Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

wywiad z z prof. dr. hab. n. med. Mariuszem Klenckim

fot. licencja OIL w Warszawie

Kształcenie 18.02.2026 r.

Ilu lekarzy naprawdę potrzebuje Polska?

Autor: Dorota Lebiedzińska

Jeszcze dekadę temu Polska była symbolem niedoboru lekarzy. Dziś kształcimy ich na potęgę, rocznie na kierunek lekarski trafia ok. 9 tys. studentów. Czy to już nadmiar, czy wciąż konieczność? O długofalowych skutkach tej decyzji, przyszłości stażu podyplomowego i jakości szkolenia specjalizacyjnego rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Mariuszem Klenckim, dyrektorem Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia.

Po co nam aż tylu studentów medycyny?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba spojrzeć na system ochrony zdrowia w dłuższej perspektywie. Przez co najmniej kilkanaście lat mieliśmy ewidentny niedobór lekarzy, co było widoczne zwłaszcza na tle innych krajów Unii Europejskiej. Właśnie dlatego od kilkunastu lat systematycznie zwiększano limity przyjęć na kierunki lekarskie. Dziś mamy ok. 9 tys. miejsc rocznie dla studentów studiujących po polsku. To rzeczywiście bardzo dużo, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie czasy, gdy limity oscylowały wokół 3 tys. Trzeba jednak pamiętać, że efektów tego wzrostu przeciętny pacjent jeszcze nie odczuwa, bo lekarz „nie powstaje” w sześć lat. Cykl kształcenia lekarza jest długi – od rozpoczęcia studiów do uzyskania tytułu specjalisty mija 12–13 lat.

prof. dr. hab. n. med. Mariusz Klencki

prof. dr. hab. n. med. Mariusz Klencki fot. archiwum prywatne

Czyli na skrócenie kolejek jeszcze poczekamy?

Tak, zwłaszcza jeśli mówimy o kolejkach do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Natomiast w statystykach już widzimy efekty. W 2024 r. zbliżyliśmy się do poziomu czterech lekarzy na tysiąc mieszkańców, czyli niemal do średniej unijnej. To wyraźny postęp, choć nadal nie jesteśmy w sytuacji, w której moglibyśmy „odjechać” reszcie Europy.

Dlatego postulaty, by już teraz radykalnie ograniczać limity przyjęć, uważam za przedwczesne. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć, że nie ma już miejsca na dalsze tak dynamiczne zwiększanie liczby studentów.

Staż podyplomowy – likwidować czy reformować? OIL zdecydowanie mówi „nie” jego likwidacji, a ministerstwo?

Zdania są podzielone – także w samym środowisku lekarskim. Warto pamiętać, że w większości krajów europejskich stażu podyplomowego w klasycznej formie nie ma. Funkcjonuje on m.in. w krajach skandynawskich, Rumunii, Bułgarii, Portugalii czy na Malcie – i oczywiście w Polsce.

To, czy staż jest potrzebny, zależy od całego modelu kształcenia. A ten w Polsce w ostatnich latach znacząco się zmienił, zwłaszcza na szóstym roku studiów lekarskich. Wprowadzono intensywne, praktyczne nauczanie kliniczne – to była mała rewolucja. Część funkcji, które 20 lat temu pełnił staż podyplomowy, została de facto przeniesiona na studia.

Dlatego dzisiaj nie proponujemy likwidacji stażu, ale jego skrócenie do sześciu miesięcy. To rozwiązanie pośrednie, ponieważ nadal mamy elementy, których nie da się w pełni zrealizować na studiach.

Jakie zatem elementy stażu powinny zostać?

Szczególnie istotna jest jego część personalizowana. Staż to moment, w którym młody lekarz może jeszcze przed wyborem specjalizacji sprawdzić, czy dana ścieżka rzeczywiście mu odpowiada. To bardzo ważne doświadczenie i chcemy je zachować. 

Na jednej z konferencji padły dane dotyczące umiejętności absolwentów – młodzi lekarze nie radzą sobie z podstawowymi procedurami. Czy nie grozi nam obniżenie jakości kształcenia?

Nie znam szczegółów tych danych, ale żeby rzetelnie ocenić sytuację, należałoby porównać umiejętności absolwentów studiów z kompetencjami lekarzy po zakończeniu stażu podyplomowego. Często idealizujemy staż, opierając się na wyobrażeniach, a nie na realiach.

Poza tym musimy jasno powiedzieć jedno: ani lekarz kończący studia, ani lekarz po stażu nie są w pełni doświadczonymi specjalistami. To dopiero początek drogi zawodowej. W każdym systemie ochrony zdrowia kluczową rolę odgrywają pierwsze lata szkolenia specjalizacyjnego. Musimy też odejść od przekonania, że jesteśmy w stanie kształcić lekarzy „od wszystkiego”. Medycyna stała się zbyt złożona.

Zatrzymajmy się więc na szkoleniu specjalizacyjnym. Dlaczego w niektórych dziedzinach – jak interna – jest wiele wolnych miejsc, a w innych, np. anestezjologii, sytuacja wygląda odwrotnie?

To nie jest kwestia braku miejsc szkoleniowych, tylko atrakcyjności danej specjalizacji. Choroby wewnętrzne są dziś dla młodych lekarzy mało atrakcyjne, stąd wiele wolnych miejsc. Tymczasem liczba anestezjologów w Polsce systematycznie rośnie, choć potrzeby rosną jeszcze szybciej, wraz z liczbą procedur wykonywanych w znieczuleniu.

Jednocześnie obserwujemy zjawisko nadmiernie wąskiej specjalizacji. Dawniej naturalną ścieżką była interna, a dopiero potem specjalizacja szczegółowa. Dziś ten etap bywa pomijany, co ma negatywne konsekwencje dla całościowego podejścia do pacjenta z wielochorobowością.

Dlatego chcemy wprowadzić rozwiązania umożliwiające odbycie drugiej specjalizacji w ramach rezydentury, po takich dziedzinach podstawowych jak interna, pediatria czy chirurgia. To ma zachęcić do powrotu do bardziej racjonalnego modelu kształcenia.

Jak ministerstwo chce poprawić jakość szkolenia specjalizacyjnego?

Bez weryfikacji wiedzy nie ma dobrej edukacji. Dziś moduł podstawowy w wielu specjalizacjach jest w praktyce nieweryfikowany. Dlatego planujemy wprowadzenie Państwowych Egzaminów Kompetencyjnych (PEK), przeprowadzanych około trzeciego roku szkolenia.

Egzamin ten będzie potwierdzał opanowanie podstawowego zakresu kompetencji w danej specjalności i dawał lekarzowi formalny certyfikat ich nabycia. Będzie to korzystne zarówno dla jakości kształcenia, jak i dla samych lekarzy – także w kontekście ich funkcjonowania w systemie świadczeń finansowanych ze środków publicznych.

A co z nierównościami regionalnymi?

To jeden z największych problemów systemu. Dotychczasowe narzędzia – w tym lista specjalizacji priorytetowych – są mało skuteczne. Dlatego chcemy wzmocnić rolę wojewodów w przypisywaniu rezydentur do konkretnych podmiotów, tak aby lekarze częściej szkolili się tam, gdzie są najbardziej potrzebni.

Nie chodzi o przymus, ale o takie zaprojektowanie mechanizmów, by sprzyjały pozostawaniu lekarzy w mniejszych ośrodkach zamiast ich automatycznego „wysysania” przez duże miasta.

Jak ministerstwo chce wspierać dalszy rozwój lekarzy specjalistów?

Lifelong learning to dziś konieczność. Chcemy rozwijać system umiejętności lekarskich – jako węższych, certyfikowanych kompetencji, które uzupełniają specjalizacje. Nie wszystko wymaga tworzenia nowej dziedziny specjalizacji.

Jednocześnie planujemy wzmocnić system kształcenia ustawicznego, w tym kursy aktualizujące wiedzę dla specjalistów, przygotowywane we współpracy z konsultantami krajowymi. Musimy też wreszcie poważnie potraktować obowiązek zdobywania punktów edukacyjnych – z realnymi zachętami, ale i konsekwencjami.

Na koniec – lekarze wykształceni poza Polską. Czy procedury będą dalej upraszczane?

Nie. Jesteśmy raczej na etapie ich porządkowania. W październiku 2024 r. zamknęliśmy specjalny, uproszczony tryb dla lekarzy z Ukrainy, który był uzasadniony w 2022 r., ale przestał być potrzebny. Standardowa ścieżka – nostryfikacja dyplomu, Lekarski Egzamin Końcowy, staż – pozostaje otwarta. W miarę jak rośnie liczba polskich absolwentów, zapotrzebowanie na lekarzy spoza UE będzie naturalnie maleć. Decyzje co do dalszego funkcjonowania poszczególnych rozwiązań będą jeszcze przedmiotem rozmów z samorządem lekarskim.

Dorota Lebiedzińska

Autor: Dorota Lebiedzińska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.