Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. Tima Miroshnichenko / Pexels
Autor: Dorota Lebiedzińska
Z Grzegorzem Kwitkiewiczem, lekarzem dentystą, wiceprezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie i przewodniczącym Komisji ds. Lekarzy Dentystów, rozmawiam o wydarzeniach ostatnich miesięcy, które niepokoją środowisko lekarskie i stomatologiczne – od sprawy Szpitala Południowego, przez zmiany w finansowaniu stomatologii, po bezpieczeństwo danych medycznych i dezinformację.
Wakacje zwykle kojarzą się z odpoczynkiem. Tymczasem dla środowiska lekarskiego były pełne niepokojących informacji.
Niestety, zamiast wakacyjnego spokoju mieliśmy prawdziwą serię zmartwień. Jedną z najpoważniejszych spraw jest oczywiście afera związana ze Szpitalem Południowym. Jej konsekwencje trudno dziś w pełni przewidzieć, ponieważ sprawa jest w toku i do ostatecznego wyjaśnienia jest chyba bardzo daleko.
Już teraz jednak widzimy, że wywołała ona ogromny niepokój wśród lekarzy. Coraz więcej osób zaczyna dokładnie weryfikować informacje dotyczące swojego zatrudnienia, czasu i miejsc pracy. Zdarzają się sytuacje, w których lekarze odnajdują w systemach informacje sugerujące, że są lub byli związani z placówkami, w których od dawna nie pracują, a nawet takimi, w których – jak twierdzą – nigdy nie wykonywali pracy.
Ta sytuacja oczywiście rodzi bardzo poważne pytania i podważa poczucie bezpieczeństwa. Sprawa może mieć również szersze konsekwencje dla całego systemu ochrony zdrowia. W tle pojawiają się bowiem dyskusje i propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące m.in. organizacji czasu pracy czy wynagrodzeń lekarzy. Trudno jednak dziś przesądzać, jakie rozwiązania zostaną ostatecznie przyjęte.
lek. dent. Grzegorz Kwitkiewicz / fot. Marcin Faliński
Lekarze dentyści również nie mogli narzekać na brak problemów. Co szczególnie zaniepokoiło środowisko stomatologiczne?
Duże emocje wywołały zmiany w sposobie finansowania niektórych świadczeń stomatologicznych, przede wszystkim pakietów profilaktycznych ST30 i ST30G. Dotyczą one m.in. świadczeń wykonywanych u dzieci, obejmujących usuwanie złogów i procedury profilaktyczne, takie jak lakierowanie.
Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził nowy sposób rozliczania tych świadczeń, powiązany z minimalnym czasem ich wykonywania. I właśnie to rozwiązanie budzi nasz zdecydowany sprzeciw. W stomatologii nie da się przecież wszystkiego zmierzyć stoperem. Każdy pacjent jest inny. Szczególnie w przypadku dzieci ogromne znaczenie ma ich współpraca, stan jamy ustnej, stopień trudności zabiegu czy konieczność poświęcenia dodatkowego czasu na przygotowanie pacjenta.
Nie można też zapominać o doświadczeniu lekarza. Jeden dentysta wykona określoną procedurę szybciej, nie tracąc przy tym nic z jej jakości. Inny, mniej doświadczony, będzie potrzebował więcej czasu. Nie oznacza to przecież, że świadczenie wykonane szybciej jest gorsze albo że lekarz, który pracuje sprawnie, powinien być z tego powodu w jakikolwiek sposób ograniczany.
Jakie mogą być skutki takich zasad?
Obawiamy się przede wszystkim ograniczenia dostępności do świadczeń profilaktycznych. Jeżeli sposób finansowania będzie oderwany od realiów pracy lekarza i rzeczywistych kosztów wykonywania procedur, świadczeniodawcy mogą nie być zainteresowani realizacją tych usług. To byłaby bardzo niebezpieczna sytuacja. Mówimy przecież o profilaktyce, która powinna być wzmacniana, szczególnie w przypadku dzieci. Tymczasem źle skonstruowane zasady finansowania mogą sprawić, że tych świadczeń będzie wykonywanych mniej.
Samorząd lekarski zwraca również uwagę, że wycena nie uwzględnia w wystarczającym stopniu rzeczywistych kosztów. Jeżeli świadczenie jest finansowane poniżej poziomu, który pozwala pokryć koszty jego wykonania, ciężar finansowy zostaje w praktyce przerzucony na świadczeniodawcę.
W ochronie zdrowia nie możemy tworzyć systemu, w którym pewne procedury są realizowane chętnie, bo są dobrze wycenione, a inne – mimo że potrzebne pacjentom – stają się nieopłacalne. Taka sytuacja zawsze odbija się na dostępności świadczeń.
Zmiany dotyczące finansowania ochrony zdrowia mogą mieć również wpływ na sposób pracy lekarzy.
Tak. Wśród proponowanych rozwiązań pojawiają się przepisy, które mogą ograniczyć możliwość pracy lekarza w kilku placówkach realizujących świadczenia finansowane przez NFZ. Mowa m.in. o wymaganiu wykonywania świadczeń w określonym minimalnym wymiarze czasu oraz o konieczności uzyskania zgody w określonych sytuacjach. To może być szczególnie problematyczne dla lekarzy, którzy obecnie pracują w kilku miejscach, realizując niewielkie części kontraktu. Dotyczy to także lekarzy dentystów, zwłaszcza specjalistów wykonujących określone procedury w różnych placówkach. Jeżeli nowe przepisy zostaną wprowadzone bez uwzględnienia specyfiki wykonywania zawodu, może się okazać, że część lekarzy będzie musiała zrezygnować z pracy w niektórych miejscach. A to po raz kolejny może przełożyć się na dostępność świadczeń dla pacjentów.
Kolejnym problemem, który pojawił się w ostatnich tygodniach, jest bezpieczeństwo danych medycznych. Czy ostatni wyciek powinien skłonić lekarzy i podmioty lecznicze do większej ostrożności?
Zdecydowanie tak. To wydarzenie powinno być dla nas wszystkich sygnałem ostrzegawczym. Elektroniczna dokumentacja medyczna i cyfrowe systemy są dziś niezbędne, ale wraz z ich rozwojem rośnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo danych.
Warto bardzo dokładnie analizować, komu powierzamy przechowywanie dokumentacji i danych pacjentów oraz w jaki sposób są one zabezpieczane. Rozwiązania chmurowe są wygodne i często przedstawiane jako optymalne, ale nie powinno nas to zwalniać z zadawania pytań o rzeczywiste mechanizmy ochrony danych.
Już kilka lat temu w środowisku lekarzy dentystów pojawiała się dyskusja o potrzebie stworzenia systemowego depozytorium danych pacjentów. Wskazywano, że pieczę nad tak wrażliwymi informacjami powinien sprawować podmiot publiczny, który gwarantowałby odpowiedni poziom bezpieczeństwa i odpowiedzialności.
Dzisiejsze doświadczenia pokazują, że ta dyskusja była potrzebna i warto do niej wrócić. Wybór systemu do prowadzenia dokumentacji medycznej nie może opierać się wyłącznie na cenie czy wygodzie użytkowania.
W sierpniu OIL w Warszawie zorganizowała konferencję „ZERO tolerancji dla dezinformacji w medycynie!”. Czy stomatologia także mierzy się z fake newsami?
Oczywiście. Dezinformacja nie omija stomatologii. Tak jak w medycynie funkcjonują ruchy antyszczepionkowe, tak również w naszej dziedzinie pojawiają się teorie podważające skuteczność i bezpieczeństwo dobrze przebadanych metod leczenia.
Można wspomnieć chociażby o narracjach wymierzonych w leczenie endodontyczne. W internecie można znaleźć teorie przypisujące mu najróżniejsze, często bardzo poważne, konsekwencje zdrowotne, które nie znajdują potwierdzenia w rzetelnej wiedzy medycznej.
Są również środowiska podważające znaczenie fluoru w profilaktyce próchnicy. Pacjenci trafiają do gabinetów z konkretnymi przekonaniami zaczerpniętymi z internetu i oczekują od lekarza nie tylko leczenia, ale również wyjaśnienia, co jest faktem, a co dezinformacją.
Przez lata wiele emocji budziły choćby wypełnienia amalgamatowe. Przypisywano im bardzo szeroki katalog negatywnych skutków zdrowotnych. Od zawsze też mierzymy się z mitem dotyczącym usuwania ósemek. Choćby takim, że po ich usunięciu zmieniają się rysy twarzy albo dla odmiany, że każdą ósemkę trzeba bezwzględnie usunąć.
Przykłady te pokazują, że lekarz musi dziś być także przewodnikiem po świecie informacji. Pacjent ma dostęp do ogromnej liczby treści, ale nie zawsze potrafi ocenić ich wiarygodność. Ocena bezpieczeństwa materiałów medycznych czy konkretnych zabiegów powinna opierać się na wiedzy naukowej i jasnych warunkach ich stosowania, a nie na sensacyjnych przekazach. A zadaniem lekarza jest dobrać metodę odpowiednią dla konkretnego pacjenta, a nie ulegać modom czy internetowym teoriom.
Czy dezinformacja może mieć realny wpływ na zdrowie jamy ustnej?
Bez wątpienia. Jeżeli pacjent uwierzy, że określona metoda leczenia jest niebezpieczna, może z niej zrezygnować albo odwlekać wizytę. Skutki mogą być bardzo konkretne – rozwój choroby, większy zakres późniejszego leczenia, ból i wyższe koszty.
Dlatego tak ważne jest budowanie zaufania do medycyny opartej na faktach. Nie chodzi o to, aby pacjent bezrefleksyjnie przyjmował wszystko, co mówi lekarz. Przeciwnie – powinien pytać i szukać informacji. Ale musi również wiedzieć, gdzie szukać wiarygodnych źródeł i komu zaufać.
Po tych wszystkich wydarzeniach można odnieść wrażenie, że jesień zapowiada się dla środowiska wyjątkowo intensywnie.
Zdecydowanie. To nie będzie typowa polska złota jesień, ale właśnie w takich momentach szczególnie potrzebne są solidarność środowiska, merytoryczna dyskusja i stanowcze stanowisko lekarzy.