Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. licencja OIL w Warszawie
Autor: Małgorzata Solecka
Jakość kształcenia to bezpieczeństwo pacjenta – podkreślają przedstawiciele samorządu lekarskiego. Naczelna Izba Lekarska opublikowała właśnie raport z badań na temat jakości kształcenia na kierunkach lekarskich i lekarsko-dentystycznych. To już trzecia edycja badania. Wnioski? Ciekawe, a w świetle planów resortu zdrowia dotyczących zmian w stażu podyplomowym również niezwykle istotne.
W najnowszej edycji badania ankiety wypełniło 19 szkół wyższych, w połowie uczelni z tradycjami, podległych Ministerstwu Zdrowia, w połowie „nowych”, nad którymi czuwa Ministerstwo Nauki. – Nasze badanie, a także fakt, że uczestniczy w nim coraz więcej nowych uczelni, nie ma na celu tworzenia rankingu uczelni, tylko dostarczanie wiarygodnej informacji zarządczej, która pozwala podejmować jak najlepsze decyzje zarówno dla dobra studentów, jak i pacjentów – mówił Artur Białoszewski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. badań i analiz, wykładowca akademicki. – Nie chodzi o stygmatyzowanie kogokolwiek, ale o realną poprawę jakości edukacji przyszłych lekarzy i lekarzy dentystów – wtórował podczas spotkania z dziennikarzami płk rez. dr n. med. Stefan Antosiewicz z Komisji Kształcenia Medycznego NIL.
Damian Patecki, przewodniczący Komisji Kształcenia Medycznego NIL, przypomniał, że przez długi czas to Ministerstwo Zdrowia odpowiadało za kształcenie lekarzy. – Obecnie mamy na tym polu rywalizację pomiędzy resortem zdrowia a resortem nauki i szkolnictwa wyższego, co w naszej ocenie jest niekorzystne, ponieważ to jedno ministerstwo powinno w całości odpowiadać za kształcenie studentów – stwierdził. W ostatnich kilku latach rozpoczął się proces obniżania standardów kształcenia, co umożliwiło otwieranie kierunków lekarskich (nie dotyczy to kierunku lekarsko-dentystycznego, który „nowym” szkołom najwyraźniej się nie opłaca) w wielu miejscach, które – w ocenie samorządu lekarskiego – niekoniecznie mają możliwości zapewnienia jakościowego kształcenia. A przedstawiciele samorządu mówią jasno: tu chodzi o jakość.
Przewodniczący Komisji Kształcenia wskazał, że ankieta NIL to obecnie jedno z nielicznych przekrojowych narzędzi w Polsce analizujących jakość kształcenia na uczelniach medycznych. Ma ona służyć uczelniom, ministerstwom oraz kandydatom na studia. To narzędzie badawcze, więc ma swoje ograniczenia, ale jest co roku udoskonalane.
Liczba studentów
Ciężar kształcenia spoczywa na starych uczelniach, podległych MZ, które uczą lwią część wszystkich studiujących na kierunkach lekarskich (choć część studentów to English Division).
Kadra dydaktyczna
W nowych uczelniach przypada więcej kadry w przeliczeniu na liczbę studentów (35 osób) niż w tradycyjnych (27 osób). To jednak bezpośrednio wynika z punktu pierwszego, czyli liczby studiujących na kierunkach lekarskich. Nowe uczelnie kształcą dziesiątki albo setki osób, stare – nawet kilka tysięcy. Uczelnie tradycyjne dysponują, w liczbach bezwzględnych, nieporównywalnie większym zasobem doświadczonych lekarzy, doktorów i profesorów.
Liczebność grup
W ankietach rozróżniono wielkość grup klinicznej i seminaryjnej. Grupa kliniczna liczyła od 4 (WUM) do 24 studentów (GUMed, przy czym jest to maksymalna zadeklarowana liczba, niekoniecznie rzeczywista). Grupy seminaryjne liczą od 20 do 36 studentów.
Braki przedkliniczne
Niektóre uczelnie zgłosiły braki w kadrach i w obszarach, takich jak biochemia, patomorfologia czy patofizjologia.
Baza kliniczna
– Nie widać dużej dysproporcji w rozkładzie łóżek dydaktycznych pomiędzy uczelniami starymi i nowymi. Jednak uczelnie z tradycją posiadają głównie zasoby własne, własne szpitale, natomiast w nowych uczelniach jest to oparte na bazie obcej. Brak wpływu na potencjalne zarządzanie kadrami i zasobami nie w swojej bazie klinicznej ma też znaczący wpływ na jakość kształcenia oraz dobór kadr – zwracał uwagę Artur Białoszewski, jeden ze współautorów raportu.
Potencjał naukowy pracowników kierunków lekarskich
W zakresie projektów i publikacji uczelnie tradycyjne dominują w stosunku dziewięć do jednego.
Jak podkreślał w rozmowie z dziennikarzami Damian Patecki, wnioski z raportu są szczególnie istotne w kontekście zapowiadanych przez Ministerstwo Zdrowia zmian w kształceniu podyplomowym lekarzy, zwłaszcza skrócenia czy likwidacji stażu podyplomowego. Samorząd lekarski sprawę stawia bardzo jasno, sprzeciwiając się planom resortu i przypominając, że staż jest solą w oku kolejnych ekip rządowych już od wielu lat. – Jesteśmy zdania, że likwidacja stażu nie powinna mieć miejsca, bo nawet tzw. stare uczelnie medyczne mają dziś problem z zapewnieniem studentom odpowiedniej liczby zajęć praktycznych. W ostatnich latach znacząco wzrosła liczebność grup studenckich i coraz trudniej studentom nabyć praktyczne umiejętności, które mogą zdobyć na stażu – mówił Patecki.
W podobnym duchu wypowiadali się eksperci w dyskusji poświęconej jakości kształcenia podyplomowego, jaka odbyła się podczas styczniowej konferencji „Priorytety w Ochronie Zdrowia 2026”. Choć głównym tematem była jakość kształcenia specjalizacyjnego, zagadnienie planów dotyczących stażu podyplomowego pojawiło się w sposób absolutnie naturalny. Dr Maria Libura, członkini Rady Zdrowia przy prezydencie RP, podkreślała, że medycyna jest zawodem mocno uregulowanym, a kolejne etapy kształcenia podlegają ścisłym standardom. – Ma to zapewnić, że lekarz będzie posiadał nie tylko wiedzę, ale także konkretne umiejętności praktyczne, bo bycie lekarzem jest w najlepszym sensie rzemiosłem – stwierdziła, zwracając uwagę, że wraz ze wzrostem liczby absolwentów kierunków lekarskich rośnie liczba młodych lekarzy, którzy nie planują specjalizacji lub odwlekają moment jej rozpoczęcia, wybierając pracę w nocnej i świątecznej pomocy medycznej.
Prof. Radosław Owczuk, były konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, nawiązując do tego wątku, podkreślił, że dla takich lekarzy okres stażu jest w praktyce jedynym czasem, gdy mogą – przed rozpoczęciem samodzielnej pracy – sprawdzić swoje praktyczne umiejętności (a raczej, często, te umiejętności zdobyć). Dlatego m.in. staż nie powinien być likwidowany, bo jakiekolwiek upraktycznienie programu szóstego roku studiów nie zastąpi pracy przy łóżku pacjenta.
W ocenie ekspertów i samorządu lekarskiego resort zdrowia próbuje przedstawić propozycję skrócenia stażu o połowę jako „kompromis”, tymczasem jest to efekt prostej kalkulacji. Likwidacja stażu w pierwszym roku zaowocowałaby pojawieniem się podwójnego rocznika absolwentów kierunków lekarskich, co wymusiłoby konieczność radykalnego zwiększenia liczby miejsc rezydenckich. Na taki krok jednak MZ nie ma pieniędzy – stąd pomysł ze skróceniem stażu. Resort chce znacząco obniżyć wydatki na staże lekarskie i nie zamierza inwestować dużo więcej w miejsca specjalizacyjne, nawet jeśli oznacza to pogodzenie się z faktem, że coraz więcej lekarzy będzie funkcjonować w systemie ochrony zdrowia bez specjalizacji.