6 października 2008

Język nasz giętki – Dosłownie nie musi znaczyć dobrze

Nieraz pisałem, że dosłowność nie jest najistotniejszą właściwością języka.
Znacznie częściej posługujemy się metaforą, zwykle głęboko ukrytą, wręcz niezauważalną. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Molier w komedii „Mieszczanin szlachcicem” kpi sobie z tego dwukrotnie. Raz, kiedy Nauczyciel filozofii mówi: Wszystko, co nie jest prozą, jest wierszem, a wszystko, co nie jest wierszem, jest prozą. Drugi – słowami pana Jourdain: Daję słowo, zatem ja już przeszło czterdzieści lat mówię prozą, nie mając o tym żywnego pojęcia! (oba przykłady w tłumaczeniu Boya).
Z tego powodu zdarzają się liczne i wcale niezabawne pomyłki. Jeden z kolegów lekarzy zaprotestował przeciwko nazywaniu ekshumacją wydobycia i badania zwłok generała Sikorskiego. W liście do znanego dziennika napisał: Czy można dokonać ekshumacji, gdy zwłoki pozostają w krypcie na Wawelu, a nie w ziemi? Nie wiem, czy gazeta zareagowała, ale gdyby to zrobiła, bez wątpienia odpowiedziałaby, że można.
Problem tkwi w metaforyzacji słowa ekshumacja, która się dokonała ponad dwa tysiące lat temu. Przypadek ten jest jednym z licznych dowodów na to, że słowa rzadko są zgodne z pierwowzorem i że to, co jest właściwe prozie, przenika się z tym, co jest właściwe poezji, i – jak mawiał Molier – odwrotnie. Wszak Edward Stachura w tytule jednej ze swych znaczących książek przenikliwie powiedział, że „Wszystko jest poezja” (uwaga: „-a”, nie „-ą”), co znaczyło: każdy obiekt, każde pojęcie ma także formę poetycką albo taką niespodziewanie przyjmuje.
Słowo ekshumacja nie pochodzi od łacińskiego humus ‚ziemia, próchnica’, ale dopiero od pochodnej tego wyrazu: humatio ‚pochówek’. Nawet w starożytności pochówki nie musiały polegać na grzebaniu w ziemi, ale właśnie umieszczaniu w sarkofagach, grotach itp. Tak został przecież pochowany Jezus Chrystus. Mimo to nazwa pochówku – humatio, -nis – pozostała. Przyimek łaciński ex i pochodny polski eks odwraca znaczenie członu głównego, stąd exhumatio i ekshumacja ‚wyjmowanie z grobu’.
Wyrażenia pochodne bardzo często przechwytują tylko część znaczenia wyrazów pierwotnych (źródłowych) albo ulegają przekształceniom znaczeniowym. Przykładów tego powszechnego w języku zjawiska są tysiące, a pierwszy z brzegu to gasić światło. Światła właściwie nie powinno się gasić, bo w rzeczywistości się nie pali, a jednak tak mówimy. Dawniej gaszono łuczywo, świecę, płomień itd., które płonęły, ale to przeszło z pewną częścią znaczenia na żarówkę i następnie na wszystkie obiekty świecące (nawet niepalące się), a także na inne działające (zgaś telewizor) i żywe (tą błyskotliwą odpowiedzią po prostu go zgasił). Aktywną częścią znaczenia pozostaje jedynie: ‚kauzować (powodować) zaprzestanie działania’. Pozostałe fragmenty znaczenia zostały zneutralizowane, przestały funkcjonować. Takie przetworzone ze względu na zmienione znaczenie i wymianę składników wyrazowych frazeologizmy nazywam neoidiomami, podobnie jak wyrazy o zmienionym (nowym) znaczeniu są nazywane neosemantyzmami.
Spójrzmy jeszcze na przejęty z francuskiego wyraz suwerenność. Francuskie souveraineté znaczy ‚najwyższa władza, wszechwładztwo’ oraz ‚niezależność, nienaruszalność (państwa, terytorium)’, ale język polski sens tego wyrazu ograniczył i przekształcił do postaci: ‚niezawisłość (państwa, terytorium)’, „władzę” pozostawiając suwerenowi. Jeśli ktoś używa wyrazu suwerenność w znaczeniu ‚panowanie nad jakimś krajem’, to popełnia błąd, a tak zrobiły w 1982 r. liczne gazety, które niestety pisały: Wojna między Wielką Brytanią i Argentyną toczy się o suwerenność (sic!) nad Falklandami.
Wyraz ekshumacja tak niewiele przejął z wyrazu humus, że spokojnie można ekshumować także na Wawelu.

Piotr MLDNER-NIECKOWSKI
http://www.lpj.pl

Archiwum