Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

Pierwsza pomoc psychologiczna

fot. Priscilla Du Preez / Unsplash

Medycyna 29.09.2026 r.

Pierwsza pomoc psychologiczna

Autor: Magdalena Flaga–Łuczkiewicz

„Bądź silny, nie okazuj słabości. Pokonuj wszelkie trudności, wytrzymuj złe traktowanie, bierz każdą krytykę do siebie. Radź sobie sam, odreagowuj w samotności, bo okazywanie emocji jest nieprofesjonalne. Nie oczekuj wsparcia. Nigdy nie proś o pomoc".

Takie przekazy, wypowiadane wprost albo jako komunikaty domniemane, sugerowane, okazywane niewerbalnie, zachowaniem, dostawały osoby, które dziś są w poetycko zwanych „kwiecie wieku” i „jesieni życia”. Podobne w wydźwięku słowa wybrzmiewały do niedawna (albo niestety dalej wybrzmiewają) w wielu miejscach. Co najgorsze, przekonania, nakazy i zakazy ulegają tzw. (tu eleganckie psychologiczne słowa) uwewnętrznianiu, czyli internalizacji, co znaczy ni mniej, ni więcej, tylko przejście od słuchania do mówienia ich samemu sobie, powtarzania wciąż i wciąż, przy różnych okazjach i bez okazji też. 

„Nie zgadzaj się na złe traktowanie, nie akceptuj krytyki (bo to hejt). Chroń swój work-life balans, szybko odchodź z pracy, w której jest ci źle. Okazuj emocje, masz do tego pełne prawo. Oczekuj od innych wsparcia, należy ci się jako najmłodszej osobie w zespole. W razie jakichkolwiek trudności jak najszybciej szukaj pomocy, najlepiej profesjonalnej".

Tak może wyglądać „mowa wewnętrzna” osoby z najmłodszego pokolenia, wchodzącej do zawodu. Celowo wykrzywiłam, wyolbrzymiłam wydźwięk wypowiedzi (mam nadzieję, że koleżanki i koledzy mi wybaczą), by jak najwyraźniej pokazać, jak wahadło przekonań i podejścia do zdrowia psychicznego lekarzy wychyla się dzisiaj w drugą stronę – od dawnego „poradź sobie sam” do nowego „potrzebujesz wsparcia od samego początku”. Na bazie przytoczonych komunikatów i myśli nieodparcie nasuwa się refleksja, że pierwsza grupa – nazwijmy ich roboczo „starszymi” – chyba przeszacowuje swoje zasoby, wierząc, że nigdy, przenigdy, nawet w kryzysie psychicznym, nie ma prawa skorzystać z pomocy, zaś druga – „młodzi” – jakby nie wierzyła, że ma możliwości i zasoby, by sobie radzić z emocjonalnie trudnymi momentami, i od razu rozgląda się za kimś, kto może wesprzeć. Te oczywiste uproszczenia i uogólnienia przytaczam jako punkt wyjścia do namysłu nad różnicami między pokoleniami, z których może wynikać wiele dobrego.

Pisałam już nie raz o dobrodziejstwach złagodzenia pierwszej postawy: rezygnacji wywierania na siebie bezwzględnej presji, pozwolenia sobie na bycie ludzkim i troskę o siebie (wraz z fachową opieką, jeśli jest taka potrzeba). Podtrzymuję wszystko, co powiedziałam. Zwrócenie się o pomoc jest wyrazem odwagi, nie słabości, a poza tym czymś zupełnie zwyczajnym, jak pójście do dentysty czy ginekologa. Po „młodemu”: No big deal. Starsze pokolenia mogą się tego uczyć od najmłodszych kolegów i koleżanek.

Czego jeszcze można się nauczyć od medycznych juniorów? Z pewnością dbania o siebie, poważniejszego traktowania równowagi między pracą a życiem osobistym, ograniczania liczby godzin pracy, walki z dyskryminacją, agresją i mobbingiem, poszukiwania znaczenia w tym, co się robi, umiejętności błyskawicznego wyszukiwania różnych informacji i technologicznej swobody. I wielu innych rzeczy, które starsze pokolenie chciałoby robić, a nie robi, bo nie umie, a nawet jak umie, to sobie nie pozwala.

W drugą stronę też to działa, bo wyznając drugą postawę, i z pierwszej można coś dla siebie wyciągnąć. Przez dziesiątki lat lekarze musieli być silni, dzielni, samodzielni, sprawczy, skuteczni. Musieli, więc byli. Nie chcemy dzisiaj bezrefleksyjnie kontynuować tej „tradycji”, ale i nie można zaprzeczać faktom: lekarze to zaradni, odporni psychicznie ludzie, którzy radzą sobie z niewyobrażalnymi dla postronnych zadaniami, dylematami, decyzjami, i to radzą sobie naprawdę dobrze. Mówimy o wypaleniu, depresji, uzależnieniach, ryzyku samobójczym, jednak niekoniecznie w pełni dostrzegamy wieloaspektowe źródła tego stanu rzeczy. To nie jest tak, że lekarze są jakimiś wątłymi jednostkami, słabo radzącymi sobie z życiem, nieodpornymi na stres, podatnymi na kryzysy psychiczne. Jest wprost przeciwnie! Niewiele jest osób spoza naszej branży, którzy by byli w stanie sprawnie, dzień po dniu funkcjonować psychicznie, intelektualnie i fizycznie w tej pracy. Profesja, którą się paramy, jest sama w sobie obciążająca na tyle, że nie zawsze wystarcza naszych, wcale niemałych, zasobów. Do przeciążenia mentalnego i emocjonalnego lekarzy dodajmy: nieregularne godziny pracy, niedomogi organizacyjne, biurokrację, niesprawiedliwe traktowanie, frustrację systemem (naszą własną i tę wylewaną na nas przez pacjentów), antymedyczną i antylekarską atmosferę w społeczeństwie. Doliczmy życie rodzinne ze wszystkimi jego cieniami i blaskami, codzienne niedogodności, np. dojazdy w korkach, niepokoje wywołane sytuacją geopolityczną… Listę można ciągnąć w nieskończoność, a każda z tych przyczyn jest jak kropla wpadająca do filiżanki – sama w sobie nie jest problemem, ale kumulacja kropli może przepełnić nawet całkiem duży kubek.

Trudne zadanie: nie zaniedbywać swoich potrzeb i problemów w obszarze zdrowia psychicznego i równocześnie czuć się sprawczym, w zdrowy sposób samodzielnym, mieć poczucie wpływu na własne samopoczucie. Jak reagować na trudne, obciążające, czasem ekstremalne sytuacje? I jak mądrze wesprzeć kogoś w kryzysie? Nie jestem pewna, czy znam pełną odpowiedź na pierwsze pytanie, raczej jestem w nieustannym procesie jej poszukiwania. Tak się jednak składa, że jestem w stanie odpowiedzieć na drugie.

Ale najpierw dygresja.

BLS. Basic Life Support. Dziś już dzieci w szkołach uczą się, jak udzielić pierwszej pomocy, w tym w sytuacji zatrzymania krążenia. Można nabyć te umiejętności bez problemu, nawet będąc totalnym laikiem w zakresie medycyny, a potem zadziałać, jak uczyli na szkoleniu, i dosłownie uratować komuś życie. Resuscytacja krążeniowo-oddechowa powinna być powszechną umiejętnością, coś jak jazda na rowerze i znajomość najważniejszych przepisów ruchu drogowego. Do tego dążymy i cel ten wydaje się całkiem realny.

A gdyby tak przenieść BLS na grunt psychologii? Opracować prostą procedurę pierwszej pomocy, taką, której łatwo nauczyć każdego? W rzeczy samej, doskonały pomysł. I ktoś już na to wpadł.

Czytam właśnie świetne materiały International Federation of Red Cross and Red Crescent Societes o FPA (First Psychological Aid, czyli pierwsza pomoc psychologiczna), opracowane m.in. dla służb udzielających pomocy ofiarom agresji, wypadków, katastrof, osób w zagrożeniu samobójczym. Służb wszelakich, niekoniecznie medycznych, wolontariuszy i zwyczajnych ludzi, którzy akurat znaleźli się w pobliżu kogoś, kto jest w kryzysie. FPA nie jest poradnictwem czy terapią, a jedynie połączeniem w odpowiednich proporcjach podstawowego wsparcia emocjonalnego, uspokajania, aktywnego słuchania i praktycznej pomocy. FPA może nauczyć się każdy. Zrozumienie zasad FPA może pomóc lekarzowi – zarówno w zakresie reagowania w stosunku do pacjentów, jak i kolegi czy koleżanki. Wiedza ta może być też przydatna nam samym, dawać wskazówki co do tego, czego możemy potrzebować w szczególnie trudnej albo potencjalnie traumatycznej sytuacji.

Zachęcam wszystkich do przejrzenia materiałów o FPA. Interesujący jest pewien paradoks: czytamy o kwestiach pozornie oczywistych, ale z lektury wyłania się obraz, który nie zawsze odpowiada naszym wyobrażeniom na temat udzielania adekwatnego wsparcia w kryzysie.

FPA sprowadza się do zorientowania się w sytuacji, zapewnienia bezpieczeństwa, zaspokojenia podstawowych potrzeb, aktywnego słuchania, akceptującego bycia obok i zapoczątkowania procesu wychodzenia z ostrego kryzysu – poprzez zajęcie się praktycznymi problemami, zaangażowanie bliskich i finalnie dotarcie do specjalistycznej pomocy. Zasadą jest poszanowanie dla odmienności kulturowych, związanych z wiekiem czy płcią, świadomość ewentualnych własnych uprzedzeń i obaw, bycie autentycznym, respektowanie zasady poufności oraz prawa osoby do dokonywania własnych wyborów, także odmowy przyjęcia pomocy. Nie wolno dawać fałszywych informacji, zapewnień i obietnic, niewskazane jest udzielanie rad, opowiadanie o sobie czy naciskanie na natychmiastową rozmowę o tym, co się wydarzyło. Zakończenie interwencji powinno być połączone z udzieleniem konkretnej informacji, jak i gdzie można uzyskać dalszą pomoc, skontaktowaniem się z siecią wsparcia albo dosłownie „przekazaniem” osoby do miejsca, gdzie tę pomoc może uzyskać. Co ważne, FPA wyraźnie podkreśla, by udzielający pomocy znał swoje możliwości i ograniczenia i nie podejmował się zadania ponad jego siły, a gdy sytuacja okazuje się dla niego za trudna, aktywnie poszukał wsparcia kogoś o większych zasobach, bardziej doświadczonego. Podsumowanie zasad komunikacji w kryzysie czytelnicy znajdą w tabelce obok.

Opanujmy FPA, ten psychologiczny BLS. Nie wiemy, kiedy może się przydać. Jeśli tak się zdarzy, będziemy mieć w zanadrzu narzędzie, dzięki któremu zadziałamy sprawnie, skutecznie, unikniemy popełniania błędów i zdejmiemy z siebie część obciążenia, bo nie będziemy musieli gorączkowo zastanawiać się, jak się zachować, co powiedzieć, co może być pomocne, a co szkodliwe. I podobnie jak w przypadku protokołu SPIKES do przekazywania niepomyślnych wiadomości, częściowe zautomatyzowanie działania według algorytmu pomoże nam lepiej skupić się na drugiej osobie i naprawdę, autentycznie jej towarzyszyć.

Komunikacja w kryzysie

Pamiętaj, że osoba w ostrym kryzysie może: 

  • przeżywać silne emocje: lęk, złość, oszołomienie 
  • obwiniać się o zaistniałą sytuację 

Bądź spokojny, okazuj akceptację i zrozumienie.

  • Jeśli osoba spontanicznie opowiada, co się stało i jak się czuje, słuchaj (ale nie dopytuj!) 
  • Jeśli osoba milczy, zapewnij, że jesteś obok, zaoferuj coś do picia i pomilczcie razem 

Uwaga na dotyk! 

Niektórzy nie chcą być dotykani, obejmowani, przytulani – zapytaj, zanim dotkniesz! 

Magdalena Flaga–Łuczkiewicz

Autor: Magdalena Flaga–Łuczkiewicz

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.