Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

słowo na zdrowie: zagrożenie

fot. Josh Hild / Unsplash

Słowa na zdrowie 30.01.2026 r.

Zagrożenie

Autor: Jerzy Bralczyk

Jaką etymologię ma słowo „zagrożenie"? Wyjaśniamy to w pierwszej odsłonie tegorocznej edycji "Słowa na zdrowie".

Groźne słowo grozić wzięło się zapewne od strachu, bania się (zauważmy, że nie boimy, lecz boimy się, co może oznaczać, że strach raczej jest w nas samych, że niejako sami siebie boimy) – w prasłowiańskim było grezti, co oznaczało ‘bać się’, a w praindoeuropejskim był rdzeń gres-/gros-, który odnosił się do ‘niszczenia, niweczenia’.

Kiedy coś nam grozi, myślimy o tym jako o groźbie (groźbie tego czegoś) i możemy czuć grozę. Rzeczownik groza oznaczał kiedyś także ‘groźbę’, a dzisiaj raczej tylko stan ducha, ‘silny przestrach’. A w ogóle jest bardzo mocnym określeniem – gdy ogarnia groza, jest strasznie strasznie.

Groźba oznacza, że coś czy ktoś nam grozi. Dziś częściej, że ktoś – jeśli ktoś nam grozi, to jest to groźba, dodajmy, że czasem karalna, ale bywa, że tylko pogróżka, zamierzona i emocjonalna, wzięta ze złej woli grożącego. Jeśli coś – zatem niejako obiektywnie, nie intencjonalnie – grozi, może bardziej powinniśmy się mieć na baczności. Jak się zdaje, coraz rzadziej to nazywamy groźbą, a coraz częściej zagrożeniem.

Zagrożenie wydaje się bardziej od groźby oficjalne, realne i obiektywne. Co za tym idzie – bardziej wiarygodne. Różni się też od groźby składnią – groźba jest z dopełniaczem (groźba czegoś), zagrożenie z narzędnikiem (zagrożenie czymś). Zauważmy, że jeżeli coś grozi, grozi czymś – na przykład tryb życia grozi chorobą, choroba śmiercią, sytuacja finansowa grozi bankructwem. To coś, co grozi, to przesłanka, niby jeszcze nic, ale to, czym grozi, czyli konsekwencja – o, tego się trzeba bać.

Zagrożenie jest często kategorią społeczną – mówimy o zagrożeniu wojną, kryzysem, epidemią. I wtedy możemy liczyć na wiarygodny odbiór – zagrożenie jest serio. A jeśli dodamy przymiotnik realne, wiarygodność ma być pełna. Częsta fraza istnieje realne zagrożenie wskazuje, że są i inne zagrożenia, może mniej realne, w każdym razie nie do tego stopnia zagrażające, co realne zagrożenie.

Kiedy mowa o zagrożeniu, powinienem się bać, a przynajmniej niepokoić. Ale działa tu syndrom pasterza i wilka – pasterz wielokrotnie straszący wilkiem swoją wiarygodność tragicznie zmniejszył. A przy tym nasze media, tak chętnie uatrakcyjniające swoje przekazy nadmierną wyrazistością i pobudzaniem emocji, straszenia nie unikają. Ciekawe zresztą jest też i to, że sam czasownik straszyć szczególnie strasznym się nie wydaje, kiedy czujemy, że ktoś nas straszy, zagrożeni się nie czujemy – straszenie jest działaniem celowym, chodzi w nim o to, żeby nas przestraszyć, a nie żeby ostrzec.

Może pora na odnowienie dawnych słów i znaczeń, choćby i manipulacyjne, ale w słusznym celu. Może warto, żeby to nieustające realne zagrożenie zastąpić dawną, poważną groźbą, której odebralibyśmy subiektywność, ludzkie groźby zastępując grożeniem, wygrażaniem i pogróżkami? Ale język sam decyduje – i mimo że jego różne decyzje postrzegamy często jako zagrażające dobrej komunikacji, wierzmy, że w przyszłości potrafimy się naprawdę realnie ostrzegać przed prawdziwymi, rzeczywiście nam zagrażającymi zagrożeniami.

Jerzy Bralczyk

Autor: Jerzy Bralczyk

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.