19 marca 2015

Opór wobec szczepień a odpowiedzialność lekarzy i regulatora opieki zdrowotnej

Na fali dyskusji dotyczącej coraz większej liczby zachorowań na odrę u naszego zachodniego sąsiada pojawiły się pytania o rolę lekarzy w narastającym w Polsce oporze rodziców przeciwko szczepieniom dzieci. Niewątpliwie zaufanie do lekarzy przekłada się na zachowania prozdrowotne społeczeństwa. Do budowy takiego zaufania konieczny jest też czas, a o to – wskutek coraz większych biurokratycznych obowiązków spadających na lekarzy – coraz trudniej.

W Polsce z zaufaniem do lekarzy nie jest najlepiej, co pokazały niedawne wyniki międzynarodowego badania opublikowanego w New England Journal of Medicine pod koniec ubiegłego roku. Naukowcy wzięli pod uwagę ogólny poziom zaufania społeczeństwa do lekarzy oraz zaufanie na bazie osobistego doświadczenia z ostatniego kontaktu respondentów z lekarzem.

Wyniki nie są dla Polski korzystne. Zarówno pod względem poziomu zaufania ogólnego, jak i tego wynikającego z osobistego doświadczenia, znalazła się ona na samym końcu rankingu. Badanie zostało przeprowadzone w latach 2011-2013 w ramach International Social Survey Programme (ISSP) realizowanego w 29 krajach przez instytuty naukowe i badawcze poszczególnych państw.

Dużym zaufaniem darzą lekarzy obywatele takich krajów, jak: Szwajcaria, Holandia, Dania, Wielka Brytania, Finlandia, Francja i Turcja (poziom zaufania od 83 do 75 proc.). Ranking zamykają: Chorwacja, Stany Zjednoczone, Chile, Bułgaria, Rosja i Polska z wynikami zaufania na poziomie 58-43 proc. Zaufaniem darzy lekarzy mniej niż połowa respondentów z Bułgarii, Rosji i Polski, która jest krajem zamykającym ranking z zaufaniem do lekarzy na poziomie 43 proc.

Niewielki odsetek respondentów polskich jest także zadowolony z wizyt lekarskich – to zaledwie 23 proc., co daje nam 25 miejsce w grupie 29 badanych krajów. Dla porównania: w Szwajcarii, Danii czy Stanach Zjednoczonych z wizyt lekarskich zadowolonych jest nawet 64 proc. badanych. Ten ostatni kraj jest o tyle ciekawy, że poziom zaufania ogólnego jest bardzo niski, natomiast jeśli chodzi o osobiste doświadczenia pacjentów, znalazł się na trzecim miejscu w tabeli.

Lekarze a szczepienia

Nie przeprowadzono ostatnio badań dotyczących postaw lekarzy wobec szczepień. Kiedy kilka lat temu w Europie obawiano się epidemii grypy, Ministerstwo Zdrowia sprawdziło, jak duży odsetek personelu medycznego (lekarzy i pielęgniarek) szczepi się przeciwko tej chorobie. Okazało się, że zaledwie około 10 proc., przy czym większą wyszczepialnością wykazały się pielęgniarki.

Wiadomo natomiast, co wpływa na decyzje rodziców małych pacjentów – zbadał to Pentor Research International na zlecenie GSK. Okazało się, że lekarz pediatra jest traktowany jako najbardziej wiarygodne  i rzetelne źródło informacji o szczepieniach (kolejne źródła to: położna, bliscy, internet, telewizja, prasa dla rodziców).

Co więcej, rodzice oczekują od lekarza postawy aktywnej (powinien wybiegać w przyszłość, proponować wizyty i działania prozdrowotne), empatii, czasu, cierpliwości i otwartości. Jednocześnie autorzy badania wskazują, że wśród rodziców dominuje przekonanie, że lekarze w zbyt niewielkim stopniu angażują się w proces decyzyjny dotyczący szczepień. Dystans i pozostawianie całości decyzji rodzicom ci ostatni oceniają jako coś niemal niestosownego, co całkowicie kłóci się z wyobrażeniem o roli lekarza w procesie decyzyjnym dotyczącym szczepienia dzieci. To postawa, która odczytywana jest jako uciekanie od odpowiedzialności za zdrowie pacjenta, coś co całkowicie kłóci się z etyką lekarską – czytamy w omówieniu badania.

Nie ma danych, że lekarze zniechęcają do szczepień. To zapewne marginalne sytuacje.

- Na lekarzu spoczywa obowiązek wyjaśnienia rodzicom dziecka, dlaczego należy szczepienie wykonać – oczywiście po przeprowadzeniu rzetelnej kwalifikacji do szczepienia – przypomina główny inspektor sanitarny Marek Posobkiewicz.

Zatem lekarz w przystępny sposób powinien wytłumaczyć, czego można się spodziewać, zainteresować się, dlaczego rodzice obawiają się szczepienia, rozwiać ich obawy, tłumacząc na przykład, że słynna „rtęć”, której związek zawiera zaledwie 3 na 19 obowiązkowych szczepionek podawanych do 19. roku życia, to nie rtęć z termometru, a tiomersal – jej związek, który ma szczepionkę konserwować i chronić przed patogenami. Nie wszyscy rodzice wiedzą, że lekarz, który napisał o związku szczepionki MMR z występowaniem autyzmu, popełnił fałszerstwo i został pozbawiony prawa wykonywania zawodu.

Zdaniem Posobkiewicza lekarz, który zniechęca rodziców do zaszczepienia ich dzieci, postępuje niezgodnie z aktualną wiedzą medyczną i powinien być zaskarżony do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Do kancelarii OROZ Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie nie wpłynęła skarga na takie zachowanie lekarza, choć w jednej z izb podjęto postępowanie w sprawie lekarki, która w audycji telewizyjnej głosiła opinie o szczepieniach mające mało wspólnego z wiedzą medyczną.

- Obowiązkiem lekarzy jest edukacja prozdrowotna oraz postępowanie zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Jeśli lekarz zniechęca do szczepienia, a nie ma ku temu wskazań medycznych, nie postępuje zgodnie z tą wiedzą i odpowiednie organy izby taką sprawą się zajmą w razie złożenia skargi – mówi prezes Okręgowej Rady Lekarskiej Andrzej Sawoni.

Wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii dr Jacek Mrukowicz zauważa, że wątpliwości co do szczepień mają niektóre grupy specjalistów, które z wakcynologią nie mają wiele wspólnego. Wśród nich zaś – jego zdaniem – sporo jest lekarzy zajmujących się homeopatią. Dr Mrukowicz przestrzega przed zbytnim zaufaniem w rolę sankcji.

Jestem zwolennikiem edukacji. Szkoda, że Ministerstwo Zdrowia zarzuciło pomysł ze zdobywaniem umiejętności przez lekarzy. Na wakcynologii znać się ma każdy lekarz, a to odrębna dziedzina medycyny – mówi.

Towarzystwo chciało, by lekarze, którzy mają do czynienia ze szczepieniami, mogli uzyskiwać umiejętność – czyli pewien zakres wiedzy specjalistycznej dotyczącej wakcynologii. Ministerstwo Zdrowia jednak nie wprowadziło tego systemu (miał on polegać na tym, że lekarze obok specjalizacji, uzyskiwaliby określone „umiejętności” z innych specjalności).

Cenny czas

Warto wrócić do czasu, który lekarz ma dla pacjenta – a raczej czasu, którego lekarz dla pacjenta nie ma. Co do zasady Narodowy Fundusz Zdrowia wymaga, by na pacjenta przypadało w gabinecie lekarskim 15 minut. W tym czasie należy przeprowadzić wywiad, dokładnie zbadać pacjenta, odpowiedzieć na wszystkie jego pytania i wątpliwości, wypełnić jego dokumentację itd.

Trudno oczekiwać, by czasu tego starczyło na wyjaśnienie wszelkich wątpliwości. A bywa jeszcze gorzej. Do TVP Info przyszedł w styczniu mejl o treści: Przesyłam zapis z wizyt w otwartym w Gdańsku gabinecie lekarza rodzinnego. (…) Lekarz rodzinny przyjmuje 90 osób w ciągu 7 godzin. Średni czas wizyty to ok 4,5 minuty przy założeniu, że lekarz pracuje całkowicie bez przerwy na toaletę itp. Jest to całkowity czas, jaki lekarz poświęca pacjentowi. Czy tak ma wyglądać opieka lekarska lekarza rodzinnego?!.

Oczywiście nie i taki grafik, który – jak zapewnia redakcja – został przez nią sprawdzony, nie jest właściwy. Jednak problem jest dużo bardziej złożony, niż opinia publiczna chce nieraz przyznać. I ma charakter systemowy.

Nie można bowiem przymykać oczu na fakt, że przyjęte przez polskich regulatorów założenie, że pod opieką lekarza rodzinnego ma się znajdować 2-3 tys. pacjentów burzy całą koncepcję efektywnej pracy lekarza z taką populacją. Ostatnie przerzucenie dodatkowych obowiązków na tę grupę zawodową (wymóg skierowania od lekarza POZ do okulisty i dermatologa) jeszcze zwiększyło i tak duży tłok w poczekalniach poradni i gabinetów. O biurokracji już tyle napisano, że nie warto o niej wspominać. Coraz więcej problemów w polskiej ochronie zdrowia, także tej na podstawowym poziomie, stwarza brak kadr, co z kolei jest zaniechaniem kolejnych rządów po 1989 roku. W tym roku co prawda zwiększono dostęp do specjalizacji, ale na pytanie Monitora Lekarskiego, czy w ślad za tym pójdzie zwiększenie liczby przyjmowanych na kierunki lekarskie i lekarsko-dentystyczne, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie dał odpowiedzi na „tak”.

Statystyka

W 2010 roku sanepidy zarejestrowały 3500 osób uchylających się od szczepień, w 2014 roku ta liczba wzrosła do 12 700.

Justyna Wojteczek

 

 

 

Forum dyskusyjne - napisz komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Archiwum

Wszystkie kategorie