Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. A. Sokalska
Autor: Aleksandra Sokalska
Bezdomność kojarzy się z brakiem: domu, pieniędzy, jedzenia… Niewiele jednak mówi się o niej w kategorii zdrowia. A przecież bezdomni, jak wszyscy, chorują i potrzebują leczenia. W Warszawie mogą na nie liczyć w nowo otwartej przychodni Stowarzyszenia „Jesteśmy Nadzieją”. O placówce rozmawiam z Anną Podrażką-Szczepaniak, lekarką i prezeską stowarzyszenia, Agnieszką Fill, pielęgniarką, wiceprezeską i jednocześnie kierowniczką przychodni, oraz Aldoną Machnowską-Górą, zastępczynią prezydenta m.st. Warszawy.
Budynek przy ul. Stawki 27, w którym znajduje się przychodnia, przeszedł generalny remont. Wcześniej mieściło się w nim schronisko dla kobiet i samotnych matek z dziećmi prowadzone przez Fundację „Domy Wspólnoty Chleb Życia”, na której czele stoi siostra Małgorzata Chmielewska, znana polska społeczniczka. – Kiedy fundacja dostała działkę od Warszawy, na której miało powstać nowe schronisko, zaczęliśmy intensywnie myśleć o tym, by budynek przy Stawki wyremontować i przeznaczyć na podobną działalność – mówi Aldona Machnowska-Góra. – Siostra Chmielewska także wyraziła taką prośbę, by w miarę możliwości budynek służył podobnym celom, czyli by przeniosła się tutaj poradnia dla bezdomnych – wyjaśnia Anna Podrażka-Szczepaniak. – To jedna z tych sytuacji, w których wszyscy są zgodni co do celu i przeznaczenia – podsumowuje zastępczyni prezydenta m.st. Warszawy.
Do tego czasu przychodnia dla bezdomnych prowadzona od ponad 30 lat przez Stowarzyszenie „Lekarze Nadziei” (z którego narodziło się Stowarzyszenie „Jesteśmy Nadzieją”) mieściła się przy Wolskiej 172. – To były stare baraki, oczywiście przystosowane do funkcjonowania punktu medycznego, ale naprawdę stare. Podarowane 30 lat temu przez budowniczych pierwszej linii metra, w tej chwili mają już 50 lat – wspomina Agnieszka Fill i dodaje: – 100 metrów kwadratowych, trzy małe gabinety. W lato było gorąco, w zimę – zimno. Bardzo trudne warunki. Jednak kiedy przychodził do nas sanepid, zawsze był bardzo pozytywnie zaskoczony, że w tak trudnych warunkach można tak dobrze prowadzić podmiot medyczny.
Jak się można domyślić, wiadomość, że z takiego miejsca przychodnia przeniesie się do wyremontowanego przez stolicę budynku i zajmie całe pierwsze piętro, wzbudziła ogromną radość. Stowarzyszenie podpisało z miastem umowę użyczenia 16 stycznia br.
Od stycznia przy ul. Stawki 27 zaczęła też działać świetlica finansowana przez jednostkę miejską Warszawskie Centrum Integracji „Integracyjna Warszawa”. Na remont miasto przeznaczyło ok. 3,5 mln zł. – Trzeba pamiętać, że remont nie dotyczył tylko budynku, ale też jego otoczenia. Poza tym Warszawskie Centrum Integracji finansuje w tym miejscu działania dla osób w kryzysie bezdomności – wyjaśnia Aldona Machnowska-Góra. W budynku są zapewnione ciepłe napoje, jest możliwość ogrzania się zimą i ochłodzenia w upalne dni, bezdomni mogą skorzystać z podręcznej biblioteczki lub wziąć udział w różnych formach arteterapii. Można tu także wyprać lub wymienić odzież i skorzystać z sanitariatów. Wieść o nowym miejscu szybko rozeszła się wśród osób w kryzysie bezdomności (informacje o nim są dystrybuowane m.in. przez streetworkerów, w schroniskach, noclegowniach, a także poprzez straż miejską). To sprawiło, że już w pierwszym tygodniu skorzystało z niego aż 156 osób w kryzysie bezdomności (w Warszawie jest ich 2104).
Dla stowarzyszenia odnowiony budynek był dopiero pierwszym krokiem. Drugim, niemniej ważnym, było medyczne wyposażenie. – Musieliśmy jak najszybciej poszukać sponsorów, by móc przyjmować pacjentów – tłumaczy prezeska. I wówczas z ogromną pomocą ruszyła Fundacja Medicover, która znajdowała darczyńców i sama kupowała wyposażenie. Fotel ginekologiczny przekazało Centrum Medyczne Żelazna, poza tym do przychodni trafiły sprzęty do pomiaru ciśnienia, EKG, spirometrii, które zostały podarowane przez Fundację WOŚP już wiele lat temu. W ten sposób w ciągu zaledwie kilku miesięcy udało się wyposażyć sześć gabinetów lekarskich: zabiegowy, internistyczny, okulistyczny, stomatologiczny, laryngologiczny oraz ginekologiczny. W przychodni bezdomni pacjenci mogą wykonać m.in. USG narządów wewnętrznych, USG Doppler, echo serca, EKG, raz w tygodniu wykonywane są także badania diagnostyczne dzięki wolontariackiej umowie z Laboratorium Medycznym Synevo.
fot. A. Sokalska
Ważne jest również to, że dzięki dostępnym sanitariatom pacjenci przed wizytą lekarską mogą wziąć prysznic – to dla nich (a także dla lekarzy!) ogromny komfort. Oficjalne otwarcie przychodni odbyło się 12 maja, a przyjęcia pierwszych pacjentów rozpoczęły się tydzień później. – Nasza nowa przychodnia jest naprawdę wyjątkowa. Śmiejemy się, że przez 30 lat przyjmowania bezdomnych przy Wolskiej nie było u nas tylu delegacji co w ciągu pierwszego tygodnia działalności w nowych murach. Odwiedziły nas już dwie delegacje europejskie – mówi prezeska i dodaje, że zagraniczni goście są zadziwieni skalą i jakością wolontariatu oraz faktem, że można tak świetnie zorganizować wolontariacką pomoc dla ludzi w kryzysie bezdomności.
W przychodni pracują lekarze wolontariusze. Obecnie to 28 lekarzy różnych specjalizacji. Są interniści, chirurdzy, ortopeda, stomatolodzy, reumatolog, endokrynolog, diabetolog, kardiolog, psychiatra i psycholodzy, neurolog, dermatolog, otolaryngolog oraz położna. Wszyscy pracują za darmo, świadcząc pomoc lekarską dla bezdomnych. – To ewenement – podkreśla prezeska. – Na świecie oczywiście są lekarze, którzy pracują wolontariacko, ale zwykle nie są skupieni w jednym zorganizowanym miejscu, takim jak nasza przychodnia.
Lekarzy przyjmujących w placówce jest sporo, ale potrzeba jeszcze więcej, bo każdy pomaga tyle, ile swojego wolnego czasu jest w stanie poświęcić. Przychodnia z otwartymi rękami czeka jeszcze m.in. na pulmonologa, okulistę i przede wszystkim na ginekologa. – Co prawda w naszej bazie jest tylko ok. 20 proc. kobiet, ale one mają niezwykle trudną sytuację. Dla nich każda menstruacja to skrajnie ciężkie doświadczenie – ograniczony dostęp do toalety i środków higienicznych może powodować różne komplikacje – tłumaczy Agnieszka Fill.
fot. A. Sokalska
Nie ma co ukrywać – lekarska praca wolontariacka nie jest dla każdego. Anna Podrażka-Szczepaniak tłumaczy, że lekarze decydujący się na przyjmowanie bezdomnych muszą charakteryzować się konkretnymi cechami osobowości, muszą chcieć pomagać innym i mieć specyficzną empatię. – Trzeba pamiętać, że osoby w kryzysie bezdomności są trudnymi pacjentami, często uzależnionymi od alkoholu czy narkotyków – wyjaśnia Agnieszka Fill. – To pacjenci, którzy niekoniecznie będą wypełniać nasze zalecenia, np. odstawią alkohol – dopowiada prezeska i podkreśla: – Musimy mieć ogromne pokłady cierpliwości i nie oceniać. Bo nigdy nie wiemy, jaka historia kryje się za danym pacjentem i co spowodowało, że znalazł się w tak trudnej sytuacji.
Jako przykład Anna Podrażka-Szczepaniak wspomina początki swojego wolontariatu, kiedy udzielała pomocy wielu młodym bezdomnym. – To byli dwudziestoparolatkowie, właściwie jeszcze dzieciaki po domach dziecka, które już na starcie miały gorzej niż inni rówieśnicy. Przyczyn bezdomności jest naprawdę wiele, to nie tylko różne uzależnienia, ale też konflikty rodzinne, przemoc domowa, a także, o czym mało się mówi, choroby psychiczne. – Warto zwrócić uwagę, że wśród bezdomnych pojawiają się obcokrajowcy. A w związku z brakiem ochrony zdrowotnej dla Ukraińców musimy być przygotowani na to, że mogą się oni zacząć pojawiać jeszcze częściej – prognozuje zastępczyni prezydenta.
Brak oceniania musi się łączyć z jeszcze jedną ważną cechą – unikaniem uogólniania. Opinia, że bezdomni zawsze są brudni, nieładnie pachnący i uzależnieni od różnych używek, to krzywdzący stereotyp, któremu nie można ulegać. Wśród nich są ludzie dbający o higienę, inteligentni, kulturalni, kiedyś zajmujący wysokie stanowiska i prowadzący duże biznesy.
Anna Podrażka-Szczepaniak 10 lat temu zadecydowała, że chce jakąś część swojej pracy zawodowej poświęcić na wolontariat. Na początku myślała o hospicjum, ale… Był marzec 2016 r. Lekarka zajrzała do komputera i natrafiła na artykuł w „Gazecie Wyborczej” „Odeszła ratowniczka życia” o dr Marii Zoll-Czarneckiej, która była wolontariuszką w przychodni lekarskiej dla osób bezdomnych przy Wolskiej. To ona założyła ponad 30 lat temu przychodnię. – Ja nie wierzę w przypadki – mówi lekarka – i myślę, że doktor przyciągnęła mnie do komputera z zaświatów.
10 czerwca 2016 r. Anna Podrażka-Szczepaniak przywiozła do przychodni próbki leków i już została. – Na początku to była ogromna dawka dopaminy i serotoniny, byłam naładowana pozytywną energią – wspomina i dodaje: – Tak jest do dziś. Wdzięczność bezdomnych pacjentów za to, że jest ktoś, kto im bezinteresownie pomaga, leczy ich, jest bezcenna. To daje ogromną satysfakcję i napędza do dalszego działania.
Przychodnia działa od poniedziałku do piątku w godz. 9–15.
Aktualnie poszukuje lekarzy wolontariuszy:
Jeśli chcesz włączyć się w działania przychodni, zapraszamy do kontaktu w godz. 9–15 pod nr. tel.: