X Mazowieckie Spotkania Stomatologiczne 19-21 czerwca

Logowanie do profilu lekarza

Przez login.gov

Izba 19.06.2026 r.

Prezes ORL Artur Drobniak w wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej: „Lekarze nie są problemem systemu. Potrzebna jest transparentność i reforma ochrony zdrowia”

W Polsce trwa gorąca debata o zarobkach lekarzy. Nagłówki z rekordowymi kwotami rozpalają emocje, politycy zapowiadają kontrole, a opinia publiczna coraz częściej pyta, kto odpowiada za kryzys w ochronie zdrowia. Czy jednak problemem rzeczywiście są lekarze? Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, przekonuje, że medialna narracja odwraca uwagę od prawdziwych wyzwań systemu. W rozmowie z PolitykaZdrowotna.com mówi o kulisach pracy lekarzy, przeciążonych SOR-ach, politycznych wpływach na zarządzanie szpitalami oraz potrzebie transparentności i głębokiej reformy ochrony zdrowia. – Nie jesteśmy problemem systemu. Stawką tej debaty jest bezpieczeństwo pacjentów – podkreśla.

Zarobki lekarzy a rzeczywistość systemu ochrony zdrowia

PolitykaZdrowotna.com: W ostatnich dniach media bardzo dużo mówią o wysokich zarobkach lekarzy. Pojawiają się konkretne nazwiska, ogromne kwoty i oskarżenia o uprzywilejowanie. Jak Pan na to patrzy?

Artur Drobniak, prezes ORL w Warszawie: Z dużym niepokojem obserwuję kierunek tej debaty, ponieważ zaczyna ona coraz mniej dotyczyć rzeczywistych warunków leczenia pacjentów, a coraz bardziej emocji i społecznej frustracji.

Dziś opinii publicznej pokazuje się rekordowe przypadki będące promilem całości, sugerując, że opisują one całe środowisko lekarskie. Tymczasem oficjalne dane mówią coś zupełnie innego.

Według danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji mediana wynagrodzenia lekarza specjalisty zatrudnionego w publicznym szpitalu wynosi około 24–25 tysięcy złotych brutto miesięcznie, zależnie od formy zatrudnienia. Jednocześnie wynagrodzenia przekraczające 100 tysięcy złotych miesięcznie dotyczą około 1% kontraktów. To margines, a nie standard.

Co więcej – i to jest kluczowe – AOTMiT podkreśla, że dane kontraktowe dotyczą pojedynczych umów zawieranych z konkretnymi podmiotami, a nie pełnych zarobków jednej osoby w całym systemie. Agencja nie ewidencjonuje również czasu pracy przy kontraktach. To oznacza, że sama kwota bez informacji o liczbie przepracowanych godzin może prowadzić do całkowicie błędnych wniosków.

Nie można oceniać kilkuset tysięcy lekarzy przez pryzmat kilku medialnych nazwisk. To tak, jakby na podstawie pojedynczych patologii w polityce opisywać całą klasę polityczną.

W ogromnej części przypadków mówimy o lekarzach pracujących 250, 300, a czasem 350 godzin miesięcznie – z dyżurami nocnymi, świątecznymi i permanentną gotowością do podejmowania decyzji ratujących życie.

Nie można porównywać przychodu lekarza pracującego dwa lub trzy etaty z wynagrodzeniem osoby pracującej standardowe 160 godzin miesięcznie.

Wynagrodzenia lekarzy a odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów

PolitykaZdrowotna.com: Dla wielu Polaków nawet 20-30 tysięcy złotych miesięcznie brzmi jednak jak bardzo wysokie wynagrodzenie.

A.D.: Rozumiem takie odczucie, ale aby rozmawiać uczciwie, trzeba spojrzeć na cały kontekst. Zawód lekarza jest jednym z najbardziej wymagających zawodów w państwie – pod względem intelektualnym, emocjonalnym i odpowiedzialnościowym. Do samodzielności zawodowej dochodzi się po 12-15 latach intensywnego kształcenia: studia, staż, specjalizacja, kursy, egzaminy, ustawiczne doskonalenie.

Przez dekady na studia medyczne dostawali się przede wszystkim najlepsi absolwenci szkół średnich – młodzi ludzie z najwyższymi wynikami, ogromną determinacją i gotowością do wieloletnich wyrzeczeń. Medycyna była kierunkiem elitarnym pod względem wymagań intelektualnych i obciążenia pracą. Ale sama elitarność ścieżki edukacyjnej nie jest najważniejsza. Najważniejsza jest odpowiedzialność.

Lekarz każdego dnia podejmuje decyzje, które mogą decydować o czyimś życiu, zdrowiu, sprawności lub śmierci. Błąd menedżera może oznaczać stratę finansową. Błąd lekarza może oznaczać ludzką tragedię.

Dlatego wynagrodzenie lekarza nie jest wyłącznie zapłatą za czas pracy. Jest również wynagrodzeniem za kompetencje, lata inwestycji w rozwój oraz ciężar odpowiedzialności, który spoczywa na naszych barkach.

Wreszcie, w ogromnej większości przypadków czynnikiem decydującym o wynagrodzeniu lekarza jest liczba zaopiekowanych przez danego lekarza pacjentów. Proporcjonalnie więc Ci którzy pracują najwięcej i pomagają największej liczbie chorych zarabiają najwięcej.

Dlaczego lekarze nie chcą pracować na SOR-ach?

PolitykaZdrowotna.com: Najbardziej spektakularne stawki pojawiają się często w pracy na SOR-ach. Dlaczego?

A.D.: Bo są miejsca, do których lekarze nie ustawiają się w kolejce do pracy – nawet przy bardzo wysokich wynagrodzeniach. Działa tu klasyczne prawo popytu i podaży.

Najlepszym przykładem są Szpitalne Oddziały Ratunkowe. To jedno z najtrudniejszych miejsc pracy w całym systemie ochrony zdrowia. Permanentna presja czasu i liczby chorych, wciąż zmieniających się i napływie nowych. Pacjenci nierzadko w stanach zagrożenia życia, z koniecznością podejmowania decyzji w krótkim czasie. Poza tym: przeciążenie, braki kadrowe, rosnąca frustracja pacjentów i agresja wobec personelu. Często decyzje zarządzających o małej liczbie lekarzy i personelu medycznego na dyżurze.

W takich warunkach wysokie wynagrodzenie nie jest przywilejem. Jest próbą kompensacji ekstremalnie trudnych warunków pracy i ogromnej odpowiedzialności. Jeżeli mimo wysokich stawek nadal brakuje chętnych do pracy na SOR-ach, to problemem nie są zarobki. Problemem są warunki pracy i konstrukcja systemu.

Przepełnione SOR-y są skutkiem problemów całego systemu

PolitykaZdrowotna.com: Dlaczego SOR-y są dziś tak przepełnione?

A.D.: Ponieważ SOR stał się miejscem, do którego trafia wszystko to, czego system nie rozwiązał wcześniej.

Pacjenci zgłaszają się tam nie tylko z ostrymi stanami zagrożenia życia, ale również dlatego, że nie mają dostępu do szybkiej diagnostyki, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej czy sprawnej opieki koordynowanej. To rodzi gigantyczne przeciążenie.

Lekarz na SOR-ze nie odpowiada za wieloletnie zaniedbania organizacyjne państwa. A jednak to on staje twarzą w twarz z frustracją pacjenta. Musimy uczciwie powiedzieć: przepełnione SOR-y są skutkiem niedoskonałości systemu tworzonego przez decydentów politycznych przez lata.

Zarządzanie szpitalami i polityczne wpływy w ochronie zdrowia

PolitykaZdrowotna.com: Wspomniał Pan o systemie. Czy problemem jest również zarządzanie szpitalami?

A.D.: Tak – i uważam, że mówi się o tym zdecydowanie za mało. W Polsce ogromna część szpitali podlega jednostkom samorządu terytorialnego lub innym podmiotom publicznym. W praktyce oznacza to, że politycy różnych opcji mają realny wpływ na sposób zarządzania placówkami. I chcę podkreślić bardzo wyraźnie – to nie jest problem jednej partii czy jednego środowiska politycznego. To problem systemowy obecny od lat.

Widzimy sytuacje, w których konkursy na stanowiska dyrektorów, kierowników oddziałów czy koordynatorów nie zawsze budzą pełne zaufanie co do merytoryczności procesu. Nie jest tajemnicą, że w wielu miejscach relacje polityczne, samorządowe czy towarzyskie potrafią odgrywać istotną rolę.

Także medialnie nagłaśniane dziś wynaturzenia bardzo często mają swój kontekst polityczny – powiązania z radnymi, samorządowcami czy osobami funkcjonującymi w strukturach różnych partii. Nie wolno tego ignorować. Jeżeli chcemy naprawiać ochronę zdrowia, musimy odważnie mówić o depolityzacji zarządzania szpitalami.

Czytaj więcej: Artur Drobniak, prezes ORL w Warszawie: Lekarze nie są problemem systemu. Potrzebna jest transparentność i reforma ochrony zdrowia - wiadomości Medycyna i Zdrowie

załatw sprawę

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, zgodę na ich użycie, oraz akceptację Polityki Prywatności.