X Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne 19-21 czerwca

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

Kręta droga do  nieśmiertelności

fot. licencja OIL w Warszawie

Medycyna 30.04.2026 r.

Kręta droga do nieśmiertelności

Autor: Paweł Walewski

Kto chce być zdrowy, szuka drogi na skróty. Najlepsza byłaby pigułka, bo na budowanie codziennych nawyków brakuje nam czasu i cierpliwości.

Gdyby o stylu życia Polaków wnioskować wyłącznie na podstawie widoków z warszawskiego Wilanowa albo nadwiślańskich bulwarów w pogodny poranek, można by uznać, że jesteśmy narodem w permanentnym przygotowaniu do triatlonu. Biegacze i rowerzyści stali się tak naturalnym elementem krajobrazu, jak kolejki po pączki w tłusty czwartek. Ale pod tą lśniącą warstwą lycry i koktajli z odżywek z jarmużem kryje się skomplikowana materia pełna sprzeczności, którą roboczo można nazwać „zdrowiem fasadowym”.

Nie inaczej jest w wielu gabinetach lekarskich, gdzie pacjent, zwykle po czterdziestce, siada z lekkim uśmiechem samozadowolenia: Panie doktorze, ja dbam o siebie. Chodzę na siłownię trzy razy w tygodniu, jem dużo białka i prawie nie piję. Lekarz kiwa głową, zerka w wyniki badań i dostrzega to,
co widzi co trzeci lekarz rodzinny w Polsce: nadciśnienie, insulinooporność, wątrobę przypominającą foie gras. A to nie jest historia jednostkowa. To polski portret zbiorowy – pełen dobrych intencji, selektywnej pamięci i głębokiego przekonania, że coś robię dla zdrowia.

Blisko połowa z nas deklaruje regularną aktywność fizyczną. Brzmi to dumnie, niemal jakbyśmy byli nową Skandynawią. Jednak diabeł – jak to ma w zwyczaju – tkwi w szczegółach technicznych. Nasza aktywność jest często zrywem, aktem ekspiacji za weekend spędzony w objęciach kanapy i cateringu pudełkowego. Jesteśmy społeczeństwem, które potrafi wydać równowartość średniej krajowej na rower szosowy, by następnie jeździć nim wyłącznie do pracy (po zatrutych od spalin ulicach). To zjawisko optymalizacji wizerunkowej. Sport przestał być u nas metodą na zachowanie homeostazy, a stał się walutą społeczną. Na siłowniach widzimy ludzi, którzy z pietyzmem budują masę mięśniową, zapominając, że serce bardziej domaga się lepszej wydolności niż tylko grubego bicepsa.

Bo w ostatnich latach zdrowie stało się modą. W księgarniach piętrzą się poradniki dietetyczne, media społecznościowe produkują tysiące zdjęć fit śniadań, a branża suplementów rozwija się szybciej niż większość sektorów gospodarki. Problem polega na tym, że zdrowy styl życia – przynajmniej w polskiej wersji – to często w praktyce projekt estetyczny, a nie zdrowotny. Polak chętnie pójdzie na siłownię, ale niekoniecznie położy się spać o rozsądnej godzinie. Zje odżywkę białkową, lecz zapomni o warzywach. Zainstaluje aplikację do liczenia kroków, po czym spędzi wieczór w pozycji półleżącej, oglądając serial.

Krótko mówiąc: zdrowie traktujemy często jak weekendowy projekt, nie jak codzienny nawyk. To trochę tak, jakbyśmy znali zasady gry w szachy, ale rozgrywali ją wyłącznie w wyobraźni.

Badania dotyczące stylu życia pokazują zresztą ciekawą sprzeczność. Polacy mają stosunkowo dużą wiedzę na ten temat – kojarzą go z dietą, aktywnością fizyczną i rezygnacją z używek. Jednocześnie 60 proc. badanych nie próbowało wprowadzić w swoim życiu żadnych zmian, które miałyby poprawić zdrowie. 

W praktyce wygląda to np. tak: 29 proc. dorosłych poświęca na sport co najmniej dwie godziny tygodniowo, a odsetek tych, którzy nie uprawiają żadnego sportu, spadł do najniższego poziomu od 2020 r. (46 proc.). Mężczyźni z shakerem w ręku stali się nowym folklorem miejskim. Problem w tym, że aktywność fizyczna to nie tylko przysiady i wyciskanie. To cały ekosystem.

Według danych GUS i raportów WHO tylko ok. 29–38 proc. osób spełnia minimalne rekomendacje dotyczące aktywności umiarkowanej (150 min tygodniowo). Reszta albo trenuje raz w tygodniu z wyrzutami sumienia, albo w ogóle nie rusza się poza dojściem do samochodu. Spacer – najtańsza i najskuteczniejsza forma ruchu – jest traktowany jak strata czasu. Nie mam czasu na spacery, idę na crossfit – słyszy lekarz. A potem pacjent się dziwi, że mimo treningu boli go kręgosłup i nie schodzi tkanka tłuszczowa z brzucha. Bo zapomniał, że mięśnie wyrabia się na siłowni, ale zdrowie buduje się w ruchu codziennym i w regeneracji.

Dieta? Tu mamy prawdziwy festiwal poznawczego dysonansu. Z jednej strony kuchnia tradycyjna: tłusta, sycąca i emocjonalnie bezpieczna. Kotlet schabowy z ziemniakami to wciąż jedno z najbardziej stabilnych ogniw kultury narodowej. Z drugiej strony zapanowała moda na dietę instagramową: jagody goji, tofu marynowane w sosie sojowym. Ta wersja zdrowia jest nowoczesna, kolorowa i fotogeniczna, ale jednocześnie – wybiórcza. Wykluczamy gluten, laktozę (bo influencerka tak radziła) i cukier do kawy, by pięć minut później zagryźć to wszystko przetworzoną wędliną, w której zawartość mięsa jest kwestią sporną dla biologów molekularnych. To klasyczny mechanizm psychologiczny: kupujemy odpust w postaci drogiego suplementu, by móc bezkarnie grzeszyć przeciwko podstawom fizjologii.

Problem polega na tym, że większość społeczeństwa funkcjonuje gdzieś pomiędzy tymi dwoma modelami. Powstaje wówczas dieta hybrydowa: parówka z „fit bułką”, pizza z rukolą, hamburger z colą zero. Efekt metaboliczny bywa równie chaotyczny jak kompozycja talerza. To kultura fragmentarycznego zdrowia: populacja, która wygląda lepiej na Facebooku, niż czuje się w rzeczywistości.

Współczesna narracja zdrowotna ma jeszcze jeden problem: przerzuca niemal całą odpowiedzialność na jednostkę. To jednostka ma ćwiczyć, zdrowo jeść, spać osiem godzin i nie stresować się – i to w kraju, w którym równowaga między pracą a życiem prywatnym należy do najgorszych w Unii Europejskiej.

W praktyce zdrowy styl życia bywa przywilejem – wymaga czasu, stabilności finansowej i przewidywalnego rytmu dnia. Dlatego rozmowa o nawykach zdrowotnych nie może ograniczać się do moralizatorskiego pytania: Dlaczego ludzie nie dbają o zdrowie? Często odpowiedź brzmi po prostu: Bo życie jest trudniejsze niż poradnik.

Problem polega na tym, że przez dekady medycyna komunikowała się z pacjentem z pozycji katedry. Proszę schudnąć, proszę nie palić. To działa tak samo dobrze, jak mówienie nastolatkowi, żeby posprzątał pokój. Pacjent wychodzi z gabinetu, czując ciężar winy, który najskuteczniej zagłusza się kolejną porcją stresu.

Jako naród jesteśmy w fazie „nastolatka zdrowego stylu życia”. Mamy już sprzęt, znamy terminologię, ale brakuje nam dojrzałości, by zrozumieć, że zdrowie to nie jest projekt do „dowiezienia” na koniec kwartału. To nudna, codzienna rzemieślnicza praca, która rzadko nadaje się na efektownego TikToka.

Czy zatem Polacy żyją zdrowo? Odpowiedź brzmi: Polacy bardzo chcą żyć zdrowo, ale wciąż mylą dekorację z konstrukcją. Mamy świetne fundamenty – coraz większą świadomość i dostęp do wiedzy. Brakuje nam jednak połączenia kropek. Lekarz w tym systemie nie może być tylko mechanikiem naprawiającym usterki. Musi stać się kimś w rodzaju kuratora stylu życia, który potrafi sarkastycznie, ale z empatią, wypunktować fasadowość nawyków swojego pacjenta, jednocześnie wskazując mu drogę do autentyczności. Nie wystarczy wręczyć ulotki. Zdrowe nawyki biorą się nie tylko z samej wiedzy – również ze wsparcia i z poczucia ich sensu. Lekarz może być tym, kto pomoże zbudować spójny, a nie fragmentaryczny obraz. Nie ma co się oszukiwać, że stanie się coachem lifestyle’owym, bo to nie ta profesja i brak czasu w gabinecie na dłuższe pogawędki – ale nadaje się do tego, by pomóc pacjentom przestać oszukiwać samych siebie.

Warto tu przypomnieć, że medycyna jest sztuką cierpliwości. Zdrowie nie powstaje w wyniku spektakularnych zrywów. Powstaje z rzeczy nudnych: spacerów, snu, warzyw, regularności. Innymi słowy: z wytrwałej codzienności. I być może właśnie w tym kryje się najważniejsze zadanie dla zdrowia publicznego: nie w przekonywaniu ludzi do heroicznych zmian, lecz w pomaganiu im w drobnych, powtarzalnych decyzjach. Bo zdrowie – wbrew temu, co sugerują reklamy suplementów – rzadko jest wydarzeniem. Najczęściej jest po prostu dobrym nawykiem. 

Paweł Walewski

Autor: Paweł Walewski

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.