X Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne 19-21 czerwca

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

Co z cięciami?

fot. licencja OIL w Warszawie

Co z tymi cięciami?

Autor: Małgorzata Solecka

Opozycja żąda głowy minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy i wyrażenia przez Sejm wotum nieufności wobec niej. Choć lista win szefowej resortu jest, zdaniem wnioskodawców, długa, czarę goryczy przelały decyzje o oszczędnościach, jakie zaczął wdrażać Narodowy Fundusz Zdrowia. Zaczął, bo – według zapowiedzi płatnika – marcowe cięcia to dopiero początek.

Wnioski o wotum nieufności mogą pojawić się na jednym z najbliższych posiedzeń Sejmu (stan na kwiecień). Wnioski albo wniosek – sytuacja jest dynamiczna. Posłowie PiS zaczęli przebąkiwać o wniosku jeszcze w pierwszej połowie marca, gdy NFZ dopiero zapowiedział cięcia w ambulatoryjnej diagnostyce kosztochłonnej. Płatnik poinformował wówczas, że RM, TK, kolonoskopia i gastroskopia co prawda pozostaną świadczeniami nielimitowanymi, ale za świadczenia udzielone poza wartość określoną w kontrakcie zapłaci 40 proc. ceny nominalnej i to dopiero w marcu kolejnego roku. Zmiany miały wejść w życie 1 stycznia 2026 r. Cięcia tylko w tym obszarze miałyby przynieść nieco ponad 800 mln zł oszczędności wobec skali luki sięgającej 23 mld zł (choć płatnik zapewnia, że już w tej chwili się ona nieco skurczyła).

Przeciw pomysłowi Funduszu zaprotestowało zarówno środowisko pacjentów, jak i lekarzy. Podczas zorganizowanego w Naczelnej Izbie Lekarskiej spotkania z mediami przedstawiciele samorządu lekarskiego nie tylko wskazywali możliwe (prawdopodobne lub wręcz pewne) ograniczenia w dostępie do świadczeń, podawali też konkretne przykłady poradni, które drugi kwartał roku zaczęłyby już bez możliwości przyjmowania pacjentów – poza populacją dzieci i młodzieży oraz pacjentów onkologicznych – z powodu wyczerpania limitów. Podkreślali też, że choć NFZ nie zakazuje przyjęć, żaden dyrektor czy właściciel placówki nie zdecyduje się na generowanie strat, bo 40 proc. ceny nie pokryje kosztów, nawet jeśli medycy pracowaliby za darmo.

W ocenie samorządu lekarskiego rozwiązania wprowadzane przez płatnika odbiją się negatywnie na dostępności do badań, wydłużą kolejki. Spokojni nie mogą się czuć nawet pacjenci, których płatnik chce chronić, czyli z podejrzeniem choroby nowotworowej. Pacjenci onkologiczni mają być rozliczani według „starych” zasad pod warunkiem posiadania karty DiLO. Tymczasem – choć pakiet onkologiczny funkcjonuje już od ponad dekady i karta DiLO wrosła w system (ma zresztą ewoluować wkrótce w e-DiLO – część pacjentów onkologicznych jest nie tylko diagnozowana, ale też leczona poza kartą (to od 2027 r. stanie się niemożliwe, bo NFZ nie będzie rozliczać leczenia onkologicznego realizowanego bez  karty). Większość tych, którzy kartę DiLO mają, otrzymuje ją na późnym etapie, nie od lekarza POZ (przy podejrzeniu choroby), ale wręcz w szpitalu, gdy cała diagnostyka jest już zrealizowana. Eksperci i organizacje pacjentów onkologicznych od dawna alarmują, że system nie widzi ścieżki, jaką przechodzą pacjenci „bezkartowi” (nie tylko dlatego, że koleje diagnozowania ich problemu nie przypominają ścieżki, ale często – meandry i bezdroża).

Sprawy – z oszczędnościami i polityczną na nie reakcją – nabrały rumieńców, gdy po zakończonych konsultacjach i kilkudniowej niepewności, czy rząd aby nie zakaże płatnikowi tak radykalnych ruchów, zarządzenie prezesa zostało jednak pod koniec marca opublikowane: nieco mniejsza degresja (50 proc. ceny nominalnej) oraz data wejścia w życie przesunięta o kwartał (1 kwietnia 2026 r.) – to jedyne ustępstwa płatnika, które zresztą zostały opatrzone twardą zapowiedzią dalszych cięć. Mają one objąć również konsultacje specjalistyczne w AOS. Bez ograniczeń w finansowaniu (oprócz grup, którym bezlimitowy dostęp do świadczeń gwarantują ustawy, np. dzieci i młodzieży) mieliby być przyjmowani wyłącznie pacjenci pierwszorazowi. Pacjenci kontynuujący leczenie mają być finansowani z uwzględnieniem degresji (i przesunięciem płatności). Prezes NFZ Filip Nowak wspominał też w wywiadach o zastosowaniu tych samych zasad do operacji zaćmy. Jednocześnie Fundusz zapowiada wprost: w przypadku świadczeń limitowanych – choćby takich jak endoprotezoplastyki – świadczeniodawcy nie powinni w ogóle zakładać zapłaty za nadwykonania albo będzie ona zrealizowana z bardzo, bardzo głęboką degresją.

Jako pierwsi wniosek o wotum nieufności zapowiedzieli posłowie partii Razem, od wielu miesięcy bezlitośnie wytykający rządowi brak pomysłu na ochronę zdrowia. Niedoszli koalicjanci zapowiedzieli wysłanie wniosku do wszystkich klubów parlamentarnych w nadziei na zebranie podpisów (koło Razem tworzą cztery osoby) – wymagana liczba to 69. Nie wiadomo, czy uzyskają „bratnią” pomoc PiS – w klubie partii Jarosława Kaczyńskiego podpisy są już co prawda zebrane, ale PiS zgłasza własny wniosek o odwołanie Jolanty Sobierańskiej-Grendy.

To scenariusz, który musiał zostać zrealizowany, bo to nie tylko okazja do politycznego show i rozdzierania szat w nadziei, że nikt nie pamięta katalogu złych decyzji i zaniechań z lat 2015–2023,  ale możliwość bezpośredniego uderzenia w premiera. Donald Tusk po raz drugi od wygranych wyborów będzie musiał bronić (taki jest w każdym razie plan PiS) minister zdrowia, nawet jeśli po raz drugi, tak jak w przypadku Izabeli Leszczyny (listopad 2024 r.), sam rozważa, czy jednak nie dokonać  zmian w resorcie zdrowia.

Tusk ma o czym myśleć, nawet jeśli w reakcji na marcowe doniesienia medialne o spodziewanej „małej rekonstrukcji” zdecydowanie zaprzeczał, że planuje odwołać Jolantę Sobierańską-Grendę. Cała koncepcja oddania resortu zdrowia w ręce „fachowców od zarządzania”, będąca autorskim pomysłem premiera, rozsypuje się zresztą w pył. Na razie spójne – co nie znaczy, że pozbawione wad – pomysły na zmiany (naprawę) systemu ochrony zdrowia, zaczynając od fundamentów, czyli finansowania, przedstawili mniejsi koalicjanci, Lewica i Polskie Stronnictwo Ludowe, których Tusk pozbawił latem ubiegłego roku wpływów na Ministerstwo Zdrowia, ogłaszając szumnie jego odpartyjnienie.

Odpartyjnienie zapewne nie musiało oznaczać, ale tym razem oznaczało, ciągnącej się długie miesiące bierności. Choć minister zdrowia chętnie mówiła o licznych konsultacjach i rozmowach – np. z samorządowcami, analizując stanowiska przyjmowane przez organizacje zrzeszające samorządowców na przestrzeni ostatnich miesięcy – nie widać, by strona społeczna dostrzegała w tych inicjatywach coś więcej niż możliwość wymiany zdań, przedstawienia opinii – bez dalszego ciągu w postaci decyzji. W podobnej sytuacji znaleźli się zresztą w praktyce wszyscy interesariusze systemu, wyczekujący od Ministerstwa Zdrowia tego, co powinien zapewniać regulator systemu, czyli – przywództwa, określenia kierunku zmian, propozycji kierunkowych rozwiązań. Takie, jeśli w ogóle się pojawiają, mają dość ograniczony charakter, w dodatku trudno oprzeć się wrażeniu, że są wynikiem presji (jeśli nie, tym gorzej dla kierownictwa resortu zdrowia). Poświąteczny wtorek: PiS zapowiada wniosek o wotum nieufności, a jeden z zarzutów wobec minister zdrowia to jej bierność wobec narastającego kryzysu. Dzień później szefowa resortu ogłasza restart prac nad Krajową Siecią Hematologiczną (decyzja ważna i wyczekiwana), w kolejnym dniu „odpala” konkurs z Funduszu Medycznego, z którego mają być finansowane projekty konsolidacji i przekształcania szpitali. Konkurs był zapowiadany od pół roku i zwłaszcza w sytuacji, w której wiadomo, że na obiecane jeszcze wcześniej wsparcie z BGK szpitale będą mogły liczyć nieprędko (jeśli w ogóle), szybkie – choć nie pochopne – podjęcie decyzji byłoby wskazane. W myśl polskiego przysłowia: „Kto szybko daje, dwa razy daje”.

© Copyright by OIL w Warszawie. Wszelkie prawa do przedruku są zastrzeżone.

Małgorzata Solecka

Autor: Małgorzata Solecka

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.