Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. licencja OIL w Warszawie
Autor: Dorota Lebiedzińska
Od pomysłu do realizacji – Lekarski Budżet Partycypacyjny „Izba Lokalnie” pomaga lekarzom zmieniać ich zawodowe otoczenie. Jak działa program i jakie inicjatywy warto zgłaszać? Opowiada Karol Stępniewski, wiceprezes ORL w Warszawie i przewodniczący Zespołu ds. Budżetu Partycypacyjnego.
Minął rok od uruchomienia programu „Izba Lokalnie”. Co udało się osiągnąć?
W tym czasie 77 projektów uzyskało dofinansowanie na łączną kwotę ponad 780 tys. zł. Część z nich jest jeszcze w trakcie realizacji. To inicjatywy z różnych obszarów: szkolenia, organizacja wydarzeń, integracja, ale również codzienne udogodnienia, które poprawiają komfort pracy lekarzy.
Karol Stępniewski, wiceprezes ORL w Warszawie, przewodniczący Zespołu ds. Budżetu Partycypacyjnego / fot. Marcin Faliński
Czyli niekoniecznie wielkie przedsięwzięcia, ale czasem coś, co po prostu ułatwia codzienną pracę?
Dokładnie. Może to być sprzęt potrzebny do szkoleń, samorozwoju lub inne rozwiązanie poprawiające komfort pracy, a czasami regenerację w przerwach od niej. Zależy nam na tym, żeby wsparcie służyło lekarzom także w tym wymiarze socjalnym. Nie chodzi o doposażanie placówek w sprzęt medyczny, ale o tworzenie lepszych warunków pracy i odpowiadanie na potrzeby samych lekarzy.
Jak wygląda droga od pomysłu do realizacji? Załóżmy, że lekarz wie, czego potrzebuje jego zespół.
Każdy projekt ma swojego lidera, autora, który składa wniosek. Opisuje w nim, czego projekt dotyczy, jaki będzie miał wpływ na niego i środowisko, w którym pracuje, oraz jakie środki są potrzebne do jego realizacji. Następnie musi zebrać poparcie co najmniej pięciu lekarzy z danego otoczenia. Potrzebna jest również akceptacja delegata na Okręgowy Zjazd Lekarski z właściwego rejonu wyborczego.
I dopiero wtedy wniosek trafia do izby?
Nasze biuro sprawdza go pod kątem formalnym. Weryfikujemy zgodność z regulaminem, w tym kwestie opłacania składek i ewentualnych kar orzeczonych przez sąd lekarski. Dotyczy to autora oraz osób popierających projekt. Jeśli pojawiają się zaległości w składkach, w pierwszej kolejności wzywamy do ich uregulowania. Po uzupełnieniu braków wniosek może być dalej procedowany.
Następnie projektem zajmuje się zespół lekarskiego budżetu partycypacyjnego. Patrzymy przede wszystkim na to, czy rzeczywiście wspiera lokalną grupę lekarzy i czy może służyć możliwie szerokiemu gronu odbiorców.
Zespół wydaje rekomendację dla Okręgowej Rady Lekarskiej, która na posiedzeniu, po głosowaniu, podejmuje decyzję o dofinansowaniu. Później pozostaje podpisanie umowy z autorem projektu na jego realizację.
Włączenie delegata do tego procesu to dość nietypowe rozwiązanie. Dlaczego uznaliście państwo, że jego podpis jest potrzebny?
Delegat na Okręgowy Zjazd Lekarski to ważna postać. Jest łącznikiem między środowiskiem, z którego się wywodzi, a Okręgową Radą Lekarską. Zakładamy, że zna potrzeby swojego rejonu, a lekarze obdarzyli go zaufaniem, powierzając mu reprezentowanie swoich interesów.
Jego podpis stanowi swego rodzaju gwarancję, że jest to projekt odpowiadający na rzeczywiste potrzeby środowiska i zasługujący na realizację. To nie jest przypadkowa osoba, ale ktoś, kto zna lokalne realia i ma mandat do reprezentowania koleżanek i kolegów.
Na co powinien zwrócić uwagę autor, żeby jego pomysł miał szansę na dofinansowanie?
Przede wszystkim warto zacząć od potrzeby, a dopiero później szukać sposobu jej realizacji. Nie odwrotnie. Nie zastanawiajmy się najpierw, co można zrobić w ramach dostępnego narzędzia, tylko pomyślmy, czego brakuje nam w codziennej pracy, rozwoju czy integracji. „Izba Lokalnie” ma pomóc przełożyć tę potrzebę na konkretny projekt.
Ważne jest również to, żeby inicjatywa obejmowała możliwie szeroką grupę lekarzy. Chcemy wspierać pomysły oddolne, ale takie, które przynoszą korzyść nie tylko jednej osobie.
Czy zdarzają się pomysły wartościowe, ale niemożliwe do sfinansowania z tego budżetu?
Oczywiście. Niedawno trafił do nas bardzo ciekawy pomysł stworzenia platformy komunikacji między lekarzami. Miałaby ułatwiać konsultacje między ośrodkami, wymianę informacji i wzajemne wsparcie w rozwiązywaniu problemów klinicznych.
Widzimy ogromną potrzebę takiego rozwiązania. Dziś konsultacje między lekarzami często opierają się na osobistych znajomościach, a brakuje systemowych narzędzi, które ułatwiałyby współpracę między ośrodkami. Problem polega na tym, że taka platforma, aby miała największą funkcjonalność, powinna mieć zasięg ogólnopolski, a więc obejmować lekarzy z różnych środowisk i okręgowych izb lekarskich. Tymczasem nasz budżet jest przeznaczony dla członków Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, nie mogliśmy więc wesprzeć tego projektu, choć sam pomysł uważamy za interesujący.
A jakie są najczęstsze powody odrzucenia wniosków?
Najczęściej chodzi o projekty, które nie służą bezpośrednio lekarzom. Zdarza się, że wnioskujący chcą kupić sprzęt medyczny albo doposażyć szpital czy przychodnię. Uważamy, że za takie wydatki odpowiada zarządca placówki, właściciel gabinetu czy podmiot leczniczy, a nie okręgowa izba lekarska.
Drugim powodem jest zbyt wąski zakres projektu, kiedy wsparcie dotyczy właściwie jednej osoby. Chcemy umożliwiać realizację lokalnych inicjatyw, ale z korzyścią dla jak najszerszego grona lekarzy.
Rozwój, edukacja czy integracja – który z tych obszarów jest dziś najważniejszy?
Myślę, że wszystkie trzy są równie istotne. Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie organizuje wiele szkoleń, konferencji i wykładów, ale mamy świadomość, że nie każda potrzeba znajdzie odzwierciedlenie w naszej ofercie. Czasem jest ona bardzo lokalna. Lekarze chcą zorganizować własne szkolenie, konferencję czy wydarzenie integracyjne i są gotowi wziąć na siebie odpowiedzialność za jego przygotowanie. Właśnie do tego ma służyć budżet partycypacyjny.
Dopuszczamy również finansowanie z różnych źródeł, w tym częściowe współfinansowanie projektu przez jego beneficjentów.
Nabór jest ciągły, więc nie trzeba czekać na kolejną edycję?
Tak, wnioski można składać przez cały rok, a rozpatrujemy je kwartalnie. Nie ma więc potrzeby czekania na konkretny termin naboru. Zachęcam, żeby nie odkładać pomysłów na później.
Czy po pierwszym roku planujecie zmiany w zasadach programu?
Jesteśmy w trakcie aktualizacji regulaminu. Mamy już za sobą kilkadziesiąt wniosków i wiele rozmów, maili oraz pytań od naszych członków. Pojawiały się uwagi i wątpliwości, które chcemy uwzględnić. Zależy nam, żeby nowy regulamin był bardziej precyzyjny, odpowiadał na realne potrzeby i ułatwiał realizację projektów.
Która z inicjatyw szczególnie zapadła panu w pamięć?
Chyba najbardziej wartościowe było szkolenie dla jednego z oddziałów pediatrycznych. Profesjonalny trener i aktorzy pomagali lekarzom ćwiczyć przekazywanie rodzicom niepomyślnych informacji dotyczących rokowania ich dziecka.
To bardzo trudny aspekt pracy lekarza, wymagający odpowiednich kompetencji komunikacyjnych. W tym projekcie zobaczyliśmy jednocześnie wagę problemu i siłę oddolnej inicjatywy. Lekarze sami dostrzegli potrzebę, znaleźli sposób na jej zaspokojenie i zgłosili się po wsparcie. Dla mnie to świetny przykład tego, jak powinien działać budżet partycypacyjny.
Co powiedziałby pan lekarzowi, który ma pomysł, ale zastanawia się, czy warto składać wniosek?
Przede wszystkim: warto spróbować. Ten program pozwala realizować również pomysły dotyczące stosunkowo niewielkich grup lekarzy, których potrzeby trudno zauważyć z perspektywy całej izby. Lekarze pracują w różnych miejscach, mają różne doświadczenia i oczekiwania. Chcemy, żeby mogli o tym decydować i działać.
Pierwszy rok wyraźnie pokazał, że takie inicjatywy powstają nie tylko w Warszawie czy Radomiu, ale również w Siedlcach, Lipsku i innych miejscowościach. I właśnie to cieszy mnie najbardziej. Samorząd lekarski powinien być blisko swoich członków, a „Izba Lokalnie” daje im konkretne narzędzie do zmieniania swojego otoczenia. Czasem naprawdę niewielki projekt może przynieść dużą zmianę.