X Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne 19-21 czerwca

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

co z ochroną zdrowia na Węgrzech

fot. licencja OIL w Warszawie

Co dalej z ochroną zdrowia na Węgrzech?

Autor: Dominik Héjj

Kwiecień! Święta! Proszę zatem przyjąć najserdeczniejsze życzenia – wszelkiego dobra na ten rodzinny czas! Nie będę życzył niczego więcej, tak bezpieczniej, bowiem moje noworoczne życzenia, patrząc na rozwój sytuacji międzynarodowej, raczej się nie sprawdziły.

K wiecień to także wybory na Węgrzech. Nie ukrywam, że to państwo jest mi także naukowo najbliższe. Po raz pierwszy od 2010 r. opozycja ma realną szansę na zwycięstwo. W jej skład wchodzi jedna partia, Tisza. Lider ugrupowania, Péter Magyar, do lutego 2024 r. był członkiem partii Fidesz (obecnie rządzącej). Odszedł z niej i ogłosił istną woltę przeciwko dotychczasowemu środowisku, którego był częścią, dopiero w momencie politycznego przełomu. Otóż dwa lata temu, w lutym, opozycyjne media ujawniły, że prezydent Katalin Novák w 2023 r. ułaskawiła osobę skazaną za tuszowanie pedofilii. Prezydent ustąpiła ze stanowiska. Z życia politycznego wycofała się również Judit Varga, która w tamtym czasie była ministrą sprawiedliwości, a więc kontrasygnowała decyzję o ułaskawieniu. Varga jest tu istotna jeszcze z jednego powodu. W listopadzie 2023 r. zakończyło się jej małżeństwo z rzeczonym Péterem Magyarem. Ten wątek rodzinny jest tyleż ważny, że to z jego powodu Magyar wypadł z kręgu zaufanych w Fideszu. Jego polityczne objawienie nie jest więc następstwem jakiejś głębokiej refleksji nad moralnością władzy, ale efektem braku możliwości dalszego funkcjonowania w tej partii. Warto wspomnieć – chociaż ten tekst nie dotyczy samej partii, która ma szansę na zwycięstwo – że w wielu punktach programy obu partii praktycznie się nie różnią. Można go wręcz nazwać Fideszem w wersji soft. Nadzieje, które dominują w przestrzeni publicznej, są w istotnym stopniu przeszacowane.

Tisza jednak pod lupę wzięła jedno z największych zmartwień wskazywanych w sondażach przez samych Węgrów. Od lat w ścisłej czołówce znajduje się poziom ochrony zdrowia. O jej bolączkach pisałem już w 2023 r. Przez ten czas sytuacja nie tylko się nie poprawiła, ale wręcz odwrotnie, pogorszyła. Ochrona zdrowia na Węgrzech pozostaje chronicznie niedoinwestowana. Według danych Centralnego Urzędu Statystycznego (KSH) w latach 2010–2011 wydawano na nią 7,5 proc. PKB. Wartość ta regularnie malała aż do 2019 r., kiedy wyniosła 6,3 proc. PKB. W latach 2020–2021 nakłady wzrosły o 1 pkt proc. – do odpowiednio 7,3 i 7,4 proc. PKB, co tłumaczyć należy walką z koronawirusem (w kilku państwach notowany był podobny skokowy wzrost finansowania, m.in. w Chorwacji, Holandii czy Grecji). Następnie odsetek ten malał. W 2022 r. było to 6,7 proc., a w 2023 r. 6,4 proc. Warto zwrócić uwagę, że poza wzrostem w latach 2020–2021 państwowe wydatki na służbę zdrowia nie przekraczają 5 proc.

Chroniczne niedoinwestowanie ochrony zdrowia przejawia się nie tylko w złym stanie wizualnym szpitali, ale także w zarobkach personelu medycznego, który wyjeżdża za lepszym życiem na Zachód, przede wszystkim do Austrii, Niemiec, Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Stanu tego nie zatrzymało nawet wprowadzenie nakazu pracy w państwowej ochronie zdrowia po ukończeniu studiów medycznych (by nie zostać obciążonym kosztami nauki). Wreszcie, aby zlikwidować opór lekarzy, w 2023 r. przeprowadzono reformę samorządów lekarskich, de facto je likwidując. Największą organizacją była i jest Węgierska Izba Lekarska (Magyar Orvosi Kamara, MOK). Ten akronim jeszcze nam się przyda.

Spektakularnym przejawem aktywizmu politycznego nowej partii było fotografowanie stanu węgierskich szpitali, który nie licował z oficjalnym przekazem partyjnym. Inicjatywy związane z dostarczaniem do placówek medycznych papieru toaletowego czy wentylatorów obiegły media społecznościowe. Temat ochrony zdrowia stał się czołowym elementem polityki nowego ugrupowania, a także jednym z filarów programu partii Tisza.

Co partia pod wodzą Pétera Magyara jeszcze proponuje? Przede wszystkim postuluje utworzenie ministerstwa zdrowia. Do 2010 r. taki urząd funkcjonował, obecnie sekretarz stanu ds. zdrowia pracuje w węgierskim MSW. W programie czytamy, że minister zdrowia otrzyma prawo weta w rządzie. Z kolei gabinet przed każdą istotną decyzją będzie zobowiązany przygotować ocenę jej wpływu na zdrowie publiczne. A kto jest proponowany na ministra zdrowia? Tu przyda nam się akronim MOK. To dr Zsolt Hegedűs, związany właśnie z Węgierską Izbą Lekarską. Jest on lekarzem specjalizującym się w ortopedii i chirurgii urazowej. Nadzoruje program zdrowotny Tiszy. Przede wszystkim obiecał wycofanie skutków całej reformy z 2023 r., a więc przywrócenie podmiotowości samorządom lekarskim, a także utworzenie niezależnego Urzędu Kontroli Jakości w Ochronie Zdrowia. Bez finansów niewiele można wskórać, stąd Tisza deklaruje, że po wygranych wyborach zagwarantuje wzrost państwowych nakładów na ochronę zdrowia do 7 proc. PKB do 2030 r. Na ten cel z budżetu centralnego zostanie przeznaczonych ekstra 500 mld forintów rocznie, tj. prawie 5,5 mld zł. Istotną ulgą finansową dla obywateli ma być całkowite zniesienie podatku VAT na leki dostępne na receptę. Środki na te cele mają pochodzić częściowo z odblokowanych funduszy unijnych oraz lepszej alokacji budżetu państwa (niestety konkretów w programie próżno szukać).

Partia zapowiada budowę nowoczesnych „superszpitali” w każdym komitacie, przy jednoczesnym utrzymaniu i dofinansowaniu mniejszych placówek poza dużymi miastami. W planach jest również rozbudowa sieci zintegrowanych ośrodków podstawowej opieki zdrowotnej, rozwój telemedycyny oraz gruntowna reforma pogotowia ratunkowego (OMSZ), w skład której wchodzi wymiana taboru tak drogowego, jak i lotniczego. Czas dojazdu systemowej karetki ma być nie dłuższy niż 15 min.

Braki kadrowe mają zostać zniwelowane poprzez podwyżki płac dla personelu oraz system ukierunkowanych zachęt dla lekarzy rodzinnych i pielęgniarek. Partia przewiduje uruchomienie programów stypendialnych dla młodych adeptów medycyny i rezydentów, a także personelu pielęgniarskiego. Łączny budżet ma wynieść 30 mld forintów, to jest 333 mln zł. W programie można także przeczytać, że będzie wprowadzona powszechna regulacja płac personelu niemedycznego i pomocniczego. Przewrotnością jest, że taki zabieg stał się w Słowenii impulsem do rozpoczęcia strajku lekarzy. O Słowenii pisałem w poprzednim numerze „Pulsu”.

Co uda się z tych założeń wprowadzić? Czas pokaże. Przede wszystkim trzeba znaleźć środki tak własne, jak i z zagranicy. W tym celu należy odblokować ponad 10 mld euro z unijnych funduszy. Ale najpierw trzeba wygrać wybory. Te już 12 kwietnia.

Dominik Héjj

Autor: Dominik Héjj

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.