Nie masz konta? Zarejestruj się
Dr Mossakowska z pacjentką operowaną w pierwszej dobie życia, ochrzczoną imieniem Bibiana (1975) / fot. archiwum prywatne
Kiedy 1 grudnia 1957 r. rozpoczęłam pracę na oddziale chirurgii dziecięcej Szpitala Miejskiego nr 7 przy ulicy Felińskiego na Żoliborzu, nikt nie przypuszczał, że po przeszło pół wieku tak ogromny bagaż wspomnień pozostanie w mojej pamięci. A że są one najmilsze, odczuwam spełnienie z pracy zawodowej i nie zapomniałam o wspaniałych ludziach pracujących ze mną, spróbuję się tymi wspomnieniami podzielić.
Chciałabym przede wszystkim wspomnieć moich dobroczyńców, którym zawdzięczam sukcesy zawodowe, którzy chronili mnie od porażek i z którymi współpraca, nie zawsze lekka, łatwa i przyjemna, dawała satysfakcję i obopólne porozumienie.
Prof. dr hab. Bibiana Mossakowska / fot. archiwum prywatne
Z 15 dyrektorami miałam okazję współpracować nie tylko jako podwładna. Jednego dyrektora naczelnego wychowałam wręcz „na własnej piersi”. Dr Przemysław Żak był moim asystentem od stażysty po rzetelnego specjalistę II stopnia z chirurgii dziecięcej. Był też przewodniczącym Solidarności w naszym szpitalu i zawsze mógł liczyć na moją pomoc. Organizacja uroczystości z okazji 30-lecia Szpitala Bielańskiego była również zasługą Przemysława Żaka, „mojego” dyrektora naczelnego.
Chciałabym też wspomnieć jednego z pierwszych dyrektorów z lat 60., wielce zasłużonego dla Szpitala Bielańskiego dr. Aleksandra Pacho, gdyż jako pierwszy mnie zdyscyplinował. Byłam wówczas młodą lekarką, jeszcze bez specjalizacji, ale już prowadzącą zespół ostrodyżurowy. Któregoś dnia kontrola kierownika personalnego wykazała spóźnienie całego zespołu. O 8.00 stwierdził brak gotowości do pracy ostrodyżurowej. Spóźnione koleżanki napisały usprawiedliwienia i było im darowane. Ja po prostu zaspałam i nie mogłam takiego usprawiedliwienia napisać. Miałam zatem otrzymać naganę ustną nie tylko od pani ordynator, ale również od pana dyrektora. Sekretarką dr. Pacho była wtedy młodziutka, prześliczna pani Renata Jelińska, która broniła dostępu do dyrektorskiego gabinetu. Kiedy stanęłam przed dyrektorem i wyznałam całą prawdę, czekałam z pokorą na naganę za spóźnienie. Skończyło się na przestrodze i miłej rozmowie.
Na początku lat 70. w Szpitalu Bielańskim powstał pierwszy w Polsce zespół opieki zdrowotnej – ZOZ. Wtedy słowo „restrukturyzacja” nie było jeszcze używane. Powstanie ZOZ określono działalnością reformatorską. W ramach tej reformy zaplanowano zamknięcie oddziału chirurgii dziecięcej. Zbiegło się to z odejściem na emeryturę naszej ordynator dr Janiny Radlińskiej, niezwykle doświadczonego chirurga, wspaniałego nauczyciela, wdowy po twórcy polskiej chirurgii prof. Zygmuncie Radlińskim.
Zadanie zamknięcia miał wykonywać dyrektor Jerzy Kober. Oparł się naciskom z zewnątrz i ogłosił konkurs na ordynatora oddziału, tak jakby nie był on przeznaczony do likwidacji.
Z sześcioosobowego zespołu chirurgów dziecięcych – girlsy od Radlińskiej, jak żartobliwie nas nazywano – pozostałyśmy trzy. Ja, pełniąc obowiązki zastępcy ordynatora, byłam jednym z pięciorga kandydatów na stanowisko w konkursie. Wprawdzie proponowano mi wstąpienie do partii (Będzie pani łatwiej wygrać), ale i tym razem oparłam się naciskom.
Będąc kandydatką dyrekcji, dzięki poparciu dyrektora Jerzego Kobera, sekretarza POP oraz przewodniczącej komisji konkursowej prof. dr hab. Wandy Poradowskiej z Kliniki Chirurgii Dziecięcej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, wygrałam ten konkurs.
W latach 90. dyrektorem był przyszły dwukrotny wiceminister zdrowia dr Marek Balicki. Za jego kadencji powstały nowe oddziały, unowocześniono stare. Zorganizowanie przeze mnie jako przewodniczącej Komitetu Organizacyjnego obchodów 40-lecia Szpitala Bielańskiego w końcu 2000 r. pokazało, jak wspaniałym był dyrektorem i jak duży był jego dorobek. Poprzednik dyrektora Balickiego rozpoczął restrukturyzację szpitala, w ramach której oddział chirurgii dziecięcej i pediatrii znowu był zagrożony przeniesieniem do szpitala w Dziekanowie Leśnym. Uzyskano akceptację tego planu i ówczesny wojewoda warszawski ogłosił ów fakt w telewizji. Następnego dnia odbywały się na Zamku Królewskim uroczystości stulecia przywiezienia przez Marię Skłodowską-Curie radu do Instytutu Onkologii. Podczas tej uroczystości udało mi się poprosić wojewodę o pilne spotkanie w urzędzie miasta. Wkrótce po tym spotkaniu wojewoda cofnął decyzję o likwidacji oddziałów dziecięcych w Szpitalu Bielańskim. Dr Marek Balicki dał nam szansę nie tylko na przetrwanie, ale też na dalszy rozwój chirurgii dziecięcej i pediatrii. Dzięki poparciu fundacji prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej – Porozumienie bez Barier – oba oddziały otrzymały subwencje na tzw. oddziały motylkowe.
Wspominając dyrektorów Szpitala Bielańskiego, chcę też cofnąć się do początków mojej ordynatury i spotkań z dyrekcją. Ponieważ jako 39-latka byłam najmłodszym ordynatorem, siedziałam cicho na zebraniach ordynatorów z dyrekcją, zasłuchana w omawianie problemów poszczególnych oddziałów. Sprawy organizacyjne oddziału chirurgii dziecięcej załatwialiśmy indywidualnie z dyrekcją.
Cudowną dyrektor w latach 70., o której nie można nie wspomnieć, była dr Jolanta Wronkowska, lekarz, humanistka o artystycznej duszy, urodzie jak z portretów wielkich malarzy, utalentowana pisarka i poetka. Szkoda, że tylko kilka lat mogłam ją podziwiać.
Z obecną dyrektor dr Dorotą Gałczyńską-Zych nie miałam już okazji współpracować w Szpitalu Bielańskim, ale pragnę wyrazić swoją wdzięczność za efektywną pomoc w organizacji oddziału chirurgii dziecięcej i rozwoju tego oddziału w Szpitalu Wojewódzkim w Siedlcach.
30-lecie Szpitala Bielańskiego, 1991, Janina Radlińska, ordynator oddziału (1961–1972) / fot. archiwum prywatne
Kończąc wspomnienia o dyrektorach w Szpitalu Bielańskim, chciałabym podkreślić, że ogromnie ważną rolę pełniła dyrektor szkoły przyszpitalnej, mgr Anna Prokopowicz.
Kiedy na początku lat 70. powstał Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka ku pamięci dzieci, ofiar II wojny światowej, poza wysoce specjalistycznym oddziałem otwarto tam szkołę. Na wzór CZD w innych szpitalach i klinikach dziecięcych w Polsce organizowane było nauczanie dzieci chorych. W szpitalach ogólnych wojewódzkich czy też klinicznych oddziały dziecięce były „delikatesami” (jak twierdziła jedna z lekarek wojewódzkich) i edukacja dzieci chorych w szpitalu była zbędna. Natomiast w Szpitalu Bielańskim od początku w oddziale chirurgii dziecięcej była zatrudniona na etacie salowej wykwalifikowana przedszkolanka, pani Maria, która prowadziła zajęcia edukacyjne z chorymi dziećmi.
Dopiero po latach dzięki inwencji i energii pani mgr Anny Prokopowicz oraz interwencji rzecznika praw obywatelskich prof. Andrzeja Zolla udało się zorganizować szkołę przyszpitalną. Jej istnienie jest przykładem realizacji wytycznych Konwencji o prawach dziecka i Europejskiej karty praw pacjenta (w tym prawa do nauki).
Nauczanie chorych dzieci w szpitalu nie było jednak należycie doceniane. Do dziś jestem pełna podziwu i wdzięczności dla nauczycielek, które tam pracowały, ponieważ nie tylko moja wnuczka Marynia po kilku tygodniach spędzonych na oddziale chirurgii przełamała niechęć do przedmiotów ścisłych, ale także szpital nie zapisał się w jej pamięci jako złe doświadczenie.