9 grudnia 2012

Mój ‚idealny’ system kształcenia ustawicznego cz.1

Krzysztof Schreyer

Nie ma kraju, w którym problem kształcenia ustawicznego lekarzy znalazł idealne rozwiązanie. Ze względu na bogate doświadczenia środowisk lekarskich oraz osiągnięcia nauki w dziedzinie uczenia się ludzi dorosłych zbudowanie racjonalnego systemu kształcenia ustawicznego (doskonalenia zawodowego) nie powinno być rzeczą trudną.
Dlaczego jest inaczej?

Przy budowie „idealnego” systemu CME/CPD (continuous medical education/continuous professional development) należy wziąć pod uwagę ludzką naturę, różną organizację pracy lekarzy w różnych krajach, różne tradycje i zmierzyć się z dotkliwymi zazwyczaj ograniczeniami finansowymi. Do pokonania zostaje wiele prawdziwych lub pozornych sprzeczności „ideowych” i praktycznych.
Przykładem niech będą zasady sformułowane dawno temu w Deklaracji Dublińskiej (wynik prac Europejskiej Akademii Kształcenia Ustawicznego) lub w dokumentach międzynarodowych organizacji medycznych, np. Europejskiej Unii Lekarzy Specjalistów. Deklaracja Dublińska głosi m.in.: „Systemy ułatwień w realizacji kształcenia ustawicznego należy rozwijać z zapewnieniem zasady niezależności praktyków przy określaniu jego formy i treści, jak również z poszanowaniem zasady wolnego wyboru”.
Z drugiej strony, jak stwierdzono w podsumowaniu innej konferencji Unii Lekarzy Specjalistów, „Lekarze praktycy z dnia na dzień powinni brać udział w określaniu praktycznych treści kształcenia. Jednakże nie powinni tego robić zupełnie samodzielnie, jako że naukowcy i dydaktycy, na podstawie swej wiedzy o ostatnich osiągnięciach, mogą również określić ukierunkowane praktycznie treści”. Nie można przy tym ignorować dostrzeganej i przez laików, i przez naukowców ludzkiej tendencji do poruszania się po linii najmniejszego oporu: „Nie szukamy Ustawicznego Kształcenia Medycznego, którego potrzebujemy, nie potrzebujemy UKM, którego szukamy”. Między innymi dlatego „potrzebni są inni ludzie, aby uświadomić nam nasze słabości”. Honorując tradycyjną niezależność lekarzy, chcemy zatem, by sami wybierali odpowiednie treści i formy kształcenia, ale nauczeni doświadczeniem, również lat ostatnich, pragnęlibyśmy uniknąć zbyt częstych wyborów form łatwych, ale mało skutecznych, bez istotnego wpływu na zmianę nawyków codziennej pracy.
Wprowadzony najpierw w Stanach Zjednoczonych system punktowy (kredytów) łączy w założeniu swobodę wyboru form kształcenia z przymusem ciągłego doskonalenia zawodowego (CPD). Niestety, bardzo szybko okazało się, że dla wielu specjalną umiejętnością stało się samo zdobywanie punktów edukacyjnych. Wnikliwe badania wykazały, że osiągnięcia rekordzistów nie przekładają się na istotną zmianę praktyki. Rzecz w tym, że podstawę punktową stanowił czas spędzony na wykładach. Korzystał z tego wielki przemysł edukacyjny wspierany przez zainteresowane firmy farmaceutyczne. (Czy nie brzmi to znajomo?) Już w roku 1996 krytyczną ocenę systemu kredytów podał F. Davidoff, wysuwając szereg ważnych postulatów. Najważniejszy z nich mówił o tym, żeby „unikać takiego systemu punktowego, który nagradza za czas spędzony na wykładach; nagradzać raczej za aktywne uczenie się, za postępowanie i osiągnięcia”.
Ten i pozostałe postulaty są niezmiernie trudne w realizacji, ale wskazują kierunek zmian.
ACM (Advisory Committee for Medical Training) głosi, że wprawdzie CME jest obowiązkiem moralnym lekarza, ale w każdym kraju co najmniej jedna organizacja (rządowa lub inna) powinna zapewnić udział w CME wszystkim praktykującym lekarzom. Tu napotykamy następną, niezmiernie istotną, kto wie czy nie najważniejszą rafę. Prawny obowiązek to również dofinansowanie i inne ulgi, a nie ma chyba państwa i instytucji, które przyznają je bez wyraźnego oporu.
A co mówi nauka? Pedagodzy i psychologowie, specjaliści od uczenia się ludzi dorosłych, podkreślają efektywność czynnych, m.in. warsztatowych, form poszerzania kwalifikacji, ale w praktyce wielką trudność sprawia powszechna organizacja tego typu treningu, wymagająca armii wykwalifikowanych, opłacanych instruktorów.
Gdybyśmy mimo nieuchronnych kontrowersji, których przykłady podałem, starali się zrealizować wszystkie zalecenia organizacji medycznych i wnioski z analiz naukowych, może kiedyś udałoby się nam (lub naszym dzieciom) stworzyć ów „idealny system” kształcenia ustawicznego. Jeśli tak się nie stanie, pozostaje nadzieja, że za lat kilkadziesiąt diagnostyką i leczeniem tak czy owak zajmą się cybermaszyny zaopatrzone w kwantowe supermózgi.

Część 2. zamieścimy w kolejnym numerze „Pulsu”.

Archiwum