Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

powrót starych chorób

fot. domena publiczna

Medycyna 29.09.2026 r.

Epidemia nostalgii

Autor: Paweł Walewski

Współczesna moda na vintage nie kończy się na kolekcjonowaniu winyli. Z równym entuzjazmem postanowiliśmy przywrócić dawno zapomniane patogeny, witajcie więc w świecie chorób retro.

Jeszcze niedawno można było odnieść wrażenie, że historia medycyny jest jak historia średniowiecznych tortur: warto ją znać, ale raczej po to, żeby docenić, jak daleko odeszliśmy od miazmatów i leczenia pijawkami. Gruźlica, odra, krztusiec, błonica, polio – choroby z rozdziałów, które studenci zaliczali przed wejściem w nowoczesny świat antybiotyków, szczepień i terapii biologicznych.

Tymczasem przeszłość wróciła do gabinetów, oddziałów zakaźnych i przedszkoli. W sierpniu tego roku w jednym z nich na warszawskiej Białołęce pojawiły się prątki. Zachorowała pracownica placówki, u jednego dziecka rozpoznano gruźlicę nieprątkującą, a u trojga kolejnych maluchów wykryto utajone zakażenie prątkiem gruźlicy. Sanepid objął nadzorem osoby z kontaktu, a placówka została zamknięta do końca wakacji.

Nie jest to jednak opowieść o jednej warszawskiej wpadce. Ani nawet o Polsce. To raczej mały, bardzo współczesny rozdział większej historii: choroby, które medycyna przez dziesięciolecia spychała na margines, korzystając z dobrodziejstw szczepień, antybiotyków, poprawy warunków życia i sprawniejszego nadzoru sanitarnego, zaczynają przypominać o swoim istnieniu. Można powiedzieć: retro wraca. Tyle że w medycynie moda na vintage może mieć wyjątkowo kiepskie konsekwencje.

Przypadek z Białołęki jest szczególnie symboliczny, ponieważ gruźlica jest chorobą, o której lekarze w Europie mogliby przez pewien czas myśleć jak o dawno zakończonej wojnie. W Polsce również przyzwyczailiśmy się do jej stopniowego odwrotu. Ale Mycobacterium tuberculosis nie jest zainteresowane poczuciem historycznego triumfu. W marcu 2026 r. WHO i ECDC podały, że w 2024 r. w regionie europejskim odnotowano ponad 161 tys. nowych i nawrotowych przypadków gruźlicy. Szacunki wskazują jednak na ok. 204 tys. osób, które zachorowały, co oznacza, że mniej więcej co piąty przypadek pozostaje niewykryty lub niezgłoszony. W samej Unii Europejskiej takich przypadków było 38 tys. Co szczególnie niepokojące, problemem pozostaje gruźlica lekooporna: 23 proc. zachorowań stanowiły zakażenia oporne na wiele leków.

Przedszkole z Białołęki jest tu ciekawym przypadkiem nie dlatego, że gruźlica nagle stała się w Warszawie chorobą masową – nic takiego nie wynika z dostępnych danych. Przeciwnie: szybkie wykrycie, dochodzenie epidemiologiczne, identyfikacja źródła zakażenia i objęcie kontaktów nadzorem pokazują, jak powinien działać współczesny system zdrowia publicznego. Ale wskazują również na coś innego: nawet w mieście, w którym bardziej spodziewamy się sezonowego wirusa niż klasycznego prątka, lekarz musi pamiętać, że wymarłe zakażenia nadal należą do bieżącego repertuaru. To właśnie jest istota chorób retro – wracają nie dlatego, że świat cofa się do przeszłości. Wracają, ponieważ warunki, które pozwoliły nam o nich zapomnieć, nigdy nie stały się prawami natury.

Jeszcze bardziej spektakularny jest przykład odry, krztuśca, błonicy. Medycyna zrobiła coś bardzo skutecznego, wymyślając szczepionki, a potem częściowo przegrała z własnym sukcesem. Choroby, których nazwy brzmią niemal jak terminy z atlasu patologii z XIX w., ponownie pojawiają się w Europie, pokazując, że odporność na nie wcale nie jest dożywotnim abonamentem.

Polio wydaje się przypadkiem jeszcze bardziej przewrotnym. Europa pozostaje wolna od endemicznej transmisji tego dzikiego wirusa od 2002 r.
(to jeden z największych sukcesów zdrowia publicznego naszego kontynentu!), a jednak w latach 2024–2025 wykrywano w ściekach w kilku krajach Unii – w tym w Polsce – krążące zarazki pochodzenia szczepionkowego typu 2. ECDC oceniło ryzyko dla ogólnej populacji jako niskie, ale jednocześnie przypomniało rzecz fundamentalną: przy niewystarczającym poziomie zaszczepienia wirus może się ponownie rozprzestrzeniać. System ostrzegawczy działa właśnie po to, żeby lekarz nigdy nie musiał powiedzieć: Nie spodziewaliśmy się.

Warto przy tym uważać na zbyt wygodną opowieść, według której powrót dawnych chorób jest wyłącznie skutkiem ruchów antyszczepionkowych. To byłoby prawdziwe tylko częściowo. Oczywiście współcześni pacjenci potrafią z aptekarską dokładnością analizować skład chemiczny ekologicznego jarmużu, by po chwili, z pełnym przekonaniem, uznać, że odra to po prostu „naturalny trening dla układu immunologicznego dziecka” – i w ten sposób, dzięki rosnącej nieufności do nauki, cofnęliśmy się w profilaktyce o dobre stulecie. Ale pandemia COVID-19 zaburzyła rutynowe programy szczepień, zmieniła mobilność populacji, ograniczyła kontakty społeczne i przesunęła diagnostykę wielu chorób. Po powrocie do normalności patogeny zaczęły odzyskiwać to, co straciły przez trzy lata. Do tego dochodzą wojny, migracje, nierówności społeczne, bezdomność, przeludnienie, starzenie populacji, problemy z dostępem do opieki zdrowotnej i rosnąca mobilność międzynarodowa. Przenoszenie zarazków nie bierze się wyłącznie z brudnych rąk – to kwestia sieci społecznych, nierówności, dostępu do szczepień i warunków życia.

Podobnie wygląda sytuacja z kiłą. W 2024 r. w 29 krajach UE/EOG zgłoszono 45 577 potwierdzonych przypadków. Wskaźnik zgłoszeń był ponaddwukrotnie wyższy niż w 2015 r. i osiągnął najwyższy poziom w ostatniej dekadzie. Co więcej, wzrost od 2021 r. obserwowany jest w różnych grupach dorosłych, także poza populacjami tradycyjnie uznawanymi za najbardziej narażone. Choroba, której nazwę lekarze kojarzą z podręcznikami dawnej wenerologii, doskonale odnalazła się w naszych czasach, a ponieważ medycyna nie zna jeszcze szczepionki przeciwko kile, nie wystarczy tu wyłącznie apel o aktualizację kalendarza szczepień.

Do czego ten powrót chorób może nas doprowadzić? W sensie epidemiologicznym należałoby zachować ostrożność. Najłatwiej powiedzieć: ludzie zapomnieli. Ale to zbyt proste. Pierwszym problemem jest odporność populacyjna. Szczepienia nie działają jak magiczna peleryna zakładana pojedynczemu pacjentowi (ich siła polega także na tym, że ograniczają możliwość krążenia patogenu). Drugim jest starzenie się odporności. Krztusiec lub tężec doskonale pokazują, że fakt zaszczepienia w dzieciństwie nie oznacza dożywotniego bezpieczeństwa. Trzecim problemem jest diagnostyka. Choroby, których lekarz nie spodziewa się zobaczyć, są chorobami, których łatwiej nie rozpoznać.

To stara zasada medycyny: jeśli czegoś nie bierzesz pod uwagę, możesz mieć przed sobą klasyczny obraz kliniczny i nadal go nie dostrzec. Pacjent kaszle sześć tygodni? Refluks. Astma. Krztusiec? Oczywiście, ale przecież u nas już tego nie ma. Dziecko ma wysypkę? Wirus. Świąd w nocy? Atopia. Wesz? To pewnie tylko niezbyt higieniczna rodzina. Najbardziej niebezpieczna nie jest niewiedza. Lecz przekonanie, że pewnych rzeczy już po prostu nie trzeba wiedzieć.

Na studiach przedmiot „historia medycyny” mógł się czasami wydawać czymś w rodzaju akademickiego muzeum. Uczono nas tego wszystkiego z poczuciem, że jest to wiedza szlachetna, ale zasadniczo archiwalna: epidemie, które przetaczały się przez miasta, sanatoria pełne pacjentów z gruźlicą, opisy dzieci umierających na błonicę, polio pozostawiające trwałe porażenia. Dzisiaj historia medycyny zaczyna mieć irytująco praktyczny charakter. Można powiedzieć, że dawne podręczniki zostały awansowane do roli podręczników dyżurnych. Stały się ćwiczeniem z diagnostycznej pokory.

Warto też uważać na jeszcze jedną pułapkę – powrót dawnych chorób nie oznacza, że medycyna cofa się technologicznie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dobrych narzędzi do ich wykrywania. Mamy PCR, sekwencjonowanie, testy immunologiczne, diagnostykę molekularną, epidemiologię genomową, analizę ścieków i cyfrowy nadzór nad ogniskami. To dzięki tym narzędziom możemy zobaczyć patogen, zanim pojawi się tłum pacjentów. I co? Zostaliśmy wyposażeni w oszałamiającą technologię z XXI w. po to, by ostatecznie toczyć boje z patogenami z ubiegłych stuleci.

Paweł Walewski

Autor: Paweł Walewski

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.