Nie masz konta? Zarejestruj się
fot. Alexander Taranenko / Pexels
Autor: Dorota Lebiedzińska
Nowy wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie i przewodniczący Komisji ds. Lekarzy Dentystów to praktyk z wieloletnim doświadczeniem i samorządowiec „z krwi i kości”. Swoją drogę zaczynał jako delegat na zjazd w latach 90. Dziś współtworzy kierunki rozwoju największej izby lekarskiej w Polsce. O pierwszych tygodniach w nowej roli, problemach środowiska i potrzebie realnego wsparcia dla lekarzy dentystów rozmawiamy na początku kadencji z lek. dentystą Grzegorzem Kwitkiewiczem.
|
|
Odnalazł się już pan w nowej roli wiceprezesa ORL i przewodniczącego Komisji ds. Lekarzy Dentystów?
Odnajduję się, choć trzeba uczciwie powiedzieć, że jest to zupełnie inny poziom odpowiedzialności. Przez lata byłem zaangażowany w działalność samorządową jako członek różnych struktur – można powiedzieć „szeregowy działacz”. Natomiast funkcja wiceprezesa zmienia perspektywę. To już nie tylko uczestnictwo w pracach, ale współodpowiedzialność za ich kierunek. Wymaga to wdrożenia się w funkcjonowanie biura, poznania obiegu dokumentów, procedur, ale też zbudowania relacji roboczych. Na szczęście trafiam na bardzo życzliwy zespół i to zdecydowanie ułatwia start.
Cofnijmy się do początku. Jak zaczęła się pana działalność w samorządzie?
Trochę przez przypadek, jak to często bywa. Pracowałem w ZOZ w Grodzisku Mazowieckim, kiedy moja przełożona poprosiła mnie, żebym pojechał na zebranie, bo sama nie mogła. Pojechałem jako jeden z młodszych lekarzy i zostałem delegatem. To był początek lat 90., czas odbudowy samorządu lekarskiego. Ten moment miał swoją energię, poczucie, że tworzy się coś ważnego. Z czasem zacząłem angażować się bardziej: najpierw jako delegat na Okręgowy Zjazd Lekarzy, potem członek Rady, uczestnik prac Komisji Stomatologicznej. Dziś to już siódma kadencja mojej obecności w samorządzie.
Co sprawiło, że został pan na tak długo?
Myślę, że z jednej strony ludzie, których spotkałem, a z drugiej – poczucie sensu. Samorząd to przestrzeń, w której można realnie wpływać na warunki wykonywania zawodu. Poza tym chyba zawsze miałem pewną skłonność do działania: harcerstwo, aktywność studencka. To się po prostu naturalnie połączyło.
Co w pracy samorządowej daje największą satysfakcję?
Zdecydowanie moment, kiedy wspólny wysiłek przynosi efekt. Kiedy zespół działa sprawnie, ma jasno określony cel i go realizuje. Dobrym przykładem są Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne. To inicjatywa, którą współtworzyliśmy i która z czasem stała się największym wydarzeniem samorządowym w stomatologii w Polsce. To pokazuje, że jeśli jest pomysł i determinacja, można zbudować coś trwałego.
A co jest najtrudniejsze?
Najtrudniejsza jest zawsze praca z ludźmi, a właściwie z różnorodnością opinii, interesów i oczekiwań. Trzeba umieć słuchać, szukać kompromisu, czasem godzić sprzeczne stanowiska. To proces wymagający cierpliwości i pokory.
Jakie cele stawia pan sobie na pierwsze miesiące kadencji?
Pierwszym krokiem jest ułożenie pracy w Komisji ds. Lekarzy Dentystów – zarówno od strony formalnej, jak i organizacyjnej. Chcemy, żeby działała sprawnie, przewidywalnie i była realnym wsparciem dla środowiska. Drugim ważnym zadaniem jest przygotowanie kolejnej edycji Mazowieckich Spotkań Stomatologicznych. To wydarzenie ma już swoją markę i zobowiązuje. Równolegle chcemy rozwijać działalność szkoleniową oraz współpracę z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i towarzystwami naukowymi.
Czy planuje pan zmiany w samej komisji?
Największą zmianą jest już skład. Mamy rekordową liczbę delegatów lekarzy dentystów, w tym bardzo wielu młodych. To niezwykle budujące, bo pokazuje rosnącą świadomość znaczenia samorządu. Naszym zadaniem będzie stworzyć im warunki do działania i dobrze wykorzystać ten potencjał.
Jakie są dziś najważniejsze problemy lekarzy dentystów?
Lista jest długa. Mamy problem nielegalnych praktyk i podmiotów działających poza systemem. Mamy rosnącą biurokrację i obciążenia administracyjne. Dochodzą kwestie kadrowe – dostępność personelu pomocniczego. Wielu lekarzy wskazuje na nadmiar kontroli i obowiązków administracyjnych. I mają rację. Dentystę może dziś kontrolować kilkadziesiąt instytucji. Do tego dochodzą systemy raportowania, wymogi sanitarne, dokumentacja. To wszystko zabiera czas i energię. Oczywiście część regulacji jest potrzebna, ale skala obciążeń jest zdecydowanie zbyt duża. Bardzo istotnym problemem jest też brak planowania w zakresie rozmieszczenia gabinetów, czyli tzw. mapowanie.
Dlaczego mapowanie jest tak ważne?
Bo brak planowania prowadzi do chaosu. W jednym miejscu mamy nadmiar gabinetów i ostrą konkurencję, w innym – brak dostępu do leczenia. To szkodzi wszystkim. Sam pracowałem w małej miejscowości i widziałem, jak wygląda sytuacja, gdy dentysty brakuje: kolejki, przeciążenie, trudne decyzje. System powinien dążyć do równowagi.
Jak ocenia pan relacje lekarzy z NFZ?
Są trudne i wymagające. Umowy są skomplikowane i często niekorzystne dla lekarzy. Dlatego zawsze podkreślam: trzeba je dokładnie analizować przed podpisaniem. Problem w tym, że po podpisaniu pole manewru jest bardzo ograniczone. Fundusz działa według swoich procedur i jest w tym bardzo konsekwentny.
Czy sytuacja ekonomiczna dentystów się poprawia?
W pewnych aspektach tak – część świadczeń została lepiej wyceniona. Ale nadal mamy ogromne obciążenia administracyjne i ograniczenia wynikające z kontraktów. Lekarz dosyć często nie czuje się w pełni gospodarzem we własnym gabinecie.
A sektor prywatny?
Rozwija się dynamicznie, ale nierównomiernie. W dużych miastach pacjenci częściej korzystają z zaawansowanych procedur, w mniejszych – ograniczają się do podstawowych świadczeń. To pokazuje, że sytuacja w zawodzie jest bardzo zróżnicowana. Nie można więc mówić o jednolitym obrazie.
Czy stomatologia jest dziś kosztowną dziedziną?
Zdecydowanie tak. Zarówno sprzęt, jak i materiały generują ogromne koszty. Do tego dochodzi konieczność serwisowania urządzeń oraz stosowania jednorazowych narzędzi. Wciąż jednak mamy problem z właściwą wyceną pracy lekarza – często skupiamy się na koszcie materiału, zapominając o wartości samej pracy.
Jakie kompetencje będą kluczowe dla dentystów w najbliższych latach?
Na pewno znajomość nowych technologii i cyfryzacji, ale równie ważne jest zachowanie podstawowych zasad zawodu. Jesteśmy lekarzami, naszym zadaniem jest ratowanie zębów, a nie ich pochopne usuwanie. Medycyna nie może być traktowana jak supermarket.
Czy zmienia się relacja lekarz – pacjent?
Zdecydowanie. Pacjenci są bardziej świadomi, ale też często opierają się na niesprawdzonych informacjach, zaczerpniętych choćby z internetu. To rodzi napięcia i wymaga od lekarza większej umiejętności komunikacji. Jednocześnie brakuje spójnej polityki zdrowotnej państwa w zakresie profilaktyki.
Po czym poznamy, że ta kadencja była udana?
Po tym, że środowisko lekarzy dentystów będzie silniejsze, bardziej zintegrowane i lepiej reprezentowane. Jeśli uda się usprawnić pracę komisji, wesprzeć młodych lekarzy i skuteczniej reagować na problemy – to będzie sukces.
Co jest dla pana najważniejsze w tej funkcji?
Odpowiedzialność i poczucie sensu. Samorząd powinien być dla lekarzy realnym wsparciem. Pomagać, a nie szkodzić – i to jest najważniejsza zasada, której chcę się trzymać.