Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. OIL w Warszawie
Autor: Aleksandra Sokalska
Stołeczna ochrona zdrowia, po kryzysie związanym ze Szpitalem Południowym, stoi przed ogromnymi wyzwaniami. 20 lipca stanowisko zastępczyni prezydenta Warszawy odpowiedzialnej za nadzór nad ochroną zdrowia objęła Izabela Marcewicz-Jendrysik, pełniąca przed nominacją funkcję dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. W wywiadzie dla „Pulsu” rozmawiamy o planach miasta w obszarze zdrowia oraz współpracy z izbą.
Izabela Marcewicz-Jendrysik, zastępca prezydenta m. st. Warszawy / fot. UM Warszawa
Media latem niemal codziennie publikowały sensacyjne wieści o warszawskich szpitalach. Niełatwo chyba objąć stanowisko w momencie kryzysowym?
To rzeczywiście było dużym wyzwaniem. Propozycja pana prezydenta, abym podjęła się tej roli, była dla mnie absolutnie nieoczekiwana. Oczywiście śledziłam na bieżąco doniesienia medialne, ale informacja o rezygnacji obu wiceprezydentek mocno mnie zaskoczyła.
Z panią prezydent Kaznowską miałam okazję współpracować w ostatnich latach na zasadzie podległości służbowej. Pani prezydent była osobą niezwykle zaangażowaną w obszar ochrony zdrowia. Mówię o tym nie bez kozery, bo m.in. dlatego decyzja nie była dla mnie łatwa – miałam objąć funkcję po osobie, która była moim przełożonym i do której miałam duży szacunek i zaufanie. Oczywiście trudność wynikała również z czasu i okoliczności, w których decyzja musiała zostać podjęta – obecnie zmagamy się z dużym kryzysem, wieloma napięciami społecznymi wynikającymi z nadszarpniętego zaufania do systemu ochrony zdrowia.
Co o niej zaważyło?
Patrząc z pragmatycznego punktu widzenia, przyjęcie tej roli nie było oczywiste i mogło być postrzegane jako wręcz nieracjonalne. Mam tego pełną świadomość, ale mój wewnętrzny głos, a może po prostu mój rys osobowościowy, zaważył. Mam głód wyzwań i mam w sobie ideę ulepszenia świata. Choć może to górnolotnie brzmi, ale misyjność towarzyszy mi w pracy od zawsze.
Miałam w swojej karierze zawodowej krótki epizod pracy w sektorze prywatnym. I choć oczywiście doceniam ten sektor z uwagi na poszerzenie dostępności do świadczeń zdrowotnych oraz mobilizującą konkurencyjność i uważam za ważny w ochronie zdrowia, na tamten czas nie był moim miejscem. Uwierała mnie gradacja celów zarządczych, a może nie tyle gradacja, ile oczekiwania co do sposobu ich osiągania. Z racji tego, że jestem ekonomistą i mam szerokie wykształcenie w obszarze finansów, organizacji ochrony zdrowia i nadzoru, oczywiście dbałość o wyniki, w tym finansowe, jest dla mnie bardzo ważna. To ona przecież warunkuje możliwość funkcjonowania szpitala czy innego podmiotu leczniczego, ale przy podejmowaniu każdej decyzji włącza mi się pewna forma przesłony w postaci wartości dla pacjenta, która w wielu przypadkach przejmuje rolę nadrzędną, wiedzie prym. Wierzę w sektor publiczny, jestem przekonana, że może działać sprawnie i skutecznie.
Towarzyszy mi przekonanie, że to się uda. Jestem po wielu rozmowach z dyrektorami szpitali, przychodni, z NFZ i MZ, które pozwoliły mi na zmapowanie celów, określenie priorytetów, rozpoczęcie wielu procesów. Kurs jest ustalony.
Jakie zatem są cele?
Na pewno trzeba uporać się z kryzysem finansowym i to bardzo trudne zadanie, ponieważ wymaga zmiany podejścia do struktury ochrony zdrowia. To, że pieniędzy brakuje, wszyscy wiemy i rzeczywiście nawet szpitale i inne podmioty zdrowotne, które jeszcze do niedawna prowadziły działalność rentowną, dzisiaj ponoszą już straty. Ważne zatem jest, by utrzymać dostępność do świadczeń, przy jednoczesnym zoptymalizowaniu strony finansowej. Do tego niezbędne jest przemodelowanie organizacji systemu ochrony zdrowia i filozofii zarządzania.
Zapoczątkowane przez Ministerstwo Zdrowia i przez Narodowy Fundusz Zdrowia zmiany w mojej ocenie w wielu kierunkach są słuszne. Z niektórymi bym dyskutowała, jeśli idzie o szczegóły, natomiast kierunek jest absolutnie dobry. Przykładowo wytypowanie z jednej strony szpitali, które mogłyby pełnić dyżury ostre, a z drugiej tych, które mogłyby działać w trybie planowym. W tej chwili każdy szpital, który posiada kontrakt z NFZ na zakres hospitalizacji, jest zobowiązany do działalności całodobowej, również w systemie ostrym. A to z automatu powoduje konieczność zapewnienia obsady personelu medycznego, co generuje największe koszty dla podmiotów leczniczych. Dlatego zebranie informacji na temat obciążenia poszczególnych szpitali, ich aktywności w porach nocnych, prześledzenie liczby pacjentów, którzy są przyjmowani w trybie ostrym, jest absolutnym punktem wyjścia. Myślę, że dzięki temu w dużej mierze udałoby się sprofilować część szpitali na tryb ostry, a część jednak wyłączyć z tego obowiązku. To z całą pewnością byłoby korzystne dla pacjentów, a jednocześnie zmniejszyło koszty, jakie ponosi szpital w związku z koniecznością utrzymania dyżurów.
Dyrektor szpitala nie może przecież dopuścić do sytuacji, w której choć jeden dyżur nocny jest nieobsadzony. Mówię o tym ze względu na wiele medialnych komentarzy dotyczących nadużyć w postaci dyżurowania non stop przez kilka dni. Zakładam, że większość tych sytuacji wynikała nie ze spekulacyjnego podejścia lekarzy, tylko z konieczności obsadzenia dyżurów.
Ważne jest zatem, aby zbudować model koordynowanej opieki integrujący wiele podmiotów z przypisaniem jasno określonych ról, co zapewni komplementarność zakresu udzielanych świadczeń i ciągłość opieki nad pacjentem.
Z jednej strony dyżurowanie non stop, ale z drugiej – jak zgłasza wielu członków OIL w Warszawie – w Systemie Zarządzania Obiegiem Informacji (SZOI) lekarze często są wykazywani w poradni czy szpitalu, w którym już nie przyjmują, w godzinach, w których nie udzielają świadczeń, albo w zakresie dostępności nieodpowiadającym ich faktycznemu harmonogramowi pracy. Czy UM ma zamiar wziąć udział w wyjaśnieniu tego zjawiska?
Kiedy dowiedziałam się o jego skali podczas spotkania z reprezentantami OIL w Warszawie, byłam zaskoczona. Ja, kierując szpitalem, nie odważyłabym się wykazać dyspozycyjności lekarza, nie uzgadniając z nim tej kwestii. To dla mnie sytuacja absolutnie niedopuszczalna. Dlatego po spotkaniu poprosiłam dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej o wysłanie pism do wszystkich podmiotów leczniczych, które podlegają miastu stołecznemu Warszawie. Takie pisma zostały wystosowane z prośbą o weryfikację SZOI i ewentualnie aktualizację, jeśli jest to konieczne – tak aby potencjał kadrowy odpowiadał stanowi rzeczywistemu. Cieszę się, że lekarze są wyczuleni, samodzielnie weryfikują zapisy w SZOI i są czujni, bo nieprawidłowości w tym zakresie mogą mieć również dla nich negatywne konsekwencje.
Warszawski ratusz przeprowadził kontrole i audyty w miejskich szpitalach. Jakie nieprawidłowości wykryto?
Największy zakres nieprawidłowości został stwierdzony w Szpitalu Południowym – audyt wewnętrzny miasta stołecznego Warszawy zakończył się wydaniem 44 rekomendacji. W ślad za tym audytem prezydent Warszawy zlecił przeprowadzenie audytów w pozostałych miejskich szpitalach, które prowadzą SOR-y, czyli w szpitalach: Praskim, Bielańskim, Wolskim i Czerniakowskim. We wszystkich zostały stwierdzone uchybienia, ale raczej natury formalnej, i absolutnie nie miały one takiej wagi jak w Szpitalu Południowym. Pomimo że nie ma takiego obowiązku, w porozumieniu ze mną prezydent zdecydował, że wszystkie raporty z audytów zostaną opublikowane. Zrobiliśmy to dla transparentności naszych działań, aby nie budzić wątpliwości, że np. jakieś dane zostały zatajone.
Czy w związku z odkrytymi nieprawidłowościami UM ma jakieś pomysły, by takie sytuacje się nie powtarzały w przyszłości? Częstsze kontrole, nowe zasady…?
Myślę, że na sytuację w Szpitalu Południowym – bo to o tę placówkę w gruncie rzeczy głównie chodzi – mogły się złożyć różne okoliczności, w tym związane np. z przeniesieniem oddziałów szpitala na Solcu do Szpitala Południowego, przekształceniem go w szpital covidowy, próbą wykazania, że zasługuje on na największy kontrakt z NFZ. Szpital na Solcu, który przecież miał dużo mniejszą skalę, po przeniesieniu na większe powierzchnie nie był w stanie wolumenem kontraktu zapewnić pełnej dostępności do doświadczeń i rentownego utrzymania. Być może duża intensywność działań w zakresie pozyskania lekarzy i kontraktów, rozwijania nowych oddziałów sprawiły, że części administracyjnej, związanej np. z wprowadzaniem procedur regulujących obieg dokumentów, nie poświęcono odpowiednio dużo uwagi.
Pamiętajmy, że – jak wykazały audyty – inne szpitale, które przecież są w strukturach tego samego właściciela, funkcjonują poprawnie. To Szpital Południowy był odstępstwem. Dlatego jego historia nie powinna rzucać cienia na wszystkie szpitale i na całą ochronę zdrowia.
Nie powinna też rzucać cienia na lekarzy. O odbudowie zaufania do środowiska lekarskiego mówiła też pani podczas spotkania z przedstawicielami naszej izby. Czy zatem wiceprezydent Warszawy ma na to jakiś pomysł?
Wierzę, że mieszkańcy Warszawy mają zaufanie do lekarzy. Kryzys, podsycany dodatkowo medialnie, mógł nadszarpnąć to zaufanie, ale przecież absolutna większość środowiska lekarskiego to profesjonaliści, ludzie zaangażowani, kierujący się etyką zawodu. Ich codzienna praca i dobry kontakt z pacjentem są najlepszym sposobem na budowanie zaufania.
Oczywiście działalność urzędu również jest ważna i lekarze absolutnie nie powinni być pozostawieni sami sobie, bo głos rozgoryczenia z ich strony powinien dać do myślenia. Powinien też skłonić zarządzających i organizacje pacjenckie, by z równie dużą intensywnością mówić o tym, co dobre, co zasługuje na zaufanie.
Ze swojej strony na pewno chciałabym, aby miasto stołeczne Warszawa eksponowało wiedzę ekspercką i fantastyczne postawy lekarzy w codziennej pracy, a tych jest znakomita większość. Nie zapominajmy, że to bardzo trudny zawód. Trzeba mieć do niego predyspozycje psychiczne, poświęcić wiele lat na kształcenie, które nie kończy się wraz z końcem studiów, tylko trwa ustawicznie, o czym mówią zresztą przepisy. Ale powinniśmy również pamiętać, że lekarz to też człowiek, który ma rodzinę, który ma kłopoty i który być może ma gorszy dzień, był świadkiem zgonu pacjenta przed godziną. Uważam, że zmiana myślenia o tym, kim jest osoba wykonująca zawód medyczny, jest kluczowa i m.in. w tej kwestii również dostrzegam swoją rolę – w budowaniu tej świadomości.
To rzeczywiście ważne, bo przecież brak zaufania do lekarzy może powodować, że ludzie łatwiej ulegają dezinformacji medycznej, co m.in. podkreślała konferencja OIL „ZERO tolerancji dla dezinformacji w medycynie!”. Czy UM ma narzędzia, które mogą przeciwdziałać takiej dezinformacji, np. blokować antyszczepionkowe ruchy, edukować w kontekście weryfikacji informacji?
Dotyka pani bardzo ważnej kwestii, ponieważ ramy prawne, w których działa samorząd, mają pewne ograniczenia. Np. w kontekście zgromadzeń, które z jednej strony mogą być wykorzystywane do celów słusznych, wartościowych, ale równie dobrze do propagowania właśnie dezinformacji czy nienawiści. Natomiast z całą pewnością urząd i jednostki mu podległe mogą bardzo wiele zdziałać w sferze edukacji. Sądzę, że w kontekście dezinformacji może nie należy nastawiać się na walkę z nią, bo jest to walka nierówna, ale na propagowanie rzetelnych informacji. I tu miasto korzysta z takich narzędzi, jak programy profilaktyczne czy edukacja zdrowotna. Będziemy intensyfikować te działania. Jestem w ścisłym porozumieniu z panią minister i wiceminister edukacji. Jestem też po spotkaniu z minister rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandrą Gajewską. Uzgadniamy wspólne działania w zakresie badań przesiewowych, edukacji – w żłobkach, przedszkolach i szkołach.
Jestem zwolenniczką kooperacji i współpracy. Nie chciałabym, żeby działania miasta i moje osobiste były wyizolowane. Stąd też inicjatywa, by np. pogłębić współpracę z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym.
O takim modelu współpracy mówiła pani też podczas spotkania w izbie, podkreślając, że chce budować dialog ze środowiskiem lekarskim. Czy zatem samorząd lekarzy będzie miał realny wpływ na decyzje dotyczące organizacji miejskiej ochrony zdrowia, czy raczej będzie konsultantem dopiero po ich podjęciu?
Żywię nadzieję, że lekarze będą zainteresowani włączaniem się – chociażby w postaci ciała eksperckiego, doradczego – do naszych prac. Podczas spotkania w OIL wspomniałam np. o dużych potrzebach związanych z zaopiekowaniem się kryzysami, które mają miejsce wśród podopiecznych instytucji świadczących usługi pomocy społecznej. Jest powołana Warszawska Rada Zdrowia Psychicznego, ale chciałabym rozszerzyć ją o dodatkowych ekspertów, lekarzy i przedstawicieli innych służb. Chciałabym, abyśmy się wspólnie zastanowili, jak przeciwdziałać i radzić sobie w trybie interwencyjnym w sytuacji kryzysów psychicznych, np. prób samobójczych, zachowań agresywnych pod wpływem środków odurzających. Więc tak, jeżeli tylko będzie wola ze strony Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, aby włączać się jako ciało doradcze do różnych inicjatyw, bardzo docenię taką współpracę.