Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

fot. Anna Wojciechowska

Pasje 26.08.2026 r.

Lekarska ścieżka

Autor: Aleksandra Sokalska

Medycyna to powołanie. Realizowane na różne sposoby, wymagające pracy, poświęcenia, ale mogące przynieść wiele satysfakcji. Każdy lekarz kształtuje zawodową ścieżkę odmiennie. O swojej opowiada prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. mgr zarz. Piotr Henryk Skarżyński, otorynolaryngolog, audiolog i foniatra z Centrum Słuchu i Mowy Medincus w Kajetanach.

Wybrał pan medycynę jako swoją drogę zawodową. Czy od początku wiedział pan, że chce związać życie z otolaryngologią i audiologią?

Medycyna była obecna w moim życiu od najmłodszych lat, jednak początkowo myślałem o karierze sportowca. Uprawiałem lekkoatletykę, pływanie, siatkówkę, założyłem nawet klub piłkarski. Teraz z zazdrością patrzę na liczne orliki, gdzie można zagrać. Kiedyś trzeba było dobrze pokombinować, aby zorganizować mecz pomiędzy szkolnymi drużynami.

Studia na Uniwersytecie Warszawskim zacząłem jednocześnie na dwóch kierunkach (chemii i zarządzaniu). Na medycynę poszedłem rok później. Udało się skończyć medycynę i zarządzanie. Początkowo oprócz otolaryngologii myślałem o okulistyce i medycynie sportowej, ale problemy ze słuchem były mi bliższe. Od lat, w zasadzie przedszkolnych, interesowało mnie ucho. Do dzisiaj pamiętam odcinek serialu „Było sobie życie” właśnie o uchu.

prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. mgr zarz. Piotr Henryk Skarżyński

prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. mgr zarz. Piotr Henryk Skarżyński / fot. Anna Wojciechowska

Jest pan dziś uznanym specjalistą z własnym dorobkiem naukowym i klinicznym. Które ze swoich osiągnięć uważa pan za najważniejsze lub najbardziej przełomowe?

Tak zupełnie szczerze to za największe osiągnięcie uważam sytuacje, w których osoby z rozwijanych przeze mnie zespołów chcą w ich ramach realizować własne projekty. To ważne i budujące uczucie, że ktoś chce właśnie z nami kształtować kolejne etapy swojej kariery. Miałem także zaszczyt brać udział w przełomowych operacjach oraz wprowadzać do praktyki klinicznej wiele różnych nowatorskich rozwiązań. Warto wymienić te, które realizowaliśmy jako pierwsze lub jedne z pierwszych na świecie. Zastosowanie nowych implantów – m.in. implant całkowicie wszczepialny, implanty słuchowe u pacjentów z wrodzonymi i nabytymi wadami słuchu – to znaczące kroki milowe.

Bardzo doceniam również wprowadzanie programów badań przesiewowych, narzędzi telemedycznych i diagnostyki narządów zmysłów w różnych krajach Europy, Azji Środkowej (m.in. w Kirgistanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie) i w Afryce (m.in. w Senegalu, Kamerunie, Kongo, Rwandzie).

W swojej pracy łączy pan z powodzeniem działalność kliniczną, naukową i organizacyjną. Co daje największą satysfakcję?

Kiedy odbierałem prawo wykonywania zawodu, śp. dr n. med. Andrzej Włodarczyk – ówczesny prezes Okręgowej Rady Lekarskiej – powiedział, że nie ma większej satysfakcji niż wdzięczny wzrok ojca, któremu wyleczyło się córkę. Pamiętam to do dzisiaj. Kiedy udaje nam się wykonać zabieg, którego nikt nie chciał się podjąć w żadnej klinice na świecie, motywacja i satysfakcja są ogromne.

System ochrony zdrowia to wyzwania organizacyjne. Dlatego niemniejszą satysfakcję czerpię z powiększającego się zespołu. Jeśli ktoś chce, aby praca w nim była jego pierwszą, a potem pragnie zostać i kontynuować z nami współpracę – to duża satysfakcja. Chciałbym poświęcić się jeszcze bardziej wsparciu i rozwojowi zespołu. Powtarzam, że jak się nie rozwijasz, to się zwijasz, a świat nie stoi w miejscu.

Jak zatem zmienia się współczesna otolaryngologia i jakie wyzwania stoją dziś przed lekarzami tej specjalizacji?

To dziedzina medycyny, która bardzo dynamicznie korzysta z nowych technologii. Z jednej strony obserwuję zmianę w kontekście rynologii (choroby nosa) – jest coraz więcej terapii biologicznych. Z drugiej – widzę coraz większe oczekiwania pacjentów pod kątem rozumienia mowy i lepszego słyszenia, dzięki wykorzystaniu nowych technologii urządzeń wszczepialnych.

Moim zdaniem dwa aspekty będą bardzo ważne. Pierwszy to utrzymanie tego, co polscy pacjenci już mają – dostępu do najnowszych technologii poprawiających słuch w ramach NFZ. Do całego środowiska lekarskiego należy pokazywanie, jak ogromne, społeczne i ekonomiczne są to korzyści. Bo może kiedyś jakiś decydent będzie chciał to zmienić, stwierdzając, że zamiast dobrze rozumieć mowę, wystarczy znacznie mniej, np. słyszenie klaksonu nadjeżdżającego samochodu ciężarowego.

Drugi aspekt to umiejętność łączenia leczenia chorób z naszego zakresu z innymi specjalnościami. To ważne pod kątem pacjentów, którzy poruszają się pomiędzy otorynolaryngologami i alergologami, ortodontami, logopedami, protetykami słuchu. Ta współpraca to wyzwanie, ale jest tu szansa na ogromną synergię.

W jaki sposób udaje się panu łączyć intensywną pracę zawodową z życiem prywatnym?

W dynamicznym rozwoju bardzo łatwo o pracoholizm oraz poczucie, że zawsze można zrobić więcej. Kluczowe i niełatwe jest umiejętne delegowanie uprawnień i dawanie szans innym. Nie da się wszystkiego zrobić samemu. To podstawa, aby móc spokojnie myśleć o aspekcie prywatnym.

Bardzo się cieszę, kiedy któraś z moich córek ma ochotę zagrać ze mną w tenisa, popływać na desce lub po prostu pójść na mecz i porozmawiać. Bardzo to lubię i przyznaję, że ostatnie dwa–trzy lata zmieniły moje podejście i teraz jeszcze bardziej doceniam ten czas.

Praca w środowisku medycznym o tak silnych tradycjach rodzinnych była dla pana bardziej inspiracją czy także pewnym zobowiązaniem?

Zdecydowanie była inspiracją, ale też zobowiązaniem do utrzymywania wysokich standardów. Nie da się ukryć, że dla wielu osób, zarówno kiedyś, jak i teraz, tradycje rodzinne są powodem różnych komentarzy i innego spojrzenia. Na studiach kilka razy tego doświadczyłem – chociażby po słowach jednego z adiunktów: myślałam, że profesor Henryk ma mądrzejszego syna. Po latach doceniam te wymagające sytuacje, były one poniekąd inspiracją do analizy, jak postępować. Z perspektywy czasu oceniam, że od osób z medycznymi tradycjami rodzinnymi można wymagać więcej, podobnie jak w przypadku wielu innych zawodów.

Jaką najważniejszą zawodową lub życiową lekcję wyniósł pan ze współpracy i relacji z ojcem, prof. Henrykiem Skarżyńskim?

Po pierwsze, przekonanie, że nie należy bać się ambitnych celów i że rozwój medycyny wymaga odwagi, konsekwencji oraz ciężkiej pracy. Tata często powtarza, że niewiarygodne jest, jak wiele można zrobić, jeśli robi się to konsekwentnie.

Po drugie, dzięki ojcu zawsze mam w swojej głowie, że trzeba wiedzieć, dokąd się płynie, niezależnie od tego, jaki wiatr zawieje.

A jakie wartości są dla pana najważniejsze w zawodzie lekarza?

Wraz ze wzrostem umiejętności i doświadczenia pojawia się czasami pokusa ułatwienia sobie drogi. Najlepszym przykładem są procedury chirurgiczne. Ja jednak, wykonując zabieg, nigdy nie chciałem „pójść na skróty”, czegoś nie zrobić lub odpuścić, kiedy tylko widziałem szansę, że można zrobić coś lepiej.

Druga wartość to umiejętność analizy swoich błędów. Warto uczyć się na nich, ale złotem jest umiejętność uczenia się na błędach innych. W szczególności, gdy jesteśmy już po habilitacji lub mamy tytuł profesora.

Do dużych wartości trzeba dodać komunikację z pacjentem. To obecnie duże wyzwanie. Umiejętny, dobry kontakt na linii pacjent – lekarz jest bardzo wartościowy.

Wiele mówi się dziś o kryzysie autorytetów, dezinformacji i pseudonauce. Jak lekarze i środowiska naukowe mogą skutecznie budować zaufanie społeczne?

W pogoni za zyskiem różni ludzie wykorzystują naiwność i łatwowierność osób chorych czy cierpiących. Nieraz mój tata i ja padaliśmy ofiarą oszustów tworzących reklamy fałszywych produktów czy terapii. Używając odpowiednich narzędzi, wykorzystywali nasz głos i wizerunek, tworząc wrażenie, że osobiście reklamujemy „cudowne krople” i inne podejrzane wynalazki. Czasami nawet bardzo poważni ludzie nabierali się na takie oszustwa. Prawo w Polsce, jak widać, nie pozwala efektywnie ścigać osób odpowiedzialnych za takie treści reklamowe. Przykro jest widzieć pacjenta, który kupił aparaty słuchowe (a czasami po prostu jakieś wzmacniacze), które nie są dopasowane i mogą być wręcz szkodliwe, a kosztowały kilkanaście tysięcy. Dlatego odpowiednia komunikacja oparta na danych i faktach naukowych, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem podczas różnych prelekcji lub nawet w social mediach pozwalają na zwiększenie świadomości pacjentów, a co za tym idzie, uodpornienie ich na kłamliwe przekazy.

Jak pana zdaniem powinien dziś wyglądać nowoczesny etos lekarza?

Powinien łączyć tradycyjne wartości medycyny z otwartością na zmiany. Lekarz musi być nie tylko dobrym specjalistą w swojej dziedzinie, ale również partnerem pacjenta, gotowym do ciągłego uczenia się i korzystania z nowych narzędzi diagnostycznych oraz terapeutycznych.

Jakie cele chciałby pan zatem realizować jako delegat OZL X kadencji?

Chciałbym wspierać działania na rzecz podnoszenia jakości kształcenia lekarzy, rozwoju nauki oraz wdrażania innowacyjnych rozwiązań organizacyjnych. Ważnym celem jest również wzmacnianie pozycji środowiska lekarskiego oraz poprawa warunków wykonywania zawodu. Zaangażowałem się w działania Komisji ds. Współpracy z Zagranicą – chciałbym, aby doświadczenia z zagranicy były wdrażane przez specjalistów w Polsce. Oczywiście te, które mogą coś pozytywnego wnieść.

A jakie wyzwania stojące obecnie przed polską ochroną zdrowia i samorządem lekarskim uważa pan teraz za najistotniejsze?

Do najważniejszych wyzwań należą zdobycie i utrzymanie zaufania pacjentów oraz ich rodzin, rosnące potrzeby zdrowotne społeczeństwa, w szczególności w zakresie komunikacji, a także starzenie się populacji oraz konieczność efektywnego wykorzystania nowych technologii. Samorząd lekarski powinien aktywnie uczestniczyć w tworzeniu rozwiązań, które będą służyć zarówno pacjentom, jak i lekarzom.

Aleksandra Sokalska

Autor: Aleksandra Sokalska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.