21 kwietnia 2020

Przymus pracy z zakażonymi to niewypał. „Straszenie karami jest nieludzkie”

Po kilku spektakularnych wpadkach MSWiA zaleciło, aby najpierw szukać ochotników wśród lekarzy i pielęgniarek, a dopiero potem stosować przymus pracy.

– Wojewoda zaczął wydawać skierowania chaotycznie. Bywało, że policja pukała do lekarzy o północy. Interweniowaliśmy w resorcie i dostaliśmy zapewnienie, że będą one wręczane między 7 a 22. Ale nadal były one wystawiane w stosunku do przypadkowych osób, np. karmiących matek – mówi Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej. Z drugiej strony przyznaje, że wojewoda może mieć problem z dostępem do informacji, że ktoś ze względu na osobistą sytuację czy chorobę nie może zostać oddelegowany. Samorząd takich danych nie zbiera. – Doradzaliśmy koleżankom i kolegom, żeby dzwonili do nas, kiedy otrzymają skierowanie niezgodnie z prawem, ale jako izba przyjęliśmy, że nie zbieramy informacji o ich sytuacji, bo są to dane wrażliwe. Nie jesteśmy do tego uprawnieni – podkreśla Jankowski.

– Wciąż zdarza się, że pielęgniarka idąca do pracy w DPS dostaje fartuch i maseczkę fizelinową – mówi Mariola Łodzińska. Łukasz Jankowski dodaje, że izba apelowała o tzw. walizkę medyka, czyli zaopatrzenie oddelegowanej osoby w środki ochrony na co najmniej pięć dni. Poza tym pracownik powinien mieć zagwarantowane ubezpieczenie (takie jak w szpitalach jednoimiennych) oraz test po skończonej delegacji i miejsce do odbycia kwarantanny przed powrotem do rodziny.

Źródło.

Forum dyskusyjne - napisz komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Archiwum