Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. RDNE Stock project / Pexels
Autor: Małgorzata Solecka
4,2 miesiąca – tyle średnio oczekuje pacjent w kolejce do świadczenia zdrowotnego. Opublikowany 12 stycznia raport Fundacji WHC pokazuje, że w ciągu roku sytuacja nie zmieniła się ani o jotę. To może być nawet optymistyczna wiadomość, bo cały poprzedni rok upłynął pod znakiem pogłębiającego się kryzysu, a jednak obyło się bez drastycznej zmiany, co więcej – w wielu obszarach sytuacja się poprawiła.
Autorzy raportu punktują, że nie ma powodów do optymizmu – bo przecież wydatki na zdrowie cały czas rosną i to – w ich ocenie – znacząco, natomiast sytuacja co najwyżej się stabilizuje. Co więcej, istnieje silne domniemanie, że stabilizuje się kosztem samych pacjentów i ich portfeli. Trudno nie zgodzić się z diagnozą Janusza Cieszyńskiego, posła PiS, byłego wiceministra zdrowia, który przypomniał o skokowym wzroście w 2024 r. prywatnych wydatków Polaków na leczenie. Po latach stabilizacji lub niewielkich wahań udział prywatnych nakładów na zdrowie odczuwalnie, według GUS, wzrósł. I nie trzeba wielkiej brawury, by obstawić, że w 2025 r. może nie będzie tak spektakularnego wzrostu jak rok wcześniej, ale stabilizacja na bardzo wysokim poziomie jest pewna. To, oczywiście, hiobowa wiadomość z punktu widzenia równego dostępu do leczenia – publiczny system ogranicza dostępność do świadczeń, nie patrząc na stan konta, ale część potrzebujących pomocy osób nie może dostępności kupić.
Dostępność do świadczeń zdrowotnych nie poprawi się bez zmian systemowych – to pewne. Na horyzoncie jednak takich nie widać, zaś dyskusja towarzysząca prezentacji raportu pokazuje, że in e-rejestracja we trust. Cała nadzieja w e-rejestracji, która ma zoptymalizować kolejki pacjentów pierwszorazowych i sprawić, że znacznie zmniejszy się (lub – wierzą decydenci albo tylko mówią, że wierzą – zniknie) problem pacjentów, którzy nie pojawiają się na wizytach, nie odwołując ich z odpowiednim (albo raczej żadnym) wyprzedzeniem. Pytanie, czy oczekiwania związane z wprowadzeniem e-rejestracji (kroku, którego słuszność nie ulega wątpliwości i jest po prostu koniecznością) nie są przypadkiem zbyt duże, zwłaszcza w obliczu skali problemu i jego faktycznych źródeł.
Najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie chirurgii plastycznej – średni czas oczekiwania wyniósł 11,1 mies. Uwagę zwraca również sytuacja w stomatologii – na świadczenia w systemie publicznym trzeba czekać 10,2 mies. i jednocześnie to właśnie w stomatologii czas oczekiwania najbardziej się wydłużył – o 3,8 mies. Najkrócej pacjenci zaczekają na realizację świadczeń z zakresu radioterapii onkologicznej (0,5 mies.) oraz neonatologii (0,7 mies.), chirurgii onkologicznej (0,9 mies.) i medycyny paliatywnej (1,0 mies.). Gdzie udało się skrócić kolejki? O 1,6 mies. krócej czekają pacjenci na świadczenia neurologiczne (2,6 mies.) oraz w dziedzinie endokrynologii – skrócenie czasu oczekiwania o 1,4 mies. oznacza, że trzeba czekać w kolejce średnio nieco ponad pół roku.
Biorąc pod uwagę wyłącznie wizyty u lekarzy specjalistów, endokrynolodzy są niezmiennie na „podium”, tuż za neurochirurgami, odpowiednio 12,9 oraz 13,1 mies. Blisko 10 mies. trzeba czekać na wizytę u gastroenterologa. Na drugim biegunie są pediatrzy, neonatolodzy i ginekolodzy-położnicy z czasem oczekiwania poniżej 10 dni (do pediatrów pacjenci zapisywani są praktycznie od ręki). W terminie poniżej miesiąca dostępni są też chirurdzy onkolodzy.
Najbardziej wydłużyły się kolejki do specjalistów w dziedzinie neurochirurgii (o 4,7 mies.), neurologii dziecięcej (o 1,8 mies., czas oczekiwania wzrósł do prawie 4 mies.) i otolaryngologii (o 1,4 mies., czas oczekiwania – 3,5 mies.). Udało się skrócić kolejki w największym stopniu do specjalistów w dziedzinie angiologii (o 4,7 mies., czas oczekiwania przekracza 9 mies.), chirurgii naczyniowej (o 2,2 mies., czas oczekiwania – 9,4 mies.) i ortodoncji (o 2 mies., czas oczekiwania – blisko 5 mies.).
© Copyright by OIL w Warszawie. Wszelkie prawa do przedruku są zastrzeżone.