Wybory zakończone. Sprawdź wyniki!

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

higienistka dentystyczna

fot. Gustavo Fring / Pexels

Wsparcie czy ryzyko dla pacjenta?

Autor: Dorota Lebiedzińska

Ostatnie zmiany w prawie rozszerzające kompetencje higienistek stomatologicznych wywołują gorącą debatę. Dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes ORL, przewodniczący Komisji ds. Lekarzy Dentystów, wyjaśnia, jakie zagrożenia niesie brak jednolitego systemu kształcenia i nadzoru oraz jak powinna wyglądać bezpieczna współpraca w zespole dentystycznym.

Wraca temat higienistek stomatologicznych. Jakie są główne problemy związane z rozszerzaniem ich kompetencji?

Problem jest bardzo istotny i dotyczy nie tylko środowiska stomatologicznego, ale całego systemu ochrony zdrowia. W ostatnich latach obserwujemy tendencję do poszerzania kompetencji zawodów pomocniczych – w tym higienistek stomatologicznych – w sposób, który budzi poważne wątpliwości. Decyzje o dopuszczaniu do wykonywania określonych procedur są często podejmowane na poziomie ministerialnym bez odpowiedniej rozmowy z samorządem lekarskim, uczelniami medycznymi czy ekspertami z dziedziny stomatologii. Największy problem polega na tym, że poszerzanie uprawnień nie idzie w parze z ujednoliceniem systemu kształcenia. W efekcie osoba bez pełnego przygotowania medycznego może wykonywać czynności mające bezpośredni wpływ na zdrowie pacjenta, często bez nadzoru lekarza dentysty. To sytuacja potencjalnie bardzo niebezpieczna, bo stomatologia to nie tylko estetyka i profilaktyka, ale także leczenie chorób wymagających specjalistycznej wiedzy i doświadczenia.

Dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes ORL w Warszawie, przewodniczący Komisji ds. Lekarzy Dentystów

Dr n. med. Dariusz Paluszek / fot. Jacek Kamiński

Jakie procedury w szczególności budzą obawy środowiska?

Najwięcej kontrowersji wzbudza zakres czynności, które higienistki mogłyby wykonywać samodzielnie – zwłaszcza te, które wiążą się z diagnozowaniem lub planowaniem leczenia. Mówimy tu o informowaniu pacjenta o konieczności zabiegów, ocenie stanu przyzębia, a nawet sugerowaniu ekstrakcji czy leczenia protetycznego. To nie są działania czysto techniczne, lecz decyzje medyczne wymagające wiedzy klinicznej. Planowanie leczenia, nawet w najbardziej podstawowym zakresie, musi pozostać w gestii lekarza.

Czy to oznacza, że według pana higienistki nie powinny pracować samodzielnie?

Nie chodzi o to, żeby ograniczać rolę higienistek, ale o to, żeby ją jasno zdefiniować. Higienistki są ogromnym wsparciem dla lekarza – wykonują zabiegi profilaktyczne, prowadzą edukację zdrowotną, pomagają utrzymać higienę jamy ustnej pacjentów. Ale muszą działać w ramach zespołu stomatologicznego, pod nadzorem lekarza. W moim gabinecie współpracuję z higienistką od wielu lat i jej praca jest nieoceniona. Zawsze jednak działa w ramach ustalonego planu leczenia i w konsultacji ze mną. Problem pojawia się wtedy, gdy higienistce daje się prawo do samodzielnego przyjmowania pacjentów, wystawiania opinii czy prowadzenia działań diagnostycznych. Wówczas zacierają się granice odpowiedzialności, a pacjent traci pewność, że otrzymuje kompleksową i bezpieczną opiekę.

Po prostu wykształcenie higienistek jest niewystarczające?

Tak, i to nie dlatego, że brakuje im zaangażowania czy chęci nauki, ale dlatego, że system kształcenia w Polsce jest niejednolity. Mamy szkoły policealne, kursy dwuletnie, szkolenia weekendowe, a nawet krótkie programy organizowane przez różne stowarzyszenia. Każda z tych ścieżek kończy się tym samym tytułem – higienistki stomatologicznej – mimo że poziom przygotowania bywa bardzo różny.

W rezultacie osoby z minimalnym doświadczeniem mogą uzyskać uprawnienia do wykonywania procedur, które w praktyce wymagają wiedzy medycznej. Trudno porównać to z pięcioletnim kształceniem lekarza dentysty, który musi zdać egzaminy państwowe, odbyć praktyki i ponosi pełną odpowiedzialność zawodową.

To sytuacja analogiczna do problemu, z jakim mierzy się kosmetologia. Wiele zabiegów medycyny estetycznej wykonują osoby bez wykształcenia medycznego, co doprowadziło do pojawienia się osób z licznymi powikłaniami i rosnącej liczby interwencji prawnych. W stomatologii nie możemy pozwolić sobie na powtórzenie tego scenariusza.

A co z argumentem ministerstwa, że zwiększenie kompetencji higienistek poprawi dostępność świadczeń stomatologicznych?

To argument często powtarzany, ale niepoparty faktami. W Polsce nie brakuje lekarzy dentystów. Problem leży w finansowaniu, a nie w dostępności. To jest prawdziwa bariera w dostępie do leczenia. Zwiększenie kompetencji higienistek nie rozwiąże tego problemu, bo nie zmieni systemu refundacji ani nie zwiększy liczby kontraktów.

Z punktu widzenia ekonomicznego może to wyglądać atrakcyjnie – higienistka ma niższe wynagrodzenie, więc pacjent zapłaci mniej. Ale w rzeczywistości może on otrzymać usługę pozbawioną właściwej diagnozy i nadzoru medycznego. W konsekwencji, gdy pojawią się powikłania, koszty leczenia i tak wzrosną.

Czy są przykłady innych krajów, w których odmiennie rozwiązano problem odpowiednich kompetencji higienistek?

Owszem, i te przykłady są bardzo różne. We Francji zawód higienistki praktycznie nie istnieje, wszystkie procedury wykonuje lekarz dentysta lub osoba przez niego bezpośrednio wskazana. To model, który stawia na pełną odpowiedzialność lekarza za cały proces terapeutyczny.

W Wielkiej Brytanii czy Skandynawii higienistki mają większe uprawnienia, ale tam system kształcenia jest znacznie bardziej rygorystyczny – obejmuje kilkuletnie studia, praktyki i obowiązkowy nadzór. W Polsce chcemy wprowadzić podobny zakres kompetencji bez zapewnienia analogicznego zaplecza edukacyjnego i prawnego. To działanie pozorne i potencjalnie niebezpieczne.

Jakie są realne zagrożenia, jeśli higienistki zaczęłyby działać samodzielnie?

Zagrożeń jest wiele. Po pierwsze, błędna ocena stanu zdrowia jamy ustnej. Higienistka może nie rozpoznać objawów nowotworu, ropnia czy martwicy, a pacjent przez długie miesiące będzie żył w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Po drugie, błędne planowanie leczenia lub jego zaniechanie. W stomatologii czas ma ogromne znaczenie – opóźnienie leczenia o kilka miesięcy może skutkować utratą zęba.

Kolejny problem to brak odpowiedzialności zawodowej. Higienistki nie podlegają nadzorowi izb lekarskich, nie mają własnego samorządu, nie są objęte kodeksem etyki zawodowej w takim zakresie jak lekarze. W razie błędu mogą odpowiadać jedynie cywilnie, co nie zawsze przekłada się na realną ochronę pacjenta.

Czy widzi pan szansę na poprawę sytuacji?

Zdecydowanie tak, ale wymaga to systemowych zmian. Po pierwsze – potrzebny jest jednolity, państwowy system kształcenia higienistek, najlepiej na poziomie uniwersyteckim. Po drugie – konieczne jest wprowadzenie obowiązkowego nadzoru lekarza nad ich pracą, a także systemu odpowiedzialności zawodowej.

Można sobie wyobrazić model, w którym higienistka po czteroletnich studiach i zdaniu egzaminu państwowego mogłaby wykonywać określone procedury bezpośrednio, ale w ściśle wyznaczonych granicach i przy zachowaniu pełnej współpracy z lekarzem. Dobrze, że problem ten dostrzega też Naczelna Izba Lekarska oraz posłowie zarówno z jednej, jak i z drugiej strony politycznej.

Na zakończenie – jakie jest przesłanie dla środowiska stomatologicznego i ustawodawców?

Najważniejsze jest, by decyzje o zmianach w zawodach medycznych były podejmowane po szerokich konsultacjach z praktykami i ekspertami. Nie można tworzyć nowych uprawnień tylko po to, by obniżyć koszty czy poprawić statystyki. W centrum każdej reformy powinien być pacjent i jego bezpieczeństwo. Higienistki są niezbędne w codziennej pracy gabinetu i ich rola będzie rosła – ale musi to się odbywać w ramach jasno określonego systemu, z odpowiednim przygotowaniem, nadzorem i odpowiedzialnością. Dopiero wtedy można mówić o prawdziwym podniesieniu jakości opieki stomatologicznej w Polsce.

Dorota Lebiedzińska

Autor: Dorota Lebiedzińska

Treści autora ⟶

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.