Rozpoczęły się wybory. Możesz zagłosować elektronicznie!

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

zmiany w kontraktach

fot. Pixabay / Pexels

#Sprawdzam 26.08.2025 r.

Czy będą zmiany w kontraktach?

Autor: Małgorzata Solecka

Ministerstwo Zdrowia ma propozycje dotyczące zmian w kontraktach zawieranych przez szpitale z lekarzami i (w niektórych regionach) pielęgniarkami.

Nikt nawet nie ukrywa, że zmiany mają doprowadzić do ograniczenia „kominów”, przy czym nigdy, przynajmniej oficjalnie, nie padła (jeszcze) propozycja, jaka wysokość kwoty, zapisanej w kontrakcie, uznawana byłaby za normę, a jaka – za tej normy przekroczenie. Mówiło się jesienią ubiegłego roku, że kontrakty do pięciu średnich krajowych to „norma”, a od dziewięciu, dziesięciu można mówić zdecydowanie o stawkach kominowych, ale to były jedynie dywagacje.

W ostatnich dwóch, trzech miesiącach temat kontraktów wrócił, a w zasadzie wszedł na polityczne i robocze salony, rozgościł się na dobre w mediach, nie tylko i nawet nie przede wszystkim branżowych. Nad kontraktami obraduje m.in. Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia, gdzie do konsensusu, zarówno w omawianej równolegle ustawie o wynagrodzeniach minimalnych, jak i w ewentualnych regulacjach dotyczących kontraktów, jest dalej niż bliżej. Na dziś (w sierpniu 2025 r.) zawierając zakład, czy coś się uda realnie zmienić, zdrowy rozsądek nakazywałby nie stawiać wszystkiego na odpowiedź twierdzącą. Ten sam rozsądek podpowiada, że zmiany w obszarze kosztów pracy są konieczne, bo system obecnego stanu rzeczy nie dźwignie. Nie przy aktualnym poziomie finansowania.

Może więc warto zaznaczyć, że w pracach nad zmianami odnoszącymi się do kosztów pracy, jakie sformułowała Federacja Przedsiębiorców Polskich, pojawił się też postulat dotyczący ustawy przychodowej, której horyzont czasowy wygasa w 2027 r. Wtedy mamy osiągnąć 7 proc. PKB wydatków na zdrowie, co jest szczytem hipokryzji, zważywszy, że realny poziom nakładów oscyluje wokół 5 proc., w zależności od przyjętego katalogu wydatków wychylając się w kierunku 5,5 proc.

Jednym z powodów, dla których plan wprowadzenia nowych regulacji (czy to w sprawie wynagrodzeń, czy kontraktów) nie jest skazany na sukces, jest liczba srok, które decydenci planują złapać. To ograniczenie skutków finansowych samej ustawy. Gdyby trzymać się jedynie tego, co w niej zapisano wprost, roczny skutek ustawy w 2025 r. wyniósłby nieco ponad 4 mld zł – tyle tylko, że szpitale zostałyby sparaliżowane konfliktami pracowniczymi, co pokazuje, jak „dobrze” ta ustawa w 2022 r. została skonstruowana. Taki koszt system byłby w stanie unieść, ale rządzący chcą zdecydowanie większych oszczędności – dlatego prą do zgody na waloryzowanie obecnego poziomu płac (od stycznia 2027 r.) o wskaźnik podwyżek np. dla budżetówki. W tym roku wynosi on ok. 4 proc. (trzy razy mniej niż skala podwyżek wynikających z ustawy o wynagrodzeniu minimalnym).

A co z kontraktami? Tu celem jest – jak się wydaje – dążenie do ideału „jeden lekarz – jedno miejsce pracy” (przynajmniej jeśli chodzi o lecznictwo szpitalne). Mówiąc inaczej – jedno-, góra dwuetatowość, a raczej – „umowowość”, bo, przynajmniej na razie, nie ma na stole propozycji, by lekarze nie mogli pracować na kontraktach. – Lekarz nie może być jak komiwojażer, jeżdżący po szpitalach z walizką – mówiła w ostatnich dniach swojego urzędowania była minister zdrowia Izabela Leszczyna. Ale czy to naprawdę jest tak duży problem? Podczas spotkania Zespołu Trójstronnego, jakie odbyło się 31 lipca, zebrani zapoznali się z prezentacją przygotowaną przez NFZ, z której wynika, że ok. 97 proc. lekarzy pracujących w publicznych szpitalach jest wykazanych w góra dwóch umowach na lecznictwo szpitalne: 84 proc. w jednej, 13 proc. – w dwóch (dane za marzec 2025 r.).

Jest też prawdą, że w niektórych specjalizacjach wygląda to inaczej. W przypadku kardiochirurgów ok. 70 proc. pracowało u więcej niż jednego świadczeniodawcy, zaś więcej niż co czwarty był wykazany w umowach minimum pięciu podmiotów – to dane za 2024 r. Już w marcu tego roku ponad 80 proc. specjalistów było wykazanych tylko w jednej umowie i w ogóle nie odnotowano wykazania numeru PWZ kardiochirurga w więcej niż trzech umowach. Może warto rozważyć, czy pożądanego efektu nie da się osiągnąć inaczej niż w drodze regulacji (zakładając, że ten efekt będzie korzystny dla pacjenta).

Bo że sprawa nie jest przesądzona, dowodzi inny przykład: MZ proponuje, by jedyną podstawą rozliczania kontraktu była stawka godzinowa, upatrując w umowach „na procent od procedury” głównego źródła problemu. Część ekspertów już rekomenduje, by zamiast bezwzględnego zakazu zawierania takich umów stworzyć zamknięty katalog świadczeń, w których będą one mogły być jednak zawierane. Takich, w których konieczne jest utrzymanie (lub zwiększenie) dostępności. Jakie skutki dla innych kategorii świadczeń będzie mieć więc przejście z „akordu” na „godziny”, można się tylko domyślać.

© Copyright by OIL w Warszawie. Wszelkie prawa do przedruku są zastrzeżone.

Małgorzata Solecka

Autor: Małgorzata Solecka

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.