Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. kaboompics.com / pexels
Autor: Hanna Odziemska
Lekarz ma leczyć innych, ale sam często zostaje bez pomocy. Presja odpowiedzialności, chroniczny stres, kontakt z cierpieniem i łatwy dostęp do substancji psychoaktywnych sprawiają, że medycy należą do grup szczególnego ryzyka uzależnień. O skali problemu rozmawiam z dr. n. med. Bohdanem Woronowiczem, psychiatrą, seksuologiem, certyfikowanym specjalistą i superwizorem psychoterapii uzależnień, który od ponad 50 lat leczy osoby uzależnione od alkoholu i innych substancji psychoaktywnych.
|
|
Czy wykonywanie zawodu lekarza może być czynnikiem ryzyka rozwoju uzależnień?
Tak. Chyba nawet bardziej niż w wielu innych zawodach pomocowych. Stały kontakt z ludzkimi dramatami łączy poczucie misji z – nierzadko – poczuciem bezsilności wynikającym z ograniczeń natury lub systemu. To prowadzi do wyczerpującego przeżywania niepowodzeń i wypalenia. Problem polega też na tym, że osoby profesjonalnie udzielające pomocy same mają trudność z jej przyjmowaniem. U lekarzy występują dodatkowe przesłanki podwyższające ryzyko uzależnień – muszą zmagać się z wysokimi oczekiwaniami i niewystarczającym czasem na ich realizację, presją emocjonalną, ekspozycją na traumatyczne przeżycia, ciągłym narażeniem na stres z powodu złożoności klinicznej, sytuacjami kryzysowymi i stanami beznadziejnymi, konfrontacją z bólem, cierpieniem i śmiercią. Muszą też radzić sobie z nieprzespanymi nocami (dyżury) i zespołem przewlekłego zmęczenia, zagrożeniami dla własnego zdrowia somatycznego, rosnącymi obciążeniami administracyjnymi, chronicznymi niedoborami kadrowymi, agresywnymi zachowaniami pacjentów i ich rodzin, przemocą i nękaniem, skargami i sporami sądowymi, częstym brakiem wsparcia społecznego i systemowego. Z drugiej strony, mogą swobodnie wystawiać dowolne recepty na swój użytek, a kiedy w miejscu pracy zmienione zachowanie lekarza będącego pod wpływem substancji uzależniającej zaczyna być dostrzegalne, inni lekarze, w tym funkcyjni, przez fałszywie pojętą solidarność zawodową, indolencję lub wygodę w niedostrzeganiu problemu „pomagają” uzależnionemu koledze czy koleżance unikać skutków społeczno-zawodowych jego choroby, czyli utrwalają ją i pogłębiają.
dr n. med. Bohdan Woronowicz / fot. archiwum prywatne
Ilu lekarzy w Polsce może dotyczyć problem uzależnienia?
Według badań przeprowadzonych w ośrodkach zagranicznych od 8 do 15 proc. lekarzy ma w ciągu swojej kariery zawodowej problemy spowodowane piciem alkoholu lub przyjmowaniem innych substancji psychoaktywnych (leki, narkotyki). Jeśli przyjmiemy, że w Polsce ten wskaźnik wynosi ok. 10 proc., to daje nam liczbę co najmniej 20 tys. polskich lekarzy z takimi problemami, w odniesieniu do ponad 200 tys. lekarzy i lekarzy dentystów wykazanych w NIL na koniec 2025 r.
A jakie uzależnienia dotyczą polskich lekarzy?
W starszych pokoleniach przeważa uzależnienie od alkoholu, a często też od leków, w młodszych jest coraz większy udział stymulantów, ale nie ma tu sztywnych podziałów. W uzależnienie od alkoholu wpada się łatwo i niepostrzeżenie. Alkohol jest legalny, każda osoba dorosła może go nabyć bez limitów. Akceptowany społecznie i kulturowo drink jako nagroda po ciężkim dniu pracy lub po wyczerpującym dyżurze z czasem staje się zwyczajem. Dużo czasu upływa, zanim człowiek uświadomi sobie, że ma problem. To nie jest prosta sprawa – tak jak u innego lekarza pacjent rozwija wielowątkową opowieść o swoich objawach, tak u mnie chory uzależniony długo zaprzecza i wypiera objawy. Chce usłyszeć, że nie jest uzależniony. Wypiera też długo, zanim trafi do specjalisty (od 2023 r. jest specjalizacja „psychoterapii uzależnień” dla lekarzy, ale także dla psychologów, socjologów, magistrów pielęgniarstwa i innych, uzyskiwana w ramach CMKP). Wypiera, chociaż dostaje coraz więcej sygnałów od innych, że widzą jego problem alkoholowy czy lekowy – nawet wówczas, kiedy doszło do uszkodzenia kontroli sytuacyjnej, co świadczy już o poważnie zaawansowanym uzależnieniu.
A po co lekarzowi stymulanty?
Stymulanty powodują przekraczanie ograniczeń wynikających z neurobiologii, ignorowanie deprywacji potrzeb, np. braku snu i głodu, myślenie i działanie na tzw. wysokich obrotach, fałszywe wsparcie farmakologiczne do sprostania wysokim wymaganiom pracy w zawodzie lekarza i do „radzenia sobie” z przemęczeniem. A dalsza droga jest taka jak w przypadku alkoholu: zwiększanie dawek, ciągi, ryzykowne zachowania – tyle że stymulanty szybciej potrafią wyniszczyć.
Jakie zagrożenia dla pacjentów stwarza uzależniony lekarz?
Każda substancja psychoaktywna, w tym alkohol, działa na gospodarkę neuro- przekaźników, zmienia świadomość, krytycyzm, szybkość reakcji, zdolność podejmowania adekwatnych decyzji. Lekarz powinien korzystać z zasobów swojej wiedzy, umiejętności i doświadczenia tylko w stanie niezmodyfikowanym przez substancje psychoaktywne. Będąc pod ich wpływem, zmienia się w osobę nieprzewidywalną, która może nawet zaszkodzić.
Używa pan sformułowania „alkohol i inne substancje psychoaktywne” – czy alkohol jest narkotykiem?
Tak. Alkohol jest narkotykiem, czyli także SPA, działającą na nasz „układ nagrody”. Powszechnie znany podział na „alkohol i narkotyki” jest nie tylko sztuczny, ale i szkodliwy, bo sugeruje odrębność natury alkoholu od natury innych substancji psychoaktywnych, a przez to utrwala w świadomości społecznej fałszywe przekonanie, że alkohol jest mniej niebezpieczny.
Czym różni się uzależniony pacjent, który jest lekarzem, od pacjentów nielekarzy?
Uzależniony lekarz jest bardzo trudnym pacjentem. Ma profesjonalną wiedzę, która daje mu możliwość długotrwałego ukrywania problemu, okłamywania siebie i innych lekarzy co do przyczyny obserwowanych objawów. Kiedy już nie może dłużej oszukiwać siebie, że ma problem, nie wie, co z tym zrobić, wstydzi się, nie chce się narażać na konsekwencje ujawnienia uzależnienia, obawia się stygmatyzacji w środowisku. Lekarz to pacjent, który zwykle zgłasza się na leczenie uzależnienia późno albo wcale.
Dlaczego inni lekarze, w tym funkcyjni, nie reagują, widząc objawy uzależnienia u kolegi czy koleżanki?
Po pierwsze, nie rozumieją wagi problemu. Po drugie, nie potrafią zareagować, bo nikt ich tego nie uczył, choć KEL w art. 72 i art. 62 ust. 3 daje pewne wytyczne. Po trzecie, fałszywie pojęta solidarność zawodowa, w kontekście świadomości penalizacji i stygmatyzacji lekarzy z ujawnionym problemem uzależnienia, skłania ich do przybierania postawy „współuzależnionych”, czyli cichego wspierania i krycia chorego kolegi zamiast skonfrontowania go z prawdą i skłonienia do poszukiwania pomocy. Zbyt często lekarze funkcyjni mają utrwalony nieprawidłowy wzorzec reagowania na problem z uzależnieniem u podwładnego lekarza – wolą „zamieść sprawę pod dywan”, nie dostrzegać, dopóki się da, a kiedy już się nie da nie dostrzegać, wolą rozwiązać umowę z lekarzem, zwykle nawet bez trybu dyscyplinarnego, byle pozbyć się problemu ze swojego obszaru zarządzania i udawać, że nic nie wiedzieli. Uzależniony lekarz, zwolniony w jednej placówce medycznej, niezwłocznie zatrudnia się w innej – i tak wielokrotnie. Znane są przypadki zmiany pięciu–sześciu miejsc pracy w krótkim czasie. A uzależnienie postępuje.
Dlaczego, pana zdaniem, politycy i rządzący nie zajmują się bardziej aktywnie problemem uzależnień, szczególnie od alkoholu?
Myślę, że nie rozumieją i nie postrzegają właściwie tego problemu. Poza tym lobby producentów i handlarzy alkoholem jest silne i bezwzględne, dopóki nie przeprowadzimy odpowiednich regulacji prawnych w tej kwestii, zyski ze sprzedaży legalnego narkotyku, czyli alkoholu, będą ważniejsze niż zdrowie publiczne.
Jakie przesłanie chciałby pan przekazać lekarzom w aspekcie uzależnionych kolegów i koleżanek?
Nie bądźcie bierni, reagujcie. Robiąc to, możecie uratować zdrowie i życie swoich uzależnionych kolegów i ich pacjentów. Zwróćcie uwagę na tych lekarzy, spróbujcie przekonać do leczenia, połóżcie na szali nawet dobre relacje z nimi, bo stawka jest bardzo wysoka. Oni są często wspaniałymi, zdolnymi, ciężko pracującymi specjalistami, uwielbianymi przez pacjentów, a w ukryciu niszczonymi przez substancje, od których się uzależnili.
Warto pamiętać, że „uzależnienie to wędrówka w poszukiwaniu ulgi, która zawsze prowadzi do jeszcze większego cierpienia”, a osoba zdrowiejąca z uzależnienia staje się szczęśliwym i jeszcze lepszym człowiekiem. Mam na to setki dowodów.
Odsyłam do mojej nieodpłatnej broszury pt. „Dostrzegajmy i ostrzegajmy. Jak zauważyć, zrozumieć i ratować osoby z uzależnieniem od substancji psychoaktywnych?”.