Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. Los Muertos Crew / pexels
Autor: Karolina Stępniewska
Polska ma znakomitych pediatrów, ale dysfunkcyjny system opieki zdrowotnej nad dzieckiem – mówi prof. dr hab. n. med. Janusz Szymborski, pediatra, zajmujący się także zdrowiem publicznym, polityką zdrowotną i społeczną, pedagogiką zdrowia, w latach 1996–2001 dyrektor Instytutu Matki i Dziecka. Rozmawiamy o skutkach reform systemu zdrowotnego i o tym, dlaczego troska o zdrowie najmłodszych jest inwestycją w przyszłość całego społeczeństwa.
Pisze pan w swojej najnowszej książce („Zdrowie dzieci i młodzieży w Polsce. Rodzime tradycje opieki i współczesne cele”, Oficyna Wydawnicza SGH), że zdrowie dzieci i młodzieży to nie tylko brak choroby lub urazu. Należy uwzględnić całokształt uwarunkowań społeczno-ekologicznych, kulturowych, prawnych i komercyjnych. Czy polski system jest gotowy na takie rozumienie zdrowia?
Nie. System opieki pediatrycznej praktycznie nie istnieje. Są znakomite kliniki, świetnie wyposażone oddziały oraz wybitni przedstawiciele nauki i pediatrii. Nie ma natomiast czegoś, co wypracowywaliśmy przez wiele lat – korczakowskiego całościowego systemu opieki. Przykładowo ordynator oddziału pediatrycznego czuł się odpowiedzialny zarówno za oddział neonatologiczny, jak i poradnie specjalistyczne oraz podstawową opiekę zdrowotną. Był to spójny system, który w latach 90. został w zasadzie zlikwidowany. Śp. minister zdrowia Franciszka Cegielska nie zdążyła w latach 1999–2000 przywrócić w pełni nadzoru merytoryczno- -organizacyjnego, a na początku tego wieku wprowadzono wypaczone mechanizmy rynkowe, z czego konsekwencjami borykamy się do dziś.
prof. dr hab. n. med. Janusz Szymborski / fot. archiwum prywatne
Z czym to się wiąże?
W zarządzaniu systemem zdrowotnym, w tym opieką nad matką i dzieckiem, zaczęły dominować postawy traktujące zdrowie jako prywatne dobro na sprzedaż, a nie dobro publiczne finansowane przez podatników. To rozerwanie pediatrii jako dyscypliny, która dba całościowo o dziecko, sprawiło, że od 25 lat nad polską pediatrią poszerza się smuga cienia, poza którą nie ma łatwych odpowiedzi ani oczywistych rozwiązań.
W pana książce silnie wybrzmiewa przekonanie, że zdrowie dzieci powinno stać się najważniejszym zadaniem państwa. Dlaczego?
Mówi się, że dzieci i młodzież są nadzieją na przyszłość. Pytam: jaką nadzieją? One są przyszłością! Skoro ich populacja maleje i będzie nadal maleć, powinny otrzymać szczególne wsparcie. Ich zdrowie i rozwój powinny zostać ustanowione najważniejszym zadaniem państwa, systemu zdrowotnego i wszystkich polityk publicznych.
Inwestowanie w zdrowie dzieci i młodzieży jest w rzeczywistości inwestowaniem w dobrostan całego społeczeństwa. To, co dzieje się w okresie dzieciństwa i dorastania, decyduje o zdrowiu w dorosłości, w starości, a także o zdrowiu kolejnych pokoleń.
Pisze pan też o systemowych priorytetach, a opiekę okołoporodową uznaje za priorytet zagrożony. Co budzi pana największy niepokój?
To, co się dzieje teraz, napawa mnie smutkiem. Chwieje się system trójstopniowej opieki nad matką i noworodkiem, wypracowany jeszcze w latach 80., który powstał dzięki znakomitej współpracy położników, neonatologów i pediatrów. W opiece okołoporodowej mieliśmy ogromne osiągnięcia, a dziś jesteśmy zupełnie oderwani od całościowej opieki nad matką i dzieckiem. Jakbyśmy zapomnieli o tym, co dzieje się przez dziewięć miesięcy ciąży, a także o tym, co powinno dziać się przez 24 miesiące po porodzie. Te pierwsze 1000 dni życia dziecka to fundament dobrostanu w późniejszych latach.
Zastanawiam się, czy osoby z establishmentu zdrowotnego, które przekonują rządzących, że należy zamykać terenowe oddziały położnicze, znają wcześniejsze doświadczenia. Jeżeli chce się konsolidować opiekę okołoporodową, trzeba najpierw wiedzieć, co działo się wcześniej i jakie były skutki tych działań. Decyzje organizacyjne w opiece zdrowotnej mają bardzo konkretne konsekwencje dla bezpieczeństwa matek i dzieci.
Zwolennicy zmian argumentują jednak, że są one konieczne z powodów ekonomicznych i kadrowych.
Nie można sprowadzać tej dyskusji wyłącznie do ekonomii i pomijać następstw społecznych. Jeżeli wycena świadczeń jest zbyt niska, to rzeczywiście pojawiają się problemy z finansowaniem oddziałów. Ale odpowiedzialności za to nie można przerzucać na kobiety, dzieci, rodziny czy szpitale powiatowe. Sposób finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia to symbol mechanizmów rynkowych.
Poza tym trzeba śledzić światową literaturę naukową. Są dobrze udokumentowane prace pokazujące wzrost umieralności i chorobowości kobiet rodzących poza rejonem zamieszkania. Nie wyobrażam sobie, aby osoby forsujące zmiany nie znały tych publikacji. To jest ich obowiązek.
Jak zatem powinien wyglądać kierunek zmian?
Jeżeli dostrzegamy zagrożenia, musimy jednocześnie szukać środków zaradczych. Nie można pozostawiać szpitali powiatowych samych sobie i tłumaczyć wszystkiego ekonomiczną koniecznością lub brakiem alternatywy. Potrzebujemy odbudowy skoordynowanej opieki nad matką i dzieckiem. Takiej, która obejmuje całość – od okresu prekoncepcyjnego, ciążę, przez poród, aż po dzieciństwo i młodość.
Zdrowie młodzieży i medycynę szkolną określa pan jako priorytet marginalizowany. Dlaczego?
Medycyna szkolna została zdeinstytucjonalizowana 25 lat temu i do dziś odczuwamy skutki tej decyzji. Przestała istnieć skoordynowana opieka nad uczniami. Nie jestem osobą, która bezkrytycznie ocenia dawny model medycyny szkolnej, ale był to system oparty na logicznym połączeniu promocji zdrowia, monitorowania rozwoju, zapobiegania chorobom i urazom, opieki nad uczniami zakwalifikowanymi do grup dyspanseryjnych oraz rehabilitacji dzieci i młodzieży. To wszystko zostało sprowadzone do obecności pielęgniarki i do ustanowienia gabinetu promocji zdrowia i profilaktyki.
Chcę wyraźnie powiedzieć, że w systemach zdrowotnych zdominowanych przez mechanizmy rynkowe nie dostrzega się potrzeb młodego pokolenia. Skupiamy się wyłącznie na problemach medycznych, pomijamy kontekst społeczno- ekologiczny, deklarujemy otwartość na profilaktykę i promocję zdrowia, ale niewiele robimy w tym zakresie. Patrzymy na młodzież w sposób uproszczony – albo jak na populację zdrową, albo patologiczną, która korzysta z komputerów i telefonów komórkowych w niecnych celach. To fałszywe podejście.
Ale część młodych ludzi wymaga szczególnego wsparcia.
Oczywiście. Ok. jednej czwartej młodzieży ma rozpoznane choroby przewlekłe. Coraz większym wyzwaniem są problemy zdrowia psychicznego. Te dzieci i młodzi ludzie muszą otrzymać odpowiednią pomoc. Ale jeżeli skupimy się wyłącznie na chorobach i patologiach, nie zauważymy potrzeb pozostałych. Wśród nich są przecież dzieci, które dziś wydają się zdrowe, a jutro mogą zmagać się z problemami. System powinien obejmować wszystkie dzieci, wówczas szczególną troską otoczy te, które już potrzebują pomocy medycznej.
Co zatem powinno się zmienić?
Musimy mówić prawdę o zdrowiu dzieci i młodzieży. Powinniśmy docenić to, co w polskiej pediatrii stoi na najwyższym europejskim poziomie, czyli leczenie kliniczne. Jednocześnie musimy pamiętać, że dziecko po zakończonym leczeniu wraca do swojego środowiska i nadal potrzebuje wsparcia. Dlatego potrzebny jest system opieki oraz krajowy program na rzecz zdrowia i rozwoju dzieci i młodzieży. To powinno być celem państwa. Potrzebujemy realnych działań, a nie kolejnych deklaracji. Ciągle podejmujemy nowe pseudoreformy i nie analizujemy, dlaczego poprzednie nie odniosły sukcesu.
Mój wzór osobowy pediatry, Janusz Korczak, ustami dziecka wyraził żal za udawaną troskę o jego osobę – ono nie chce, aby je zbyć w przelocie. Kim jest dla nas – dla państwa, ministrów, społeczeństwa, środowiska medycznego, izb lekarskich – dziecko? Tożsamość dziecka jest niezwykle ważna i dopóki nie odpowiemy na to pytanie, trudno będzie stworzyć dobry system opieki.
Zmiany w systemie są zatem absolutnie niezbędne?
Tak, są konieczne, ponieważ za dzisiejsze zaniechania w opiece nad młodym pokoleniem przyjdzie nam zapłacić w przyszłości prawdopodobnie cenę znacznie wyższą, niż się możemy spodziewać. Sprawa dotyczy przyszłości naszego kraju i nie można już dłużej czekać. Bierność nie jest opcją. Uważam, że pediatrzy, we współpracy z innymi specjalistami od zdrowia dzieci, mogą naprawić ten system. Życie pokazuje, że pediatra jest niezastępowalny w sprawowaniu całościowej, skoordynowanej opieki nad szeroko rozumianym zdrowiem dzieci i młodzieży. Należy odwołać się do rodzimej tradycji opieki i do najlepszych wzorców międzynarodowych. Poczuwamy się do obowiązku wezwania decydentów i establishmentu zdrowotnego do efektywnego działania dla dobra młodego pokolenia. Niechaj tu wzorem osobowym polityka zdrowotnego, społecznika oraz samorządowca wrażliwego i rozumiejącego prawa i potrzeby dzieci będzie śp. Franciszka Cegielska.