23 lutego 2017

Medialna gra w skojarzenia

„Na początku stycznia okazało się, że wchodzi w życie nowy druk karty wypełnianej przy śmierci dziecka. Niepokój wzbudziła jedna kwestia: poszerzył się zestaw pytań. Rodzice mieli odpowiedzieć, gdzie, po ilu miesiącach, w jaki sposób zostało urodzone dziecko, podać liczbę wcześniejszych ciąż i ile dzieci urodziło się martwych, gdzie doszło do porodu, wpisać miejsce zamieszkania i wykształcenie. Wywołało to medialną histerię. W jednym z tygodników pojawił się emocjonalny komentarz, naszpikowany wyrażeniami typu: „przeraża, niewinne z pozoru zmiany”, a kończący się zdaniem: „Bo po tym, co przeczytałam w projekcie MSWiA, przychodzi mi do głowy tylko to, że szykuje się inwigilacja kobiet na szeroką skalę.”

„Prawda okazała się o wiele bardziej prozaiczna i niemająca nic wspólnego z ideologią. W 2015 r. (za rządów PO) karta została zmieniona przez ówczesne kierownictwo resortu zdrowia, które (częściowo przez pomyłkę) skróciło ją tak bardzo, że GUS stracił możliwość odnotowania danych np. o śmiertelności okołoporodowej. Sprawę trzeba było szybko naprawić, więc teraz wzór karty wrócił do stanu z 2014 r. Statystycy zaś, którzy badają dane okołoporodowe od lat, żałują, że nie został jeszcze bardziej poszerzony (chcieli mieć dane porównywalne z  tymi z innych krajów UE).”

„Coraz częściej przyłapuję się na wdawaniu się w rozmowy na Facebooku, by prostować doniesienia medialne. Piszę, że dana sytuacja wygląda trochę inaczej, że warto poznać więcej faktów, a te są takie i takie. Okazuje się, że podział polityczno-ideologiczny jest na tyle mocny, że wielu z nas pozbawił krytycznego myślenia. Jak pies Pawłowa reagujemy tylko w jeden sposób: wystarczy hasło, by wzbudzić jedyną słuszną reakcję” – opisuje dziennikarka Gazety Prawnej, Klara Klinger.

Opinię publikuje Gazeta Prawna

Archiwum