Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. licencja OIL w Warszawie
Autor: Aleksandra Sokalska
Coraz częściej rodzicielstwo odkładamy na (trochę) później, mamieni pokusami dostatniego życia i braku barier medycznych. Czy naprawdę późne macierzyństwo to dla medycyny i kobiety bułka z masłem, pytam dr. n. med. i n. o zdr. Łukasza Pydysia, specjalistę położnictwa i ginekologii oraz perinatologii, ordynatora położnictwa w Centrum Medycznym Żelazna.
Kiedyś mówiono o późnym macierzyństwie w kontekście kobiet po 30. roku życia. Jakiś czas temu granica przesunęła się do 35 lat. Czy to znaczy, że medycyna poszła do przodu i kobieta zyskała te pięć dodatkowych lat na ciążę nieobarczoną ryzykiem związanym ze starszym wiekiem? Czy też raczej przesunięcie granicy wynika po prostu ze zmian społecznych, a biologii nadal – mimo nowoczesnych technik medycznych – nie da się oszukać?
Granica 35. roku życia ma w dużej mierze charakter umowny. Została utrwalona przede wszystkim w kontekście oceny ryzyka wad genetycznych i potrzeby stosowania w badaniach naukowych konkretnych punktów odcięcia. Gdy kilkadziesiąt lat temu zaczęto szerzej wprowadzać programy badań prenatalnych, zauważono, że po 35. roku życia ryzyko urodzenia dziecka z zespołem Downa istotnie się zwiększa. Z czasem ten wiek zaczął funkcjonować w powszechnym przekazie jako symboliczna granica późnego macierzyństwa. Trzeba jednak podkreślić, że biologia nie działa skokowo. Związek wieku z ryzykiem powikłań ciąży jest raczej procesem ciągłym, a nie nagłą zmianą zachodzącą w dniu 35. urodzin.
Dane naukowe jednoznacznie pokazują, że wiek matki jest jednym z czynników wpływających na ryzyko okołoporodowe. Wynika to m.in. z częstszego występowania wraz z wiekiem chorób przewlekłych, takich jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca czy inne schorzenia metaboliczne. Warto jednak zaznaczyć, że sam wiek również ma znaczenie. Nawet u kobiety zdrowej, szczupłej, aktywnej fizycznie i dobrze przygotowanej do ciąży ryzyko pewnych niekorzystnych zdarzeń, takich jak nagłe cięcie cesarskie czy gorszy stan noworodka po porodzie, stopniowo rośnie wraz z kolejnymi latami życia. Nie oznacza to oczywiście, że każda późniejsza ciąża musi być powikłana, ale wymaga bardziej świadomego planowania i uważniejszej opieki.
A jak wiek pacjentki przekłada się na ryzyko innych wad genetycznych u dziecka?
Ryzyko wielu nieprawidłowości genetycznych również zwiększa się wraz z wiekiem kobiety. Wynika to przede wszystkim z biologii komórek jajowych, które powstają jeszcze w jej życiu płodowym i starzeją się razem z kobietą. Im starsze komórki jajowe, tym większe prawdopodobieństwo zaburzeń w materiale genetycznym. Ten wzrost ryzyka przez długi czas ma charakter stopniowy, choć w przypadku niektórych wad po określonym wieku staje się wyraźniejszy. Dla wielu nieprawidłowości obserwuje się istotniejsze nasilenie ryzyka ok. 37. roku życia, choć oczywiście zależy to od rodzaju wady i indywidualnej sytuacji pacjentki.
Ważna zatem jest diagnostyka prenatalna. Czy cały czas to te same badania diagnostyczne?
Zakres podstawowych metod diagnostycznych jest od lat podobny, natomiast zmieniła się dostępność badań przesiewowych. Od 2025 r. program badań prenatalnych został rozszerzony na wszystkie kobiety ciężarne, a nie tylko na pacjentki z podwyższonym ryzykiem wynikającym np. z wieku powyżej 35 lat albo wcześniejszego urodzenia dziecka z wadą. Oznacza to, że obecnie każda ciężarna może skorzystać z podstawowej diagnostyki przesiewowej w kierunku wad genetycznych. W zależności od wyniku i wskazań klinicznych diagnostyka może być następnie uzupełniona o badanie wolnego DNA płodowego albo o badania inwazyjne, takie jak amniopunkcja.
Jakie jeszcze ryzyka związane ze zdrowiem dziecka wynikają z późnego zajścia w ciążę?
Jeśli mówimy wyłącznie o bezpośrednim wpływie wieku matki na zdrowie dziecka, poza ryzykiem wad genetycznych trudno wskazać jedno izolowane ryzyko dotyczące tylko płodu. W praktyce ciąży nie da się jednak oddzielić od stanu zdrowia kobiety. Kondycja dziecka jest ściśle związana z kondycją matki. U starszych ciężarnych częściej występują nadciśnienie tętnicze, cukrzyca ciążowa czy inne powikłania, które mogą wpływać na rozwój płodu. Częściej obserwuje się również porody przedwczes- ne, a wcześniactwo samo w sobie wiąże się z określoną pulą możliwych konsekwencji zdrowotnych. O porównywalnym przebiegu ciąży u kobiety starszej i młodszej możemy mówić przede wszystkim wtedy, gdy starsza pacjentka jest zdrowa, ciąża przebiega bez powikłań, a u dziecka nie stwierdza się wad genetycznych ani wrodzonych.
Rozumiem, że wraz z wiekiem matki wzrasta nie tylko ryzyko dla zdrowia dziecka, ale także ryzyko powikłań położniczych takich jak już wspomniany poród przedwczesny.
Tak. W zasadzie wiele powikłań opisanych w podręcznikach położnictwa występuje częściej u pacjentek w starszym wieku reprodukcyjnym. Skala tego wzrostu jest różna w zależności od konkretnego powikłania, ale ogólny kierunek jest dość dobrze udokumentowany.
Warto przy tym pamiętać, że ryzyko okołoporodowe rzadko wynika z jednego czynnika. Często nakłada się na siebie kilka elementów: wiek pacjentki, sposób zajścia w ciążę, choroby współistniejące, wcześniejsze niepowodzenia położnicze czy przebieg obecnej ciąży. Ich łączny wpływ może być większy niż prosta suma pojedynczych czynników. Inaczej oceniamy więc ryzyko u 40-letniej pacjentki po leczeniu niepłodności, z nadciśnieniem i obciążonym wywiadem położniczym, a inaczej u zdrowej 40-latki, która wcześniej urodziła kilkoro dzieci drogami natury i zachodzi w ciążę spontanicznie. Sam wiek jest ważny, ale zawsze należy go interpretować w szerszym kontekście klinicznym.
A jakie są konsekwencje zdrowotne dla matki związane z późnym macierzyństwem?
Starsza ciężarna ma większe ryzyko cukrzycy ciążowej i nadciśnienia tętniczego niż pacjentka młodsza. U części kobiet powikłania ujawniające się w ciąży mogą być także sygnałem większej podatności na problemy zdrowotne w przyszłości, w tym nadciśnienie, zaburzenia gospodarki węglowodanowej, cukrzycę typu 2 czy choroby sercowo-naczyniowe. Warto również wspomnieć, że zapłodnienie pozaustrojowe, które częściej dotyczy kobiet w bardziej zaawansowanym wieku reprodukcyjnym, wiąże się ze zwiększoną częstością niektórych powikłań położniczych. Nie oznacza to, że jest to metoda niebezpieczna, ale wymaga właściwej kwalifikacji, przygotowania pacjentki i uważnego prowadzenia ciąży.
Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Poród u kobiety po 40. roku życia, która rodzi pierwsze dziecko, może przebiegać inaczej niż u młodszej pacjentki. Wraz z wiekiem zmienia się odpowiedź tkanek na bodźce hormonalne, w tym na oksytocynę, a czynność skurczowa macicy może być mniej efektywna. Dlatego u pacjentek po 40. roku życia rekomendacje często wskazują na rozważenie indukcji porodu przed terminem, zwykle ok. tygodnia wcześniej. Wynika to z bilansu ryzyka: w tej grupie kontynuacja ciąży po określonym czasie może wiązać się z większym ryzykiem niż samo wywołanie porodu.
Część kobiet po 40. roku życia, zwłaszcza rodzących po raz pierwszy, rozważa planowe cięcie cesarskie. Warto jednak jasno mówić, że cięcie cesarskie jest operacją, a nie jedynie alternatywnym sposobem zakończenia ciąży. Jak każda operacja może wiązać się z powikłaniami krótko- i długoterminowymi, takimi jak zrosty, przewlekłe dolegliwości bólowe, przepukliny czy większe ryzyko w kolejnych ciążach. Każda następna ciąża po cięciu cesarskim wymaga już innej kwalifikacji i bardziej uważnej oceny ryzyka. Dlatego decyzja o sposobie porodu powinna wynikać z przesłanek medycznych, rozmowy z pacjentką i rzetelnego przedstawienia korzyści oraz ograniczeń każdej opcji.
W praktyce klinicznej widzimy również, że późne macierzyństwo bywa związane z innymi wyzwaniami adaptacyjnymi. Nie chodzi o to, by oceniać kobiety ani zakładać, że wiek osłabia więź z dzieckiem. Raczej o to, że u części pacjentek późna pierwsza ciąża pojawia się po wielu latach samodzielnego funkcjonowania, stabilnej pozycji zawodowej i jasno ukształtowanego stylu życia. Wejście w rolę matki, szczególnie bezpośrednio po porodzie, może być wtedy dużą zmianą psychologiczną i organizacyjną. Niektóre kobiety potrzebują więcej wsparcia, spokojnego prowadzenia i czasu na odnalezienie się w nowej sytuacji.
Dojrzałe pacjentki często są bardzo świadome, dobrze przygotowane i mają jasno określone oczekiwania wobec porodu. To może być ogromna wartość, ponieważ sprzyja partnerskiej rozmowie i podejmowaniu świadomych decyzji. Czasami jednak szczegółowy plan porodu zderza się z dynamiczną sytuacją kliniczną, w której konieczna jest szybka zmiana postępowania. W takich momentach mogą pojawiać się konflikty, a ich częstość nierzadko koreluje z wiekiem pacjentki. Dlatego szczególnie ważne są zaufanie, wcześniejsza edukacja i dobra komunikacja. Lekarz powinien jasno tłumaczyć, dlaczego proponuje określoną interwencję, a pacjentka powinna mieć poczucie, że jej zdanie jest słyszane, nawet jeśli względy bezpieczeństwa wymagają odejścia od wcześniejszego planu.
Czy zatem ginekolodzy jasno informują bezdzietne starsze pacjentki, że zwlekanie z ciążą będzie się wiązać z wyższym ryzykiem, a w związku z tym warto jednak rozważyć zajście w ciążę już teraz? Czy też raczej takie mówienie wprost nie jest praktykowane, bo każda kobieta ma prawo sama decydować, kiedy poczęcie nastąpi?
Mam poczucie, że w tym obszarze rzeczywiście brakuje spójnego języka. Z jednej strony są lekarze, którzy mówią pacjentkom bardzo wprost, czasem wręcz zbyt dosadnie, że z wiekiem ciąża może być trudniejsza, bardziej ryzykowna albo mniej prawdopodobna. Z drugiej część lekarzy unika tego tematu, ponieważ obawia się, że taka rozmowa zostanie odebrana jako oceniająca. Tymczasem naszym zadaniem nie jest ocenianie decyzji życiowych pacjentek, ale rzetelne przekazywanie informacji medycznych. Wiek, podobnie jak masa ciała, choroby przewlekłe czy styl życia, wpływa na płodność, przebieg ciąży i ryzyko powikłań. Nie powinniśmy tego przemilczać, ale mówić o tym z szacunkiem, bez etykietowania i presji. Edukacja o płodności powinna zaczynać się stosunkowo wcześnie, nie po to, by kogokolwiek nakłaniać do rodzicielstwa, lecz po to, by młodzi ludzie rozumieli biologiczne ograniczenia i mogli podejmować decyzje świadomie. Warto mówić, że odkładanie planów prokreacyjnych może mieć konsekwencje zdrowotne, ale jednocześnie pamiętać, że decyzja o dziecku zawsze zależy od wielu czynników: osobistych, rodzinnych i społecznych.
Może wszyscy jesteśmy ofiarami zbytniej poprawności i nieograniczonego prawa do wolności?
Myślę, że potrzebujemy w Polsce spokojniejszej i bardziej dojrzałej rozmowy o zdrowiu reprodukcyjnym, ciąży i porodzie. W niektórych krajach Europy Zachodniej częściej niż u nas prowadzi się porody w modelach opieki mniej zmedykalizowanej, oczywiście wtedy, gdy nie ma przeciwwskazań medycznych. Może to wynikać z większego nacisku na edukację zdrowotną, innego modelu opieki okołoporodowej i większego zaufania do fizjologii porodu. W Polsce odsetek cięć cesarskich jest bardzo wysoki, co pokazuje skalę medykalizacji położnictwa. Trzeba jednak uczciwie dodać, że stoją za tym różne czynniki: oczekiwania części pacjentek, praktyka kliniczna, obawa przed powikłaniami, uwarunkowania prawne oraz organizacja systemu. Dlatego nie sprowadzałbym tego problemu do prostego przeciwstawienia: pacjentki kontra lekarze. To raczej szersze wyzwanie dla całego systemu opieki.
Pana zdaniem edukacja zdrowotna, która już wkrótce stanie się przedmiotem obowiązkowym, zmieni statystyki? Czy jednak w programie nie ma zbyt dużo materiału na ten temat?
Materiału rzeczywiście jest dużo, przynajmniej w założeniach. Problemem może być jednak organizacja i przygotowanie osób, które mają go przekazywać. Nawet w szkołach niepublicznych nie zawsze łatwo znaleźć odpowiednio przygotowaną kadrę do prowadzenia edukacji zdrowotnej w sposób rzetelny, nowoczesny i dostosowany do wieku uczniów.
Czyli podręcznik jest, kadry nie ma.
Tak, choć problem nie dotyczy wyłącznie szkoły. Podobne braki widzimy w podstawowej edukacji zdrowotnej całego społeczeństwa. Dobrym przykładem jest rola położnych. Dyskutuje się dziś o liczbie położnych w systemie i o tym, że przy spadającej liczbie porodów część z nich może mieć mniej pracy w tradycyjnie rozumianej opiece okołoporodowej. Tymczasem położne mają ogromny potencjał edukacyjny. Mogłyby prowadzić edukację zdrowotną dzieci, młodzieży, kobiet i rodzin, również w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. To zasób, którego moim zdaniem nie wykorzystujemy w pełni.
Późne macierzyństwo może mieć jednak także plus – dojrzałe kobiety zwykle bardziej świadomie podchodzą do zajścia w ciążę.
To prawda, że wiele dojrzałych kobiet podchodzi do ciąży bardzo świadomie i odpowiedzialnie. W praktyce jednak widzimy różne sytuacje. Zdarzają się pacjentki, które zgłaszają się do ginekologa dopiero po dodatnim teście ciążowym, mimo że wcześniej nie wykonywały regularnych badań profilaktycznych. Bywają też kobiety po leczeniu niepłodności, które są już w ciąży, ale jednocześnie mają nieprawidłową cytologię, dawno niewykonywane badanie piersi albo znacznie podwyższone BMI. To pokazuje, że samo późniejsze macierzyństwo nie zawsze oznacza pełne przygotowanie zdrowotne do ciąży.
Jak to możliwe? Przed zabiegiem in vitro nie wykonuje się badań?
Zakres przygotowania bywa różny. Nie każda ścieżka diagnostyczna jest prowadzona równie kompleksowo, a część problemów, takich jak znacznie podwyższone BMI, wymaga czasu i długofalowego postępowania. W przypadku leczenia niepłodności pojawia się też presja czasu, zwłaszcza u pacjentek w starszym wieku reprodukcyjnym. Pacjentka chce zajść w ciążę możliwie szybko, a lekarze koncentrują się na osiągnięciu tego celu. Czasem jednak z perspektywy całościowej opieki należałoby najpierw powiedzieć: warto poprawić stan zdrowia, zmniejszyć masę ciała, uregulować choroby przewlekłe, a dopiero potem podejmować starania. U części kobiet taka strategia może nawet zwiększyć szanse na ciążę spontaniczną albo zmniejszyć ryzyko powikłań.
Współczesna medycyna coraz częściej działa w wysokospecjalistycznych segmentach. Lekarz zajmujący się leczeniem niepłodności nie zawsze prowadzi później ciążę i nie zawsze uczestniczy w porodzie. Z kolei położnik spotyka pacjentkę na kolejnym etapie i musi zmierzyć się z ryzykiem, które wynika również z wcześniejszych decyzji. Nie chodzi o przerzucanie odpowiedzialności, ale o potrzebę lepszej koordynacji opieki. Pacjentka planująca ciążę, szczególnie w późniejszym wieku, powinna być prowadzona możliwie całościowo: od przygotowania prekoncepcyjnego, przez leczenie niepłodności, aż po ciążę i poród.
Dlatego jeszcze raz podkreślę, że kluczowa jest edukacja. Decyzja o rodzicielstwie często jest odkładana z powodu studiów, rozwoju zawodowego, potrzeby stabilizacji finansowej czy mieszkaniowej. To społecznie zrozumiałe, ale z perspektywy biologii reprodukcji czas pozostaje istotnym czynnikiem. Odroczenie planów prokreacyjnych może wiązać się ze spadkiem płodności oraz wzrostem ryzyka niektórych powikłań położniczych. Rolą lekarzy i edukatorów nie jest ocenianie tych decyzji, lecz przekazywanie rzetelnej wiedzy, aby kobiety i pary mogły planować rodzicielstwo w sposób możliwie świadomy.