Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. licencja OIL w Warszawie
Autor: Aleksandra Sokalska
„Sport to zdrowie” – wszyscy znają, nie wszyscy stosują. O męskim zdrowiu nie tylko sportowców rozmawiam z Robertem Korzeniowskim, najbardziej utytułowanym polskim mistrzem olimpijskim, który po zakończeniu kariery aktywnie propaguje zdrowy styl życia.
Sportowcy mają dostęp do lekarzy, fizjoterapeutów i diagnostyki, więc chyba dość szybko uczą się dbać o swoje zdrowie. Czy jednak po zakończeniu kariery taki zdrowotny nawyk pozostaje?
Jeżeli został wykształcony podczas kariery sportowej, a nie wynikał wyłącznie z przymusu okresowych kontroli – pozostaje. Brakuje natomiast wsparcia medycznego, które pomagałoby sportowcom przechodzić w stan postwyczynowca. Kiedy kończymy karierę sportową, nie przechodzimy już badań okresowych, więc nie wiemy, czy np. nie mamy jakichś przeciwwskazań do uprawiania danego sportu niewyczynowego. I jeśli na to nałoży się brak nawyku chodzenia do lekarza, możemy mieć zdrowotne problemy.
Robert Korzeniowski / fot. archiwum prywatne
Czyli zdarzają się sportowcy, którzy po zakończeniu kariery przestają dbać o zdrowie?
Oczywiście. Tacy sportowcy mogą wówczas borykać się z nagłym wzrostem wagi, różnymi chorobami narządów ruchu lub układu kardiowaskularnego – to bardzo częste efekty nagłego zaprzestania uprawiania sportu i raptownego wymknięcia się z systemu kontroli medycznej.
Dlatego, uprawiając sport wyczynowy, warto myśleć o tym, że jest się sportowcem przez całe życie. Dobrze też byłoby w ramach odpowiedzialności społecznej zadbać o zdrowie sportowców wyczynowych także po zakończeniu przez nich karier – to taka moja sugestia skierowana do instancji państwowych i biznesowych partnerów wspierających wyczynową karierę.
Zakończenie kariery sportowej wiąże się ze zmianą stylu życia. Jak zmieniło się pana podejście do aktywności fizycznej, diety, profilaktyki zdrowotnej?
Przez pierwszych pięć lat po zakończeniu kariery sportowej przechodziłem proces roztrenowania. Nie oznaczało to rezygnacji z aktywności fizycznej, lecz ograniczenie intensywności i zmianę charakteru treningów. Szczególnie trudne były pierwsze dwa lata, gdy musiałem odnaleźć się w nowej rzeczywistości zawodowej. Kierowanie redakcją sportową, liczne spotkania i nieregularny tryb pracy sprawiały, że trudno było zachować dotychczasowy rytm życia.
Pomogły mi dwie rzeczy: nie zrezygnowałem z ruchu i włączyłem się w promowanie sportu powszechnego, m.in. poprzez zaangażowanie w rozwój akcji Polska Biega, która rzeczywiście w latach 2007–2009 swoim zasięgiem objęła cały kraj. Uznałem, że zachęcając innych do aktywności, sam również powinienem dawać przykład. Dzięki temu stopniowo odnalazłem się poza sportem wyczynowym.
Z czasem, jako aktywny amator, zacząłem lepiej rozumieć swoje potrzeby zdrowotne. Po czterdziestce, szczególnie ok. 45. roku życia, większą wagę zacząłem przywiązywać do treningu siłowego. Masa mięśniowa wypracowana w trakcie kariery nie utrzymuje się samoistnie, a aktywność wytrzymałościowa już nie wystarcza, by kompleksowo zadbać o zdrowie i sprawność. Konieczne jest również wzmacnianie mięśni, które wspiera samodzielność i ułatwia codzienne funkcjonowanie.
Istotnym elementem stała się także profilaktyka: regularne badania, w tym przesiewowe, takie jak kolonoskopia oraz kontrola znamion skórnych. Lata spędzone na świeżym powietrzu uświadomiły mi, jak ważna jest ochrona przed słońcem i konsultowanie niepokojących zmian z lekarzem.
Dziś najważniejsze nie są już wyniki, lecz sprawność, dobre samopoczucie i możliwość aktywnego życia przez kolejne lata. Sport nauczył mnie dyscypliny i konsekwencji, które nadal pomagają mi dbać o zdrowie. Wiem też, że zdrowie to nie tylko kondycja fizyczna, ale również psychiczna. Ruch, profilaktyka, odpoczynek i regeneracja powinny iść w parze. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza że wielu mężczyzn wciąż odwleka wizytę u lekarza do momentu pojawienia się wyraźnych dolegliwości.
Miał pan zatem w swoim życiu lub otoczeniu sytuację, która pokazała z całą brutalnością, że nie warto czekać z konsultacją?
Oczywiście, myślę, że każdy z nas może przytoczyć takie przypadki, kiedy się okazuje, że jest już bardzo późno albo wręcz za późno. Ja jednak staram się regularnie badać i w takim kulcie badań i poszanowania ochrony zdrowia jako partnera na całe życie zostałem wychowany przez mamę pielęgniarkę.
Czego, pana zdaniem, polscy mężczyźni potrzebują dziś przede wszystkim: więcej ruchu, lepszej diety czy większej świadomości badań profilaktycznych?
Jeśli chodzi o świadomość badań profilaktycznych, dużą rolę odgrywają tu kobiety – nasze partnerki i żony. Często to właśnie one zachęcają mężczyzn do regularnego kontrolowania stanu zdrowia. Dlatego moim zdaniem największym wyzwaniem pozostaje niska aktywność fizyczna mężczyzn, szczególnie ta podejmowana z myślą o zdrowiu, a nie o wynikach sportowych. Kiedy patrzymy na maratony czy triathlony, możemy odnieść wrażenie, że mężczyźni w wieku 45–55 lat są bardzo aktywni. To jednak nieco zafałszowuje obraz, ponieważ widzimy przede wszystkim osoby nastawione na osiąganie wyników i rywalizację. Jeśli jednak spojrzymy na osoby, które po prostu uprawiają sport rekreacyjnie, to wśród nich jest zdecydowanie mniej mężczyzn niż kobiet. Podobne obserwacje mam na podstawie projektu sportowego Fundacji Roberta Korzeniowskiego, w ramach którego można m.in. trenować chód sportowy. Wśród osób po czterdziestce, które świadomie decydują się na regularną aktywność fizyczną, zdecydowanie przeważają kobiety. Mężczyźni pozostają w mniejszości, a to oznacza, że mamy w tym obszarze sporo do nadrobienia.
Wciąż zbyt łatwo akceptujemy nadmierną masę ciała, sprowadzając ją do stwierdzenia, że ktoś jest po prostu „tęgim chłopem”. Nie dostrzegamy przy tym, że może to być sygnał problemów zdrowotnych, które ograniczają sprawność i utrudniają wykonywanie nawet podstawowych czynności. Zmiana tego sposobu myślenia to kolejne wyzwanie, z którym musimy się zmierzyć.
Wierzę, że regularny trening i aktywność fizyczna są wyrazem troski o samego siebie. Kiedy zaczynamy się ruszać, lepiej odczuwamy własne ciało, szybciej zauważamy jego ograniczenia i zmiany w samopoczuciu. To z kolei może pomóc nam otworzyć się na rozmowę o zdrowiu, zainteresować się profilaktyką i częściej wykonywać badania.
Dlatego uważam, że właśnie od ruchu warto zacząć – bo aktywność fizyczna może stać się pierwszym krokiem do bardziej świadomego dbania o zdrowie.
Pana fundacja od lat angażuje się w promocję sportu i zdrowego stylu życia. Jakiej zmiany w podejściu Polaków do aktywności fizycznej najbardziej chciałby pan dokonać poprzez jej działalność?
Chciałbym, aby sport stał się naturalną częścią życia całych rodzin. Żeby dzieci, rodzice i dziadkowie nie tylko wzajemnie się wspierali, ale też wspólnie odkrywali radość z aktywności fizycznej. Dla każdego oznacza ona coś innego: dziecko stawia pierwsze kroki w spor-
cie, mama znajduje czas dla siebie i na nowo odkrywa możliwości swojego organizmu, a dziadkowie, wspierając wnuki, sami zyskują motywację, by zadbać o zdrowie i przeżyć sportową drugą młodość.
Chcemy pokazywać, że sport nie musi być wyłącznie rywalizacją i wyczynem – może być przede wszystkim źródłem radości, integracji i sposobem na budowanie rodzinnych więzi.
W programie „Poczta w ruchu” zwraca pan uwagę nie tylko na samą aktywność, ale także na bezpieczne rozpoczynanie ćwiczeń, przygotowanie organizmu i regenerację. Czy z pana doświadczenia właśnie umiejętności rozsądnego trenowania najbardziej brakuje osobom, które nagle postanawiają „wziąć się za siebie”?
Oczywiście. Często wydaje nam się, że wystarczy podjąć mocne postanowienie, by zmienić swoje życie. Takie decyzje szczególnie często zapadają w okolicach Bożego Narodzenia, ale równie szybko, jak je podejmujemy, potrafimy z nich zrezygnować. Nie zawsze wynika to jednak z braku motywacji. Często po prostu zaczynamy trenować w sposób niedostosowany do naszych możliwości, bez odpowiedniego przygotowania i wsparcia specjalistów. W efekcie narażamy się na urazy i zniechęcamy, dochodząc do błędnego wniosku, że sport nie jest dla nas albo że jest przeznaczony wyłącznie dla zdrowych.
Tymczasem ruch jest do zdrowia niezbędny, niezależnie od wieku czy kondycji zdrowotnej. Kluczowe jest jednak to, by dobierać aktywność rozsądnie, uwzględniając własne możliwości i stopniowo zwiększając obciążenia. Osoba, która dopiero zaczyna, nie powinna od razu rzucać się na dwugodzinny mecz tenisa czy siatkówki, bo takie sporty wymagają dobrej sprawności, koordynacji i przygotowania do dynamicznych ruchów. Nawet pozornie proste aktywności, takie jak pływanie, jazda na rowerze, chodzenie czy bieganie, wymagają odpowiedniego dawkowania wysiłku, doboru sprzętu i warunków treningu. Chodzi o to, by ruch nam służył, a nie stał się kolejnym źródłem problemów zdrowotnych.
Dużo mówimy o tym, że mężczyźni potrzebują zdrowszego stylu życia. Jednak można także zaobserwować, że coraz więcej z nich intensywnie trenuje, jednocześnie sięgając po napoje energetyczne, suplementy czy różnego rodzaju substancje wspomagające. Gdzie pana zdaniem – jako doświadczonego sportowca – przebiega granica między wspieraniem organizmu a zachowaniami, które mogą mu szkodzić?
Przede wszystkim trzeba być rozsądnym. Jeśli sięgamy po środki, które pozornie dodają energii, a w rzeczywistości pobudzają organizm do wykorzystywania jego rezerw, powinniśmy zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście zyskujemy energię, czy po prostu nadmiernie eksploatujemy organizm?
Podobnie jest ze środkami przeciwbólowymi. Z niepokojem obserwuję reklamy sugerujące, że po zażyciu leku można bez przeszkód trenować czy startować w zawodach. To niebezpieczne podejście, bo ból jest sygnałem ostrzegawczym. Maści i żele przeciwbólowe mogą przynieść ulgę, ale jednocześnie zamaskować poważniejszy problem. Podobnie jest ze zmęczeniem – to naturalny sygnał, który trzeba szanować, a nie za wszelką cenę z nim walczyć. Organizm potrzebuje odpoczynku i nie wolno ignorować sygnałów przez niego wysyłanych.
Jeśli chodzi o suplementację, warto konsultować ją ze specjalistami i regularnie wykonywać badania, by sprawdzać, czy rzeczywiście mamy jakieś niedobory. Na rynku jest wiele preparatów, których skuteczność nie została potwierdzona, a niektóre mogą wręcz szkodzić zdrowiu. Dlatego zamiast przyjmować suplementy na własną rękę, lepiej zadbać o odpowiednią dietę i w razie potrzeby skonsultować się z lekarzem, najlepiej medycyny sportowej.
Przy zwykłej, umiarkowanej aktywności fizycznej, zgodnej z zaleceniami WHO, zazwyczaj nie potrzebujemy dodatkowej suplementacji. Najważniejsze są właściwe odżywianie i regeneracja. Inaczej wygląda sytuacja sportowców wyczynowych czy osób z określonymi problemami zdrowotnymi, które mogą potrzebować dodatkowego wsparcia, ale również powinno być ono świadome i uzasadnione.
Po prostu musimy nauczyć się słuchać własnego organizmu, zamiast nieustannie zmuszać go do przekraczania granic. Jeśli potraktujemy go jak przyjaciela, a nie przeciwnika, będzie nam dobrze służył przez całe życie.