Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. Karola G. / Pexels
Autor: Jerzy Bralczyk
W grudniowo-styczniowej edycji cyklu „Słowa na zdrowie" przyglądamy się... miłości.
Jedno z ważniejszych, zdawałoby się, słów, choć tak wycierane w literaturze różnych poziomów i w kulturze niezwykle popularnej, a także nadużywane i w naszych prywatnych rozmowach, ma – jak się zdaje – pochodzenie niezupełnie podniosłe. Całkowicie naturalnie wiążemy je z przymiotnikiem miły, jak, żeby wziąć słowa z podobnego rejestru, wdzięczność z wdzięczny, a czułość z czuły. A skąd miły? Miły kiedyś oznaczał ‘umiłowanego’, później stał się określeniem nie tyle tego, kogo się miłowało, lecz tego, kto zachowywał się, powiedzmy, ujmująco. Miły to historycznie forma imiesłowu przeszłego, tak jak czuły to była imiesłowowa forma czasownika czuć, trwały – trwać, a były – być, ale od jakiego czasownika mianowicie ma być miły? W etymologii mamy ciekawy pogląd, że rdzeniem byłoby tu mi-, obecne w podobnych znaczeniach w słowach mimo i, co tu ważne – mijać. Dałoby się to tłumaczyć tak, że jak ktoś mijał kogoś, przeszedł mimo, nie zaczepił, nie zaatakował – był miły (no, w każdym razie nie był niemiły). A rdzeń mi- był obecny w praindoeuropejskim, w znaczeniu ‘drogi, przyjemny, łagodny’.
Czyżby to mogło miłości wystarczyć? Zapewne nie. Ale tak bywa, że słowa albo intensyfikują swoją wymowę, albo, co dzisiaj częstsze, osłabiają – jak niestraszne nam dziś słowo straszne.
Miłość dawniej łączyła się z miłowaniem, dziś odbieranym jako archaizm, choć umiłowanie jeszcze w co bardziej patetycznych tekstach przetrwało. Zamiast czasownika miłować używamy kochać, a obok miłości pojawiło się kochanie. Kochać miało przodka bardziej konkretnego, prasłowiańskie kousati oznaczało ‘głaskać, pieścić’. Ale rzeczownik kochanie, tak wygodny także jako forma zwracania się do miłej nam osoby, miłości całkiem zastąpić nam nie mógł.
I miłość święci tryumfy, by się poetycko wyrazić, i w mowie potocznej, i w publicznej, tutaj czasami sięgając patosu. Mamy miłość i w kościele, i w przemówieniach, i w pieśni. Ta powaga miłości jak na razie skutecznie uchroniła miłość od pełnego spospolitowania, i o ile słowo kochać pojawia się na przykład w reklamie, miłości tam raczej próżno szukać.
Za to miłość przeniknęła do sfery erotycznej. Tu się mniej wyznaje, częściej za to uprawia miłość. Jak się zdaje, nie przeszkadza to szlachetnej, a często i wzniosłej miłości i może się ona poszczycić sporą nadal frekwencją w tekstach ważnych i poważnych.
Była też miłość, choć dziś niezauważenie, obecna w zwrotach do bliźnich. Ale dla wygody skracana była, redukowana do mości albo zgoła do ści. Wasza miłość stała się waszmością, z czasem nawet waścią, a w krańcowych, już niemal lekceważących zwracaniach się i wacią, jak w waćpan, co przecież wzięło się ze stanowczo zbyt długiego wasza miłość pan…
Miłość to potrzebne słowo. Oznacza to, co trudno zdefiniować, czasem wyznać, do czego nawet przed sobą trudno się przyznać. To słowo poważne i odporne na różne usiłowania spospolitowania. I miłość rodzinna, specyficzna w połączeniach z nazwami różnych członków rodziny, od macierzyńskiej począwszy, i zakochanych, i religijna, i patriotyczna, i wreszcie abstrakcyjna miłość ludzkości, którą niełatwo do gatunkowej solidarności sprowadzić.