Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

edukacja zdrowotna: wywiad z ministrą Barbarą Nowacką

fot. licencja OIL w Warszawie

Kształcenie 26.08.2026 r.

Edukacja zdrowotna w szkołach: zdrowia trzeba się nauczyć

Autor: Aleksandra Sokalska

Jej obecność w szkole stała się tematem politycznym i powodem wielu dyskusji. W końcu, po częściowej modyfikacji, od września wchodzi do szkół jako przedmiot obowiązkowy. O niezwykłej wadze edukacji zdrowotnej rozmawiam z ministrą edukacji Barbarą Nowacką.

Okręgowa Rada Lekarska w Warszawie już na początku tego roku apelowała, aby wprowadzono obowiązkowe nauczanie edukacji zdrowotnej, a jej podstawy programowe zostały szeroko skonsultowane ze środowiskiem lekarskim. Czy takie konsultacje się odbyły i jak wyglądały?

To były naprawdę szerokie i otwarte konsultacje, w których brali udział eksperci z różnych dziedzin. Ich efektem jest opracowanie nowej podstawy programowej. Dzięki temu już od 1 września edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, natomiast komponent dotyczący zdrowia seksualnego będzie mieć charakter fakultatywny, do decyzji rodzica lub pełnoletniego ucznia.

ministra edukacji Barbara Nowacka

ministra edukacji Barbara Nowacka / fot. MEN

Jakie problemy zdrowotne polskich dzieci były dla ministerstwa najważniejszym argumentem za wprowadzeniem obowiązkowej edukacji zdrowotnej?

Do tej pory tematyka zdrowotna była bardzo rozproszona. Pojawiała się przy okazji różnych przedmiotów: przyrody, biologii, WF, ewentualnie na godzinie wychowawczej, kiedy nauczyciele rozmawiali np. o przeciwdziałaniu uzależnieniom. Takie rozproszenie nie sprzyjało temu, żeby uczniowie zdobywali naprawdę solidną wiedzę o zdrowiu.

Ważnym argumentem był też narastający w ostatnich latach poważny kryzys zdrowia psychicznego wśród dzieci i młodzieży. To, jak brak wiedzy o zdrowiu, także psychicznym, wpływa na młodzież, a właściwie na całe społeczeństwo, mogliśmy zaobserwować szczególnie po pandemii. Pamiętamy doskonale, jak rosły w siłę np. ruchy antyszczepionkowe, które w dużej mierze biorą się po prostu z niewiedzy. A szkoła jest właśnie tym miejscem, gdzie możemy przygotować przyszłe pokolenia tak, by były bardziej odporne na podobne zjawiska.

Przedmiot ma podnieść u dzieci poziom zachowań prozdrowotnych. Aby jednak tak się stało, trzeba do młodych ludzi umieć dotrzeć. A to zależy od nauczycieli. Czy zostali przygotowani do prowadzenia edukacji zdrowotnej?

Podstawa programowa jest tak skonstruowana, że edukację zdrowotną mogą prowadzić nauczyciele i nauczycielki, uczący do tej pory przedmiotów, które zawierają różne treści o zdrowiu. Dodatkowo daliśmy możliwość tworzenia zespołów nauczycielskich, które wspólnie realizują ten przedmiot. Z jednej strony, przedmiot może prowadzić nauczyciel biologii, bo biologia obejmuje wiedzę o zdrowiu człowieka, nauczyciel wychowania do życia w rodzinie czy nauczyciel wychowania fizycznego. Z drugiej, nauczyciele mogą zaprosić do współprowadzenia zajęć konkretnego specjalistę, skorzystać ze wsparcia psychologa lub pedagoga szkolnego, bo oni są przygotowani do rozmowy np. o zdrowiu psychicznym.

Mamy jednak świadomość, że takie rozwiązania mogą być niewystarczające, dlatego uruchomiliśmy finansowane przez MEN studia podyplomowe.

W tym roku chyba pierwsze roczniki odbierają dyplomy?

Tak, miałam przyjemność uczestniczyć we wręczeniu świadectw pierwszej edycji studiów podyplomowych z edukacji zdrowotnej na Wrocławskim Uniwersytecie Medycznym. Nauczyciele odbierający dyplomy mówili o sobie nie tylko jako o absolwentach, lecz także jako o ambasadorach edukacji zdrowotnej.

Wrocławski Uniwersytet Medyczny przygotował także podręcznik dla nauczycieli, który lada moment będzie dostępny na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej. Podręcznik obejmuje wszystkie kluczowe elementy edukacji zdrowotnej, a jednocześnie pokazuje, jak przygotować dobre materiały przy użyciu chociażby sztucznej inteligencji, takiej, która pracuje na rzetelnych fachowych treściach, a nie przypadkowych, znalezionych w internecie. Dzięki temu nauczyciele dostaną naprawdę solidne, merytoryczne materiały.

A jaką rolę w realizacji programu edukacji zdrowotnej widzi pani dla środowiska medycznego – lekarzy, pielęgniarek, dietetyków czy psychologów?

System oświaty w Polsce jest ogromny – liczy ponad 20 tys. szkół. Ministerstwo nie jest w stanie i nie chce odgórnie wskazywać, jacy eksperci mają przekazywać konkretne treści. To byłaby nadregulacja. 

Nauczyciele mają swoje sposoby na prowadzenie lekcji, szkoły mają wypracowane schematy, kontakty i relacje ze środowiskiem medycznym. To konkretni nauczyciele i konkretne placówki najlepiej wiedzą, w jakim zakresie mogą współpracować z danymi ekspertami. Jednymi z takich specjalistów mogą być np. pielęgniarki szkolne, które są w stanie wesprzeć nauczycieli choćby w zajęciach dotyczących higieny czy zdrowego odżywiania. Zachęcamy też całe środowisko medyczne, w tym studentów medycyny, by wspierali szkoły poprzez udział w lekcjach i prowadzenie zajęć z edukacji zdrowotnej. To może być dla medyków naprawdę bardzo dobre, inspirujące doświadczenie.

Czy nauczyciel będzie miał swobodę w kwestii selekcji tematyki i form przekazu?

Obowiązują takie same zasady jak w przypadku każdego innego przedmiotu. Kluczowa jest podstawa programowa i to na jej kanwie nauczyciel przygotowuje swój program nauczania. Natomiast to, w jaki sposób mówi o konkretnych treściach, jakich używa narzędzi i metod, jest już jego indywidualną decyzją.

Lekarze od lat alarmują o skutkach dezinformacji zdrowotnej w internecie. Czy edukacja zdrowotna będzie uczyć młodzież krytycznej oceny informacji dotyczących medycyny i zdrowia?

Dzięki edukacji zdrowotnej młodzi ludzie przede wszystkim dostaną najlepszą, sprawdzoną wiedzę od osób, którym najbardziej ufają, czyli nauczycieli i zaproszonych ekspertów. Podstawa programowa powstała we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i Ministerstwem Sportu i Turystyki, została przygotowana przez specjalistów z zakresu edukacji, zdrowia fizycznego i psychicznego. Nie chcemy dokładać nowych przedmiotów ani dodatkowych treści. Na edukacji zdrowotnej pokazujemy rzeczywistość zdrowotną taką, jaka jest – opartą na fachowej i rzetelnej wiedzy.

Natomiast w ramach reformy Kompas Jutra wprowadzamy moduł edukacji medialnej, który będzie obejmował także elementy weryfikowania źródeł i rozróżniania prawdy od fałszu. Nie chcemy tej umiejętności ograniczać tylko do kwestii zdrowia, bo dezinformacja dotyczy bardzo wielu obszarów. Każdy młody człowiek skorzysta z edukacji medialnej, bo jej elementy będą się pojawiały podczas nauczania różnych przedmiotów, np. języka polskiego, edukacji dla bezpieczeństwa czy informatyki. Taki komponent jest już obecny w edukacji obywatelskiej w szkołach ponadpodstawowych, ale kontakt z dezinformacją zaczyna się dużo wcześniej, już w szkole podstawowej.

Czy MEN planuje systematyczną współpracę z MZ oraz samorządami zawodów medycznych przy aktualizacji treści nauczania?

Oczywiście, jesteśmy otwarci na taką współpracę. Podobna praca zespołowa była już na etapie tworzenia podstawy programowej. Ministerstwo Edukacji Narodowej we współpracy z Ministerstwem Zdrowia powołało zespół, w którym znaleźli się specjaliści z Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Sportu i Turystyki, a także przedstawiciele środowiska lekarskiego. Na czele zespołu stanął prof. Zbigniew Izdebski, doświadczony pedagog i seksuolog. Mówiąc szczerze, był on dla mnie główną inspiracją, by taki przedmiot wprowadzić. Profesor zwrócił uwagę, że wychowanie do życia w rodzinie zawężało tematykę zdrowia wyłącznie do zdrowia seksualnego. Przekonał mnie swoimi argumentami, że w dobie dezinformacji i kryzysu zdrowia psychicznego trzeba do tematu podejść szerzej, bo wiele młodych osób ma błędne wyobrażenie o zdrowiu.

Podczas prac spotkałam się także z przedstawicielami Naczelnej Izby Lekarskiej, która wsparła nas przy zmianie podstawy programowej ekspertem i uwagami. Podstawa programowa nie jest dokumentem danym raz na zawsze, więc przy jej modyfikacji tę współpracę będziemy kontynuować.

Jesteśmy już po pierwszym roku realizacji edukacji zdrowotnej jako przedmiotu nieobowiązkowego. Informacje zwrotne od uczniów, którzy na nią uczęszczali, były pozytywne. Rodzice też bardzo dobrze przedmiot ocenili. Jesteśmy otwarci na kolejne uwagi, zwłaszcza teraz, gdy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa.

W jaki sposób zostanie oceniona skuteczność nowego przedmiotu? Czy to będzie monitoring, badania, kolejne konsultacje?

Prostych narzędzi do oceny skuteczności nauczania danego przedmiotu właściwie nie ma, może poza przedmiotami egzaminacyjnymi, których skuteczność łatwiej zweryfikować. Efekty obowiązkowej edukacji zdrowotnej będziemy widzieli po latach – we wzroście zainteresowania badaniami profilaktycznymi, w zdrowszym stylu życia czy większej świadomości młodych ludzi na temat diety, znaczenia ruchu, unikania używek. To nie są proste wskaźniki, ale jestem przekonana, że edukacja zdrowotna przyniesie głęboki efekt społeczny.

Ważne jest to, że ocena z edukacji zdrowotnej znajdzie się na świadectwie, bo to uczniów mobilizuje. I właśnie dlatego bardzo mi zależało, żeby ten przedmiot stał się obowiązkowy.

Choć uważam, że zdrowie seksualne jest po prostu elementem zdrowia, wolałam pójść na kompromis z samą sobą, byle tylko dzieci otrzymały odpowiednią wiedzę. Kontrowersje i awantury polityczne nie powinny przenosić się do szkoły. Chcę, żeby edukacja zdrowotna była przedmiotem całkowicie odciętym od polityki, bo mammografia czy zdrowa dieta nie są polityczne, one są naprawdę potrzebne.

Jakie konkretne efekty zdrowotne chciałaby pani zobaczyć wśród młodzieży?

Po pierwsze, więcej ruchu. Fakt, że młodzież coraz mniej się rusza, jest jednym z poważniejszych problemów. Niby mamy świetną infrastrukturę i dużo w nią inwestujemy, ale nawyków ruchowych jest wciąż za mało.

Po drugie, niezwykle ważna jest też kwestia zdrowia psychicznego. Edukacja zdrowotna oczywiście nie zastąpi psychologa czy psychiatry, ale dzięki niej osoba w kryzysie będzie miała większą świadomość swoich problemów, będzie wiedziała, kiedy i do kogo się z nimi zwrócić. Będzie też bardziej wrażliwa na zachowania innych, które mogą świadczyć o kryzysie, a wtedy może stać się dla takich osób wsparciem.

Po trzecie, chciałabym zobaczyć u młodych ludzi odporność na fake newsy i zainteresowanie dbaniem o własne zdrowie. Chodzi o wyrobienie prostych, ale niezwykle potrzebnych nawyków higienicznych, jak regularne mycie zębów czy rąk, oraz profilaktycznych, jak stosowanie kremów z filtrem i przede wszystkim chodzenie na regularne badania.

Obowiązkowa edukacja zdrowotna, zakaz sprzedaży w szkolnych sklepikach niezdrowych produktów to bezsprzecznie duże zmiany. Czy ministerstwo ma jeszcze jakieś dodatkowe pomysły na poprawę zdrowia młodych Polaków?

Parlament przyjął ustawę o zakazie korzystania z telefonów komórkowych w przedszkolach i szkołach podstawowych. Za chwilę zaczniemy też pracę nad programem dotyczącym ograniczenia korzystania przez dzieci z social mediów, które często negatywnie wpływają na ich zdrowie psychiczne. Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad przepisami, które mają ograniczyć dostęp dzieci do pornografii poprzez bezpieczną weryfikację wieku. To niezwykle ważna kwestia dla zdrowia psychicznego i seksualnego. Treści pornograficzne są dziś praktycznie wszędzie w internecie, a dostęp do nich często wymaga jedynie „potwierdzenia”, że ma się 18 lat. Te treści oglądają siedmio-, dziesięciolatki i to jest dewastujące dla ich psychiki, dla relacji, dla poczucia godności, bezpieczeństwa.

Ale to nie są jedyne problemy związane z internetem. Mówimy też o przemocy, o treściach, które potrafią prowadzić dzieci do angażowania się w grupy terrorystyczne.

Według raportu „Internet dzieci” w Polsce prawie półtora miliona dzieci w wieku 7–12 lat korzysta z platform społecznościowych, choć przecież w teorii platformy te definiują, że są dostępne od 13. roku życia. Dlatego wprowadzenie ograniczeń jest konieczne. Potrzebna jest do tego współpraca państw Unii Europejskiej i ten proces już się zaczyna – mówi o tym komisarz Ursula von der Leyen, mówią o tym przedstawiciele ministerstw w bardzo wielu krajach. Mamy już także przykład Australii, która wprowadziła takie ograniczenia.

Przykład Australii chyba ewidentnie pokazuje, że się da?

Tylko że ten model nie do końca się sprawdził. Po początkowym pozytywnym efekcie ograniczeń młodzież dość szybko znalazła sposoby, żeby je obejść. W Polsce na fali tamtego entuzjazmu chcieliśmy podobne zmiany wprowadzić już wcześniej, ale uczymy się na błędach. Wiemy, że trzeba to zrobić wolniej, za to skuteczniej. I bezpieczniej dla wszystkich, bo nikt nie chce ograniczać wolności i swobód dorosłym ludziom, ale wolność dorosłych nie może odbywać się kosztem zdrowia dzieci.

Aleksandra Sokalska

Autor: Aleksandra Sokalska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.