyczny”. Byłby to fałsz. Ale w czasach chytrego liberalizmu fałsz podawany jest pod postacią prawd pozornych.
Jaką więc wartość chcemy przyznać współcześnie człowiekowi wśród ludzi? Czy ma to być cenzus bliźniego, czy też przedmiotu, poddanego czy człowieka wolnego? Czy embrion dla drugiego człowieka jest rzeczą świętą, czy tylko rzeczą? Utylitarystyczne rozumienie dobra człowieka, gdy tylko użyteczność stanowić będzie kryterium „dobra” i „zła”, jest niebezpieczne, bo wielokrotnie staniemy przed dylematem wyboru – życie ludzkie czy użyteczność? A wiemy, że większość zbrodni wobec człowieka zostało dokonanych w imię tzw. dobra i szczęścia ludzkości.

Uczciwość
Bardzo często wydaje mi się, że ludzie nie tyle chcą być mądrzy, ile chcą zawsze uchodzić za mądrych. Podobnie chcą zawsze uchodzić za uczciwych i moralnych, mimo że postępują niemoralnie. Do tego służą pozory. Pozory prawdy, moralności wykorzystywane są do maskowania koniunkturalizmu, oportunizmu i karierowiczostwa.
Podobnie żadna z utylitarystycznie myślących osób nie ma odwagi uczciwie powiedzieć, że w konkretnej sprawie wartości utylitarne są dla niej aktualnie ważniejsze od trwałych wartości moralnych. Dlatego manipuluje się definicjami. Nie mogę się zgodzić, aby los istoty ludzkiej zależał od definicji dowolnie określającej, czy embrion człowieka jest „kimś”, czy „czymś”.
Dlatego wymyślono problem: „Człowiek czy jeszcze nie”. Ja uważam, że od początku, będąc w fazie zygoty, byłem człowiekiem, bo w żadnym wypadku nie mogłem urodzić się słoniem, myszą czy świnią. Od początku bowiem miałem „człowieczy” genotyp.
Wielu badaczy boryka się z problemem, jak zdefiniować zadanie, ażeby pod pozorem przestrzegania zasad moralnych można było sprostać swoim ambicjom naukowym i interesom.
Są dwie alternatywy: albo zmienić metodykę badania, albo definicję kwalifikacji moralnej działania. Łatwiej zmienić definicję i ogłosić się badaczem przestrzegającym (przez siebie zdefiniowanych) zasad moralnych. Dlatego, w zależności od potrzeby, głoszone są różne „nowoczesne pryncypia moralne”.
Wprawdzie również nie do zaakceptowania, ale uczciwszą, bo mniej mylącą społeczeństwo, postawę przyjmują ci, którzy całkowicie ignorują moralność z jej zasadami i nie wdają się w żadne pozorujące prawdę i uczciwość dysputy. Mówią, że po prostu robią to, co aktualnie uważają za słuszne. Inaczej myślący to oczywiste oszołomy itp. (natrafiłem nawet na określenie „szambonurki”). Nie zależy im nawet na etykiecie „moralności” („Najbardziej lękam się fanatyków liberalizmu” – A. Einstein).

Znaki
Myślę, że lepiej czasami na drodze postępu postawić znak „Wstęp wzbroniony”, niż potem natknąć się na znak „Wyjścia nie ma”. Już teraz powstaje pytanie, co robić z nadmiarowymi zarodkami – wykorzystać do uzyskania zarodkowych komórek macierzystych? udostępnić przemysłowi kosmetycznemu? niszczyć? adoptować?

Głosowanie
Przekonany też jestem, że zasad moralnych nie możemy przyjmować metodą głosowania. Wyniki głosowań są bowiem predeterminowane składem osobowym, którym decydent może swobodnie manipulować, doprowadzając do pełnej „jednomyślności” wszystkich członków lub pozostawiając kilka „rodzynków” na pokaz i dla „ozdoby”. Komisje jednak istnieć muszą.
Metodą głosowania tworzyć można „umowy społeczne”, a nie rekomendowane potem zasady moralne. Przeżyliśmy wszyscy kilka „umów” społecznych. I co z tego wynikło? „Umowa społeczna” byłaby nazwą bardziej uczciwą, ponieważ nie nadużywałaby słowa „etyczna”.
W komitetach bioetycznych różnimy się poglądami, ale nie wyobrażam sobie, aby członkowie o już ukształtowanym światopoglądzie, którzy traktują życie jak epilog istnienia człowieka, w wyniku dyskusji zostali przekonani, że życie ludzkie jest jednak tylko epizodem tego istnienia. I odwrotnie. Sprawiać to będzie, że komitety, tak jak każde powołane do istnienia ciało, będą stabilne wobec wszelkich decyzji związanych ze światopoglądem. Raz ujawniona większość będzie miała do końca swej kadencji przewagę. W wielu organizacjach zmienność wyników głosowania może być zależna od koniunkturalizmu i zewnętrznych presji.
Komitet, jako ze wszech miar potrzebna, wręcz niezbędna instytucja, poniósłby klęskę, gdyby wraz ze zmianą składu osobowego ustalane stanowiska w konkretnych sprawach były nie tylko odmienne, ale i sprzeczne. Obowiązuje nas myślenie długofalowe, „oporne na czas” i polityczne zawirowania.

Spór myślowy a praktyczne rozwiązania
Zdaję sobie sprawę, że czym innym jest spór myślowy, a czym innym znalezienie praktycznego rozwiązania konkretnej sprawy. Kiedyś w dyskusji wyraziłem negatywną opinię w kwestii liberalizacji prawa do aborcji. Zadano mi pytanie, jak bym postąpił, gdybym był ministrem zdrowia, a nie byłoby żadnych szans na przegłosowanie mojej koncepcji. Odpowiedziałem, że zaproponowałbym metodę, w wyniku której wykonuje się najmniej aborcji.
Zdawać sobie musimy też sprawę, że niezależnie od stanowiska komitetu, niezależnie od obowiązujących ustaw, „preimplantacyjna diagnostyka genetyczna” będzie wykonywana i to zapewne w zwiększającej się liczbie przypadków. Na problem ten nie należy zamykać oczu i chować głowy w piasek. Nie można tylko nie zgadzać się, ale trzeba być na ten problem pod każdym względem przygotowanym, bo powstająca na drodze in vitro istota – to człowiek obdarzony godnością i prawem do normalnego życia. Bo „Omnium rerum homo mensura est” – „Człowiek jest miarą wszechrzeczy”.

Archiwum