Rozpoczęły się wybory. Możesz zagłosować elektronicznie!

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

molestowanie w środowisku lekarskim

fot. Jsme MILA / Pexels

Gasnące światła dyżuru lekarskiego

Autor: Hanna Odziemska

Problem molestowania seksualnego w środowisku lekarskim, podobnie jak w innych środowiskach, wciąż ma dwuznaczny status tematu tabu i teorii spiskowej. Wyszydzany jako smakowity kąsek dla wszelkiego rodzaju mediów, pod warstwą niesmaku i rzekomej groteski kryje prawdziwe ludzkie dramaty.

Co pewien czas w jakimś szpitalu wybucha mikroskandal seksualny, zwykle skutecznie wygaszany przez zarządzających jako niewygodna rysa na kryształowym wizerunku podmiotu leczniczego, dzielnie budowanym przez dział marketingu.

Niestety, nie ma tu parytetów. Molestujący to zwykle oni, molestowane – one. Nazwijcie mnie szowinistką, jeśli chcecie, ale statystyki są bezstronne. Zakorzeniony w wielowiekowej tradycji podział ról społecznych ze względu na płeć wciąż zbiera swoje smutne mentalne żniwo, podobnie jak pułapki hierarchii zawodowej, dające wiele okazji do nadużyć. Jesteś lekarką rezydentką? – pogódź się ze swoim losem i wykonuj polecenia starszych kolegów, a jeśli przekraczają twoje granice, siedź cicho, bo zostaniesz ukarana. Przecież tak łatwo można ci utrudnić szkolenie specjalizacyjne, tak bardzo można cię przeciążyć dodatkowymi dyżurami, tak bezproblemowo można ci udowodnić, że niewiele umiesz i jesteś nic niewarta. „Tako rzecze” tradycja.

Moja rozmówczyni jest rezydentką w dużym wojewódzkim szpitalu. Nie prosi, ale ze łzami w oczach błaga, o ukrycie jej tożsamości.

– Ja tam wciąż pracuję, muszę tam pracować.

– Jak to się zaczęło? – pytam, kiedy udaje jej się uspokoić emocje.

– Najpierw myślałam, że coś ze mną jest nie tak. Może się prowokacyjnie ubieram albo zachowuję. Wstydziłam się podzielić tym z innymi dziewczynami aż do momentu, kiedy któraś z nich pierwsza zaczęła temat. Doktor J. jest takim szpitalnym celebrytą. Dyrekcja go ceni, pacjenci uwielbiają. Wydawało się, że ktoś taki nie może zrobić nic złego, więc kiedy zaczęły się pierwsze dwuznaczne sytuacje, to najpierw było niedowierzanie samej sobie i pytanie: czy mnie się tylko coś wydaje? Inne dziewczyny miały to samo. W pewnym momencie wszystkie zaczęłyśmy się starać, żeby tylko nie mieć dyżurów z J. I wtedy zaczęłyśmy o tym mówić między sobą.

– Jakie było twoje doświadczenie?

– W dzień było normalnie, bo był cały zespół, kierownik oddziału, odprawy. Dyżury z J. stały się postrachem. Kiedy pierwszy raz usiadł zbyt blisko mnie i zaczął skracać dystans, ocierać się, to pomyślałam, że to niemożliwe, że źle rozumiem jego intencje. Pierwsza myśl była taka, że mi się wydaje, druga, że jednak coś jest nie tak. Następnym razem, kiedy położył rękę na moim biodrze, pomyślałam, że to jednak nie jest normalne.

– Powiedziałaś mu o tym?

– Nie.

– Dlaczego?

– Poczułam taki lęk i taki wstyd, że mnie sparaliżowało. Starałam się tylko odsunąć od niego, ale blokowało mnie biurko. Na szczęście zadzwonił telefon i trzeba było pilnie iść na salę chorych.

Druga z dziewczyn snuje podobną opowieść.

– W pewnym momencie zorientowałam się, że J. szuka ze mną kontaktu częściej, niżby to wynikało z potrzeb i obowiązków zawodowych. Jak mieliśmy razem dyżur, to zadawał krępujące, osobiste pytania. Chciał wiedzieć, czy mam chłopaka i jak to robimy, przesadnie komplementował. Kiedy byliśmy sami w pokoju lekarskim, to siadał zdecydowanie zbyt blisko, ocierał się o mnie. W końcu zaczęłam bać się z nim dyżurować. Wtedy też zgadałyśmy się z innymi dziewczynami, że mają z nim podobny problem. Wszystkie w pewnym momencie zaczęły kombinować, żeby tylko nie mieć dyżuru z J.

– Powiedziałaś mu, że nie życzysz sobie intymnych pytań i dotyku?

– Nie powiedziałam.

– Dlaczego?

– Bałam się, że z zemsty będzie złośliwy i uprzykrzy mi życie, że utrudni zaliczanie obowiązkowych procedur i będzie próbował wykazać przed innymi lekarzami, że jestem beznadziejna.

– Czy próbowałyście – zwracam się do obu dziewczyn – interweniować w tej sprawie u kogoś z waszych przełożonych?

– Tak – mówi pierwsza z moich rozmówczyń. – Jak się okazało, że problem dotyczy większej grupy lekarek rezydentek, to zdobyłyśmy się na odwagę i powiedziałyśmy kierowniczce oddziału.

– Była jakaś reakcja?

– Tak – mówi druga z nich – ale szybko pożałowałyśmy.

– Co się stało?

– Na wniosek kierowniczki oddziału szpital przeprowadził wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W skład komisji, która badała sprawę, wchodziło czterech panów – dwóch lekarzy ze szpitala i dwóch prawników zarządu. Zeznawałam jako pierwsza. Przesłuchanie trwało cały dzień, w pewnym momencie musiałam prosić o przerwę na toaletę i krótki posiłek. Miałam straszne poczucie winy z powodu zeznawania przed komisją. Jeszcze większe było poczucie wstydu, kiedy przewodniczący komisji kazał szczegółowo opisać, jak J. mnie dotykał, ile czasu trwał dotyk, a w końcu, czy w ogóle jestem pewna, że mnie dotykał, bo może tylko mi się wydawało i nic się nie wydarzyło, a ja wymyśliłam sobie to wszystko. Wyszłam z płaczem.

– U mnie było podobnie – mówi druga z dziewczyn. – Panowie z komisji sugerowali, że moje doświadczenia z J. to żadne molestowanie, że wszystko wypaczam, wyolbrzymiam i oczerniam J. Wyrecytowali artykuły kodeksu karnego, które rzekomo mogą mi grozić za pomawianie doktora J. Przestraszyłam się, nie byłam w stanie odpowiadać na dalsze pytania, tylko płakałam, aż w końcu powiedzieli, że dziękują i że mogę już iść.

– Jaki był wynik pracy tej komisji?

– Nie potwierdzili molestowania przez J.

– Co było dalej?

– J. przestał nas nękać, nie skomentował tego, co się stało. Krótko po tym wszystkim odszedł do innego szpitala. Podobno dostał lepszą propozycję pracy.

Nietykalność i wolność osobista są gwarantowane każdemu przez art. 41 Konstytucji RP. Kodeks karny reguluje nietykalność w art. 217 § 1: Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Molestowania seksualnego dotyczy art. 199 § 1 kodeksu karnego: Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Psychologicznie sprawa jest bardzo skomplikowana. Największy problem w tym, że ofiara czuje się winna wobec sprawcy i odczuwa wstyd za jego niegodne czyny. To paradoks, ale taki jest właśnie mechanizm manipulacji ofiary przez molestującego. Dlatego ofiara najpierw wypiera fakty, stara się racjonalizować doświadczane zło i swoim kosztem próbuje oczyszczać moralnie tego, kto ją krzywdzi, zwłaszcza kiedy jest to człowiek o rzekomo wysokich kwalifikacjach moralnych, człowiek społecznego zaufania. Molestujący ma zatem przetartą przez ofiarę drogę do uniknięcia odpowiedzialności, którą ofiara bierze na siebie, także z powodu braku wsparcia, a nawet stygmatyzacji w sytuacji wyjaśniania sprawy przed powołanym do tego organem. I tak jak w kultowym filmie z 1944 r. pod tytułem „Gasnący płomień”, z wybitną rolą Ingrid Bergman, ofiara popada w rozpacz i traci zaufanie do wiarygodności własnego doświadczenia: widzi gasnące światło, ale słyszy od innych, że światło się przez cały czas świeci, a jeśli gaśnie, to tylko w jej głowie. A konsekwentny gaslighting molestujących, wspieranych przez wszelkie komisje i instytucje, wciąż podtrzymuje niegasnący płomień cichej, wewnątrzszpitalnej przemocy.

Hanna Odziemska

Autor: Hanna Odziemska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.