Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

wywiad z płk. dr. n. biol. Markiem Brytanem

fot. Gustavo Fring / Pexels

Budujemy odporność

Autor: Małgorzata Wódz

O aktualnych zagrożeniach dla zdrowia społeczeństwa, podnoszeniu poziomu zabezpieczenia zdrowotnego kraju, a także o współpracy wojskowej i cywilnej służby zdrowia w obliczu ewentualnego kryzysu zdrowotnego rozmawiamy z dyrektorem Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii płk. dr. n. biol. Markiem Brytanem.

Co może być dziś największym zagrożeniem dla zdrowia naszego społeczeństwa – nowe patogeny, antybiotykooporność, zmiany klimatyczne, incydent radiacyjny czy jeszcze coś innego?

Każde z tych zagrożeń należy brać pod uwagę. Musimy być na nie przygotowani, ale trudno przewidzieć, co się zdarzy. Pamiętamy początek pandemii COVID-19 – wówczas najlepsi, najbardziej znani eksperci WHO wypowiadali się ostrożnie w sprawie przewidywanego rozwoju wydarzeń. Pierwsze prognozy były obarczone dużą niepewnością. Opierano się na doświadczeniach z poprzednich epidemii, które miały inny przebieg. Trudno zatem teraz jednoznacznie wskazać, co może być największym zagrożeniem.

płk. dr n. biol. Marek Brytan

płk. dr n. biol. Marek Brytan / fot. archiwum prywatne

Nawiązał pan do pandemii, czy wyciągnęliśmy z niej wnioski? Jesteśmy przygotowani na podobne poważne zagrożenie zdrowotne?

Na pewno wyciągnęliśmy wnioski. Można zaobserwować wiele działań, które przygotowują nas na podobne zagrożenia w przyszłości. Mówimy o przygotowaniach i działaniach systemowych, jak i tych związanych z nowymi technologiami, wyrobami medycznymi czy lekami. Przykładem jest choćby powołanie na poziomie Unii Europejskiej agencji HERA (Health Emergency Preparedness and Response Authority – Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia). Istnienie tego organu jest odpowiedzią na to, co się wydarzyło.

Pandemia dużo nas nauczyła. Poprawiamy system reagowania w kraju, a także na poziomie europejskim czy globalnym. Budujemy zapasy medycznych środków przeciwdziałania. Rozwijamy – co jest bardzo istotne – współpracę cywilną i wojskową. Nasz instytut jest w to bardzo zaangażowany ze względu na szczególne zdolności i kompetencje – chodzi o działania w takich sytuacjach. Mam na myśli zdolności do diagnostyki wybranych czynników szczególnie niebezpiecznych. Na co dzień jesteśmy w gotowości do takich działań, mamy zawarte umowy ze Strażą Pożarną czy z Ministerstwem Obrony Narodowej dotyczące przyjmowania próbek środowiskowych do analizy pod kątem identyfikacji niebezpiecznych czynników biologicznych. Dla potrzeb badawczych mamy też umowy o współpracy ze szpitalami, dotyczące monitorowania wybranych patogenów w środowisku szpitalnym.

Czy oferują państwo lub planują programy szkoleniowe dla personelu medycznego, np. dotyczące niebezpiecznych patogenów?

Zapewniamy szkolenia w ramach kursów specjalizacyjnych z epidemiologii dla nielekarzy. Planujemy też ponowne uruchomienie takich szkoleń w ramach specjalizacji dla medyków. Ta działalność była wstrzymana. Wrócimy do niej, bo jest potrzebna.

W jakim stopniu obecna sytuacja geopolityczna, zwłaszcza to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą, wpływa na działalność i priorytety instytutu, którym pan kieruje?

Jesteśmy przede wszystkim instytutem badawczym, więc nasza działalność skupia się głównie na nauce. Wiadomo, że sytuacja geopolityczna zmienia nasze priorytety badawcze, ukierunkowując je na najbardziej prawdopodobne zagrożenia. Nasze są ściśle powiązane z priorytetami badawczymi MON, NATO czy Unii Europejskiej. Bierzemy udział w dwóch dużych międzynarodowych projektach badawczych w ramach Europejskiego Funduszu Obronnego – Counteract i Resilience – dotyczących wzmocnienia państw Unii Europejskiej w zakresie przygotowania reagowania na zagrożenia zdrowotne związane z użyciem broni masowego rażenia. W projekty te włączone są czołowe instytucje badawcze Unii Europejskiej. Koncentrujemy się w nich m.in. na budowaniu ekosystemu sprzyjającego rozwojowi nowych technologii w odpowiedzi na nowe zagrożenia zdrowotne, czyli budowanie sieci podmiotów, które będą zdolne do szybkiego reagowania – począwszy od badań, skończywszy na działaniach, które wprowadzają taką technologię na rynek i sprawiają, że jest dostępna.

Jak pan ocenia stopień naszego przygotowania na zagrożenia zdrowotne – zarówno naturalne, choćby epidemie, jak i te związane z działalnością człowieka, np. bioterroryzm?

W pewnych aspektach na pewno jesteśmy dobrze przygotowani. Dysponujemy stosownymi procedurami, sprawnym systemem zarządzania kryzysowego. Mamy też odpowiednie służby, które zajmują się identyfikacją zagrożeń np. bioterrorystycznych, ich monitorowaniem, choćby na podstawie krajowego systemu monitoringu skażeń. Ale zawsze największym problemem będzie zapewnienie odpowiednich i wystarczających zasobów.

Zagrożenia zdrowotne związane z użyciem broni masowego rażenia są szczególne, właśnie ze względu na ich masowy charakter. W takich warunkach działanie służb medycznych, ratowników, zapewnienie odpowiedniej ochrony itp. – zawsze będzie wąskim gardłem.

Czy pana zdaniem infrastruktura medyczna jest gotowa na sytuacje masowych zdarzeń, np. gdyby w krótkim czasie do szpitali trafiało dużo poszkodowanych?

Myślę, że od tej strony nigdy nie będziemy w pełni gotowi, tym bardziej że takie zdolności do reagowania powinny być rozproszone w całym kraju. W każdym regionie powinny być jednostki, które będą gotowe do przyjęcia poszkodowanych w wyniku narażenia na czynniki masowego rażenia. A mamy deficyt takich jednostek – ok. 8 proc. szpitali jest przygotowanych do przyjęcia pacjentów, którzy wymagają np. dekontaminacji. Jeśli do zdarzenia doszłoby z dala od takiej infrastruktury, mamy problem np. z transportem poszkodowanych, z zapewnieniem mobilnej infrastruktury, w której w warunkach polowych można przeprowadzić niektóre zabiegi. Wojsko w pewnym zakresie jest przygotowane do takich działań, dlatego bardzo istotna jest współpraca cywilno-wojskowa, dzięki której możemy zapewnić odpowiednie zasoby.

Czy wojskowe i cywilne służby medyczne będą wiedziały, jak ze sobą sprawnie współpracować w obliczu konfliktu?

Są podejmowane w tej kwestii pilotażowe działania, np. w Wojskowym Instytucie Medycznym. Nie jest to jeszcze systemowo rozwiązane. Na pewno trzeba uczyć i uświadamiać całe społeczeństwo o tym, jak należy zachować się w obliczu dużego kryzysu.

Co kryje się pod pojęciem odporności zdrowotnej społeczeństwa? I jak należy ją wzmacniać?

Wzmocnienie odporności społeczeństwa jest kluczem do budowania zdolności reagowania na różne zdarzenia. NATO szczególnie na nią stawia. To budowanie zasobów, które pozwolą reagować na zdarzenia związane z zagrożeniem dla zdrowia i zapewnią działanie w odpowiedniej skali. Zdolność do skalowania odpowiedzi na zagrożenie jest szczególnie istotna w reagowaniu na zdarzenia masowe.

W jakim, pana zdaniem, miejscu jesteśmy w budowaniu tej odporności?

Dużo już zrobiliśmy, ale wiele jeszcze przed nami, np. w obszarze związanym z zapewnieniem odpowiednich sił i środków, mam na myśli kadry i infrastrukturę, zwiększenie niezależności, jeżeli chodzi o dostępność leków czy innych środków i wyrobów medycznych. Jak pokazała pandemia, na tym polu było sporo do poprawy. Podejmuje się szereg działań, by ograniczyć efekty związane z załamaniem łańcuchów dostaw, szczególnie z rynków pozaeuropejskich, by rynki krajowy i europejski stały się niezależne. Ale, jak wiemy, suwerenność kraju w zakresie zabezpieczenia w leki krytyczne jest na niskim poziomie. Dlatego Polska uczestniczy m.in. w unijnym mechanizmie RescEU, koordynowanym przez HERA, w celu utworzenia wspólnych zapasów medycznych środków zaradczych, co daje nam pewne bezpieczeństwo.

Które z projektów realizowanych przez instytut uważa pan za istotne dla budowania bezpieczeństwa zdrowotnego?

Na pewno są to dwa projekty w ramach Europejskiego Funduszu Obronnego, o których już mówiłem. Opracowujemy też nowe medyczne środki zaradcze i budujemy ekosystem sprzyjający rozwojowi tych technologii. Bierzemy udział w projekcie Europejskiej Agencji Obrony EBLN II, dotyczącym utworzenia europejskiej sieci laboratoriów biologicznych. W jego ramach mamy dostęp do baz patogenów innych laboratoriów europejskich i możemy wymieniać się danymi, doświadczeniami i procedurami badawczymi. Ujednolicamy również procedury. To bardzo ważny projekt dla instytutu i dla kraju. Jesteśmy jedynym instytutem w Polsce, który ma takie możliwości diagnostyczne. Zwiększenie naszych zdolności wpływa zatem na dużo lepsze przygotowanie kraju do reagowania w obliczu zagrożenia.

Małgorzata Wódz

Autor: Małgorzata Wódz

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.