X Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne 19-21 czerwca

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

Dr Liliana Piwowarczyk odznaczona honorową odznaką ministra zdrowia „Za Zasługi dla Ochrony Zdrowia”

Liliana Piwowarczyk odbierająca odznakę honorową ministra zdrowia „Za Zasługi dla Ochrony Zdrowia” z rąk wiceministra Tomasza Maciejewskiego / fot. Marcin Faliński

Izba bliżej lekarzy 30.04.2026 r.

Przypadek, który stał się misją

Autor: Dorota Lebiedzińska

Zaczęło się od przypadkowego zgłoszenia na zebraniu wyborczym w 1989 r. Bez planu, bez ambicji funkcji – za to z ciekawością i gotowością do działania. Dziś, po kilkudziesięciu latach aktywności w strukturach samorządu lekarskiego, Liliana Piwowarczyk, lekarz stomatolog, ortodonta, wspomina jego początki.

Jak zaczęła się pani przygoda z samorządem lekarskim? Czy to była świadoma decyzja?

Szczerze mówiąc – zupełnie nie. To był czysty przypadek. W 1989 r. miałam za sobą ok. 14 lat pracy zawodowej i byłam jeszcze stosunkowo młodym lekarzem. W naszym ZOZ w Garwolinie odbywało się zebranie wyborcze lekarzy i lekarzy dentystów. Przyszłam na nie jak wielu innych, żeby posłuchać i czegoś się dowiedzieć.

W pewnym momencie okazało się, że potrzebny jest kandydat reprezentujący stomatologów. Zgodziłam się, traktując to raczej symbolicznie – „na wszelki wypadek”. Ku mojemu zaskoczeniu w głosowaniu uzyskałam poparcie i zostałam wybrana. Tak się zaczęło.

Czy wiedziała pani wtedy, czym właściwie jest samorząd lekarski i jaką pełni rolę?

Nie, nikt z nas tak naprawdę nie wiedział. Trzeba pamiętać, że był to moment odradzania się samorządu po wielu latach przerwy – od czasów przedwojennych. Wszystko tworzyło się od nowa. Uczyliśmy się struktur, zasad działania, kompetencji.

Panowała atmosfera ogromnego entuzjazmu. Mieliśmy poczucie, że uczestniczymy w czymś ważnym, że budujemy instytucję, która będzie miała realny wpływ na środowisko lekarskie i warunki naszej pracy.

Bardzo szybko trafiła pani na wyższy szczebel działalności…

Rzeczywiście. Najpierw zostałam delegatką na zjazd okręgowy, a następnie wybrano mnie na delegatkę na zjazd krajowy. Tam z kolei zaproponowano mi pracę w Naczelnym Sądzie Lekarskim. Byłam tym kompletnie zaskoczona. Uważałam, że są bardziej doświadczeni lekarze, którzy powinni pełnić takie funkcje. Nawet próbowałam odmówić, ale usłyszałam, że „trzeba się zgodzić”. Ostatecznie zostałam wybrana.

Jak wyglądała praca w Naczelnym Sądzie Lekarskim?

To było bardzo wymagające, ale jednocześnie niezwykle rozwijające doświadczenie. W składzie orzekającym zasiadało czterech lekarzy oraz sędzia zawodowy, który wprowadzał nas w kwestie prawne i proceduralne.

Praca polegała na analizie dokumentacji, często bardzo obszernej, oraz rozpatrywaniu odwołań od orzeczeń okręgowych sądów lekarskich. Pamiętam ogromny stres, kiedy po raz pierwszy przyszło mi referować sprawę: stosy dokumentów, konieczność pracy na miejscu, bez możliwości zabrania akt do domu. Ale z czasem przyszła pewność i satysfakcja. Człowiek czuł, że robi coś odpowiedzialnego i ważnego dla całego środowiska.

Co sprawiło, że została pani w samorządzie na kolejne lata?

Myślę, że właśnie ta satysfakcja i poczucie sensu. Samorząd wciągał, dawał możliwość poznania ludzi, wymiany doświadczeń, a także oderwania się od codziennej, bardzo intensywnej pracy zawodowej. Z czasem angażowałam się w różne obszary: komisję stomatologiczną, komisję wyborczą, komisję praktyk lekarskich. Uczestniczyłam w kontrolach nowo otwieranych gabinetów, organizacji wyborów, pracach rady okręgowej – przez cztery kolejne kadencje.

To była działalność całkowicie społeczna. Nie otrzymywaliśmy wynagrodzenia, często nawet zwrot kosztów był ograniczony. Wiele osób dziwiło się, że poświęcam na to tyle czasu. Ale dla mnie to miało wartość.

Jak wyglądały początki samorządu z perspektywy codziennej pracy?

Było bardzo intensywnie. Spotkania rady trwały od południa do późnych godzin wieczornych. Dojeżdżałam z Garwolina, gdzie pracuję do dzisiaj, komunikacją publiczną. Wyjazdy w teren na wybory czy kontrole gabinetów.

Ale jednocześnie panowała niezwykła atmosfera zaangażowania. Czuliśmy, że uczestniczymy w czymś nowym i ważnym. Było dużo bezpośrednich relacji, więcej rozmów, mniej formalizmu.

Czy udało się zrealizować te początkowe nadzieje na większy wpływ środowiska?

Na początku wszyscy wierzyliśmy, że będziemy mieli większy wpływ na system ochrony zdrowia, na wynagrodzenia, warunki pracy, organizację świadczeń. Okazało się, że ten wpływ jest mniejszy, niż się spodziewaliśmy. Nie mieliśmy realnego wpływu na wynagrodzenia czy kontrakty.

Ale to nie znaczy, że samorząd nie był potrzebny. Wręcz przeciwnie – jego rola okazała się kluczowa w innych obszarach.

W jakich przede wszystkim?

Przede wszystkim w ochronie lekarzy poprzez system odpowiedzialności zawodowej. Rzecznik i sądy lekarskie pozwalają na rzetelną ocenę skarg – wiele z nich nie trafia dalej, jeśli są bezzasadne. To ogromna wartość, że lekarze są oceniani przez lekarzy, którzy rozumieją specyfikę zawodu. Poza tym samorząd organizuje szkolenia, wspiera lekarzy w trudnych sytuacjach, przyznaje zapomogi, integruje środowisko.

Co najbardziej zapadło pani w pamięć z tych lat działalności?

Na pewno atmosfera pierwszych lat. Pamiętam wybory, które trwały do późnej nocy, wspólne liczenie głosów, długie dyskusje. Ale też konkretne działania: kontrole gabinetów, komisje, wyjazdy. To wszystko budowało doświadczenie i poczucie, że robimy coś potrzebnego.

Jak dziś, po latach, ocenia pani samorząd lekarski?

Uważam, że nadal jest bardzo potrzebny. Oczywiście zmienia się wraz z pokoleniami. Młodsi lekarze mają inne potrzeby i priorytety. To naturalne.  Jednak podstawowa rola pozostaje ta sama: reprezentowanie środowiska, dbanie o standardy, wspieranie lekarzy. Bez samorządu bylibyśmy znacznie bardziej rozproszeni i słabsi jako grupa zawodowa.

Co powiedziałaby pani młodym lekarzom?

Że warto się angażować. Nawet jeśli na początku wydaje się to przypadkiem – tak jak u mnie. To doświadczenie, które uczy, rozwija i daje szerszą perspektywę. A przede wszystkim pozwala poczuć, że jest się częścią wspólnoty zawodowej, a to w medycynie ma ogromne znaczenie.

Dr Liliana Piwowarczyk z prezesem ORL w Warszawie Arturem Drobniakiem i Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Zdrowia Tomaszem Maciejewskim / fot. Marcin Faliński

Liliana Piwowarczyk

Lekarka dentystka, specjalistka ortodoncji. Członkini Okręgowej Rady Lekarskiej czterech kadencji. Członkini Okręgowej Komisji Wyborczej. Członkini Komisji ds. Rejestracji Praktyk Lekarskich. W 2025 r. obchodziła 50-lecie pracy w społecznej służbie zdrowia. Szczególne znaczenie ma jej działalność w strukturach samorządu lekarskiego jako delegatki na Okręgowy i Krajowy Zjazd Lekarzy oraz członkini Komisji ds. Lekarzy Dentystów, gdzie współtworzyła standardy wykonywania zawodu i reprezentowała interesy środowiska stomatologicznego.  Na XLIX Okręgowym Sprawozdawczo-Wyborczym Zjeździe Lekarzy odznaczona honorową odznaką ministra zdrowia „Za Zasługi dla Ochrony Zdrowia”.

Dorota Lebiedzińska

Autor: Dorota Lebiedzińska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.